— Skoro Robert Krawiec tak bardzo chciał się ze mną dzisiaj spotkać, nie zamierzam mu tego odbierać.

 

CZĘŚĆ 3

— Nigdzie z nim nie siadaj — powiedział Daniel.

Ewa podniosła na niego wzrok.

Jeszcze kilka minut wcześniej wyglądał jak człowiek, któremu ktoś nagle przesunął ściany pokoju. Teraz z twarzy zniknęło niedowierzanie. Został gniew.

Nie był skierowany wyłącznie w stronę Karoliny.

Daniel był również wściekły na matkę.

— Ty też mi coś wyjaśnisz — dodał. — Od kiedy jesteś właścicielką tego hotelu?

Ewa zatrzymała wzrok na synu.

— To nie jest rozmowa na środek lobby.

— Moja żona właśnie próbowała sprzedać hotel, o którym nawet nie wiedziałem, że należy do mojej matki. Chyba dawno przestaliśmy mieć normalną rozmowę.

Karolina parsknęła.

— Widzisz? Dokładnie o tym mówię od lat.

Daniel odwrócił się do niej.

— Nie teraz.

— Właśnie teraz. Twoja matka ukrywa przed tobą majątek wart miliony, ale oczywiście to ja jestem potworem, bo w końcu powiedziałam jej, co o tym myślę.

Ewa spojrzała na granatową teczkę.

— Nie zostawiłaś mnie przy bramie dlatego, że powiedziałaś, co myślisz.

Karolina zacisnęła usta.

— Zostawiłaś mnie, ponieważ odmówiłam podpisania papierów.

Zapadła cisza.

Daniel zrobił krok w stronę żony.

— Jakich papierów?

Karolina spojrzała na fontannę, jakby nagle znajdująca się w wodzie moneta była bardziej interesująca od niego.

— Nie tutaj.

— Przed chwilą sama chciałaś rozmawiać tutaj.

— Daniel, ludzie patrzą.

— A kiedy wysadzałaś moją matkę przy bramie technicznej, nie przeszkadzało ci, że są kamery?

Karolina drgnęła.

Piotr wszedł między nich.

— Sala konferencyjna na pierwszym piętrze jest wolna. Tam będzie spokojniej.

Ewa skinęła głową.

— Chodźmy.

Daniel chwycił walizkę matki.

Tym razem jej nie zapytał.

Ewa pozwoliła mu ją zabrać.

Mała sala konferencyjna nosiła nazwę „Brzoza”.

Przez wysokie okna było widać jezioro i drewniany pomost. Na stole stały butelki wody, szklanki, notesy oraz misa z jabłkami, ustawiona zapewne przed jakimś porannym szkoleniem.

Daniel położył teczkę przed sobą.

Karolina usiadła najdalej od Ewy.

Piotr został przy drzwiach.

— Chciałbym, żeby przy tej rozmowie była jeszcze jedna osoba — powiedziała Ewa. — Mecenas Marta Pawlik.

Karolina spojrzała na nią gwałtownie.

— Prawnik?

— Radca prawny spółki.

— Ściągnęłaś prawnika?

— Marta jest w hotelu od dwunastej.

Daniel uniósł głowę.

— Czyli wiedziałaś wcześniej?

— Wiedziałam, że ktoś próbuje przygotować transakcję dotyczącą moich udziałów. Nie wiedziałam, dokąd to prowadzi.

— I nic mi nie powiedziałaś.

— Nie.

— Dlaczego?

— Bo w dokumentach pojawił się adres mailowy Karoliny.

Karolina przestała oddychać na moment.

Daniel powoli przeniósł wzrok na żonę.

Ewa ciągnęła:

— Uznałam, że zanim oskarżę twoją żonę o próbę przejęcia mojego majątku, wolę dowiedzieć się, czy ktoś po prostu nie użył jej danych.

— I dlatego pojechałaś z nami tutaj?

— Między innymi.

Karolina prychnęła.

— Czyli od początku nas sprawdzałaś.

— Nie was. Sprawdzałam próbę sprzedaży własnego hotelu.

— Zawsze masz dobre wytłumaczenie.

Ewa nic nie odpowiedziała.

Wtedy ktoś zapukał.

Do środka weszła około pięćdziesięcioletnia kobieta w granatowym garniturze, z laptopem pod pachą.

— Dzień dobry.

Marta Pawlik znała Ewę od prawie dwudziestu lat.

Daniel pamiętał ją mgliście z pogrzebu ojca.

Marta usiadła obok Ewy.

Wyjęła kilka dokumentów.

— Zanim zaczniemy, chcę jedną rzecz jasno ustalić — powiedziała. — Niczego tu nie przesądzamy. Mamy dokumenty, korespondencję i próbę umówienia czynności u notariusza. Jeśli ktoś popełnił przestępstwo, ocenią to odpowiednie organy, nie my.

Karolina skrzyżowała ręce.

— Wspaniale. Zrobiliście już ze mnie oszustkę.

— Nikt nie musi niczego robić — odparła Marta. — Wystarczy przeczytać wiadomości.

Położyła przed Danielem wydruki.

Pierwszy mail został wysłany dziewięć dni wcześniej.

Nadawca przedstawiał się jako pełnomocnik Ewy Nowak.

Prosił kancelarię notarialną w Mikołajkach o przygotowanie umowy sprzedaży części udziałów w spółce Wierzbowa Przystań.

W załączniku znajdował się skan dowodu Ewy.

Daniel przesunął palcem niżej.

— Skąd mieli skan twojego dowodu?

Ewa spojrzała na Karolinę.

Karolina milczała.

Daniel powtórzył:

— Skąd?

— Nie wiem.

— Karolina.

— Powiedziałam, że nie wiem.

Ewa odezwała się spokojnie.

— W styczniu pomagałaś mi przez internet złożyć wniosek o nowy abonament telefoniczny.

Karolina zacisnęła dłonie.

— I co z tego?

— Poprosiłaś mnie wtedy o przesłanie zdjęcia dowodu.

— Setki ludzi mają skany dokumentów swoich rodziców.

— Ja nie jestem twoją matką.

— Wiesz, o co mi chodzi.

Daniel przetarł twarz dłońmi.

— Karolina, powiedz mi tylko jedno. Wysłałaś ten dokument?

Milczała tak długo, że odpowiedź stała się oczywista.

— Tak — powiedziała w końcu.

Daniel odsunął się od stołu.

— Po co?

— Nie miał być użyty bez jej zgody.

Marta spojrzała na nią uważnie.

— A jednak został.

— Robert powiedział, że potrzebuje danych do przygotowania wstępnych dokumentów. Tylko tyle.

Ewa drgnęła na dźwięk imienia.

— Robert — powtórzyła.

— Tak.

— Kiedy go poznałaś?

— Jesienią.

— Gdzie?

— Na spotkaniu biznesowym w Warszawie.

— Jakim spotkaniu?

Karolina odwróciła twarz.

Daniel patrzył na nią bez ruchu.