— Nazwisko Nowak nie jest rzadkie.
— Ale wiedziałeś.
— Sprawdziłem.
— Zanim zaproponowałeś mi kawę?
Nie odpowiedział.
Karolina zaczęła kiwać głową, jakby sama sobie układała wydarzenia.
— Pytałeś o teściową.
Robert westchnął.
— Karolina…
— Na drugim spotkaniu. Powiedziałeś, że czasem rodzina siedzi na majątku i patrzy, jak młodsi toną.
— Ogólna uwaga.
— Nie. Ty już wtedy wiedziałeś.
Ewa milczała.
Nie potrzebowała niczego dodawać.
Karolina odwróciła się do niej.
— On powiedział mi, że okradłaś Daniela.
Daniel podniósł głowę.
— Co?
— Że po śmierci twojego ojca przejęłaś firmę, wykorzystałaś jego długi i odsunęłaś cię od majątku.
Ewa nawet nie drgnęła.
— I uwierzyłaś.
Karolina zacisnęła usta.
— Chciałam uwierzyć.
To zabrzmiało inaczej.
Prawdziwie.
Ewa po raz pierwszy spuściła wzrok.
— Dlaczego?
Karolina otarła twarz.
— Bo byłam wściekła.
— Na mnie?
— Na wszystkich.
Daniel zrobił ruch, ale zatrzymał się.
Karolina patrzyła tylko na Ewę.
— Całe życie słyszałam od rodziców, że trzeba mieć coś swojego. Mój ojciec stracił mieszkanie, kiedy jego firma upadła. Miałam trzynaście lat. Pamiętam mamę pakującą talerze do kartonów po bananach. Pamiętam, że przez rok mieszkaliśmy u babci w dwóch pokojach.
Ewa słuchała.
— Obiecałam sobie, że mnie się to nie zdarzy. Że nigdy nie będę zależna od męża. Że będę miała własną firmę, własne pieniądze, własne nazwisko na drzwiach.
Spojrzała na Daniela.
— A potem firma zaczęła się walić.
— Mogłaś mi powiedzieć.
— Wiem.
— Dlaczego nie powiedziałaś?
— Bo patrzyłeś na mnie jak na kogoś, kto sobie radzi.
— Bo myślałem, że sobie radzisz.
— Właśnie.
— To nie jest odpowiedź.
— Bałam się, że gdy przestanę sobie radzić, przestaniesz mnie szanować.
Daniel potrząsnął głową.
— Więc wolałaś, żebym przestał ci ufać?
Karolina zamknęła oczy.
— Nie planowałam tego.
— Nikt nigdy nie planuje końca. Planuje tylko kolejny mały krok.
Ewa spojrzała na syna.
Te słowa brzmiały jak jego ojciec.
Robert wstał.
— Wzruszająco. A teraz, skoro nie będzie transakcji, chyba nie mamy o czym rozmawiać.
Ewa powiedziała:
— Mamy.
Robert spojrzał na nią.
— Piętnaście lat temu pozwoliłam ci odejść.
— Ty?
Roześmiał się.
— Nadal opowiadasz sobie tę wersję?
— Dziś nie popełnię tego błędu.
— Grozisz mi?
— Informuję.
Marta przesunęła telefon w stronę Ewy.
— Dokumenty zostały już zabezpieczone. Kancelaria notarialna potwierdzi na piśmie, kto i kiedy przesyłał materiały. Administrator systemu zabezpiecza logi. Nagranie z bramy też zostanie zachowane.
Robert nie wyglądał na przestraszonego.
— I co z tego?
— Aplikacja z telefonu Karoliny zostanie zbadana przez specjalistę — ciągnęła Marta. — Jeżeli rzeczywiście przesyłała dane lokalizacyjne bez podstawy, to również zostanie zgłoszone.
Krawiec spojrzał na Karolinę.
— Pomyśl dobrze, zanim zrobisz coś, czego będziesz żałować.
I właśnie to zdanie przesądziło sprawę.
Karolina przestała płakać.
Wyprostowała się.
— Groziłeś mi tak już wcześniej.
Daniel spojrzał na nią.
— Kiedy?
Karolina nie odrywała oczu od Roberta.
— Kiedy powiedziałam, że chcę wycofać się ze sprzedaży.
— Kiedy to było?
— Trzy dni temu.
Robert zacisnął szczękę.
— Nie nazywaj zwykłej rozmowy biznesowej groźbą.
— Powiedziałeś, że jeśli się wycofam, Daniel dostanie komplet dokumentów dotyczących moich długów i poręczenia.
Daniel zbladł.
— Szantażował cię?
— Powiedział, że prawda ma swoją cenę.
Robert sięgnął po teczkę.
— To absurd.
Karolina wyjęła telefon.
— Mam nagranie.
Pierwszy raz od wejścia Roberta Krawca do sali jego twarz naprawdę się zmieniła.
Ewa to zauważyła.
Marta również.
— Jakie nagranie? — zapytał.
— Rozmowy z wtorku.
— Bez mojej wiedzy?
— Tak.
— Doskonale wiesz, że…
— Doskonale wiem, że się bałam.
Karolina przesunęła palcem po ekranie.
— Dlatego włączyłam nagrywanie.
Robert zrobił krok.
Piotr natychmiast stanął pomiędzy nim a stołem.
— Proszę zostać na miejscu.
— Nie będzie mi pan mówił…
— W moim hotelu będzie — przerwała mu Ewa.
Robert spojrzał na nią.
— Nadal lubisz władzę.
Ewa pokręciła głową.
— Nie. Przez lata myliłam władzę z odpowiedzialnością. Ty najwyraźniej wciąż mylisz ją z kontrolą.
Karolina nacisnęła odtwarzanie.
Z telefonu dobiegł szum.
Potem jej własny głos.
„Nie chcę już w to wchodzić”.
Robert odpowiedział:
„Za późno”.
„Powiem Danielowi”.
„Świetnie. Wyślij mu od razu pełnomocnictwo z jego podpisem. Może przy okazji załączymy zestawienie twoich zaległości”.
„To był twój pomysł”.
„Mój? Karolina, jesteś dorosłą kobietą. Nikt nie kazał ci niczego podpisywać”.
„Mówiłeś, że nie użyjesz tego dokumentu”.
Krótki śmiech.
„Mówiłem, że nie będę musiał, jeśli zrobisz, co ustaliliśmy”.
Karolina zatrzymała nagranie.
W sali było tak cicho, że słychać było klimatyzację.
Robert patrzył na nią.
— Nie wiesz, co właśnie zrobiłaś.
Karolina odłożyła telefon.
— Pierwszy raz od wielu miesięcy chyba właśnie wiem.
Robert wyszedł z sali cztery minuty później.
Nie próbował już żartować.
Nie próbował tłumaczyć.
Na korytarzu minął dwóch pracowników ochrony, których Piotr poprosił jedynie o obecność w pobliżu.
Nikt go nie zatrzymywał.
Ewa nie chciała żadnej sceny.
— Niech wyjdzie — powiedziała.
Daniel patrzył, jak zamykają się drzwi.
— I tyle?