Marta schowała dokumenty do teczki.
— Na dziś tyle. Reszta nie powinna odbywać się w hotelowej sali.
— Zadzwonimy na policję?
— Tak.
Karolina zakryła twarz.
— Ja też?
Marta spojrzała na nią.
— Pani Karolino, nie będę pani udzielać porady prawnej, bo reprezentuję Ewę i spółkę. Powinna pani mieć własnego pełnomocnika.
Karolina skinęła głową.
Ewa wstała.
— Ja złożę zawiadomienie dotyczące dokumentów związanych z moim majątkiem.
Karolina spojrzała na nią.
— Rozumiem.
— Nie będę kłamać, żeby cię chronić.
— Rozumiem.
— Ale nie będę też dopisywać ci rzeczy, których nie zrobiłaś.
Karolina zamrugała.
— Dlaczego?
Ewa westchnęła.
— Bo prawda nie ma być zemstą.
To zdanie zawisło między nimi.
Daniel odsunął krzesło.
— Ja muszę wyjść.
— Daniel — odezwała się Karolina.
Zatrzymał się.
— Co?
— Nie jedź.
— Nie wiem, co mam teraz zrobić.
— Porozmawiajmy.
— Rozmawiamy od trzech godzin. I co pięć minut dowiaduję się czegoś, czego nie wiedziałem przez rok.
— Nie chciałam cię stracić.
Daniel spojrzał na nią z bólem.
— Karolina, ty mnie już nie pytałaś, czy ci pomogę. Ty zdecydowałaś za mnie, kim będę w tej historii.
— Co masz na myśli?
— Zdecydowałaś, że będę mężem, który cię nie zrozumie. Synem, któremu należy się majątek matki. Idiotą, którego podpis można użyć, bo przecież kiedyś się dowie i jakoś to przełknie.
Karolina płakała w milczeniu.
— Nie dałaś mi szansy być nikim innym.
Wyszedł.
Ewa chciała ruszyć za nim.
Zatrzymała się.
Marta dotknęła jej ramienia.
— Daj mu chwilę.
Ewa spojrzała przez okno.
Daniel szedł w stronę pomostu.
Sam.
Karolina została w sali.
Piotr i Marta wyszli po kilku minutach.
Zostały tylko dwie kobiety.
Ta, którą rano wyrzucono z samochodu.
I ta, która ją wyrzuciła.
Ewa nie wiedziała, która z nich powinna odezwać się pierwsza.
Ostatecznie zrobiła to Karolina.
— Naprawdę chciałam cię zostawić tylko na dziesięć minut.
Ewa spojrzała na nią.
— To ma coś zmienić?
— Nie.
— Więc po co to mówisz?
— Bo kiedy odjechałam, zatrzymałam się kilometr dalej.
Ewa zmarszczyła brwi.
— Widziałam w lusterku, jak stoisz.
— I?
— Chciałam zawrócić.
— Ale nie zawróciłaś.
— Robert zadzwonił.
Ewa usiadła.
— Co powiedział?
— Że jeśli teraz zmięknę, nigdy niczego nie załatwię. Powiedział, że całe życie pozwalam ludziom stawiać swoje interesy przed moimi.
Ewa uśmiechnęła się smutno.
— I posłuchałaś.
— Tak.
— Dlaczego?
Karolina przez chwilę obracała obrączkę.
— Bo część mnie naprawdę cię wtedy nienawidziła.
Ewa przyjęła te słowa bez mrugnięcia.
— Za co?
— Za to, że zawsze jesteś spokojna.
Ewa prawie się zaśmiała.
— To ciekawe.
— Wiem, jak to brzmi.
— Nie sądzę.
— Kiedy urodziła się Zosia, przyjeżdżałaś i wiedziałaś, jak ją uspokoić. Kiedy przeprowadzaliśmy się, znalazłaś tańszą ekipę. Kiedy Daniel miał problemy ze wspólnikiem, wystarczyła jedna rozmowa z tobą i nagle miał plan. Na święta zawsze wszystko pamiętałaś. Urodziny, lekarza Zosi, ratę ubezpieczenia, nazwisko wychowawczyni.
— Myślałam, że pomagam.
— Pomagałaś.
— Więc?
Karolina otarła policzki.
— A ja przy tobie coraz częściej czułam, że jestem dodatkiem.
Ewa milczała.
— Nigdy mi tego nie powiedziałaś.
— Bo brzmiałabym jak niewdzięczna synowa.
— Dzisiaj też nie brzmisz najlepiej.
Karolina parsknęła krótkim, rozpaczliwym śmiechem.
— Zasłużyłam.
— Tak.
Odpowiedź była natychmiastowa.
Karolina spojrzała na nią.
Ewa nie zamierzała jej pocieszać.
— To, że miałaś problemy, nie usprawiedliwia tego, co zrobiłaś.
— Wiem.
— To, że Robert cię zmanipulował, nie zmienia faktu, że sama wysłałaś mu moje dokumenty.
— Wiem.
— I nie zostawiłaś mnie pod bramą, bo ci kazał. Zrobiłaś to, bo byłaś wściekła.
Karolina spuściła głowę.
— Wiem.
— Ale ja też popełniłam błędy.
Karolina uniosła oczy.
— Jakie?
Ewa westchnęła.
— Udawałam, że nie widzę, kiedy masz dość moich rad. Daniel dzwonił do mnie z każdą rzeczą. A ja zawsze odbierałam i zawsze miałam odpowiedź.
— To chyba dobrze.
— Nie zawsze. Czasem matka powinna pozwolić dorosłemu synowi samemu znaleźć odpowiedź.
Karolina nic nie powiedziała.
— I powinnam była wcześniej powiedzieć Danielowi o hotelu.
— Dlaczego tego nie zrobiłaś?
Ewa zamyśliła się.
— Najpierw dlatego, że po śmierci Andrzeja wszystko było chaosem. Potem dlatego, że Daniel był dumny z tego, że buduje własną firmę. Bałam się, że informacja o majątku coś zmieni.
— Czyli testowałaś go.
— Nie chciałam tak o tym myśleć.
— Ale trochę tak.
Ewa spojrzała na nią.
— Tak.
To jedno słowo zdziwiło Karolinę.
— Chciałam wiedzieć, czy przyjeżdża do mnie dlatego, że chce mnie zobaczyć. Nie dlatego, że kiedyś może odziedziczyć hotel.
— Daniel nie jest taki.
— Wiem.
— To po co test?
— Strach rzadko jest logiczny.
Karolina uśmiechnęła się gorzko.
— W tym akurat mogę być ekspertem.
Daniel siedział na końcu pomostu.
Ewa znalazła go po czterdziestu minutach.
Nie odezwał się, kiedy usiadła obok.
Jezioro było prawie nieruchome.
— Pamiętasz, jak tata wrzucił tu moje kluczyki? — zapytał nagle.