— Jakim spotkaniu, Karolina?

— Szukałam inwestora do firmy.

Daniel zamrugał.

— Po co?

To krótkie pytanie zabrzmiało jak pierwsze pęknięcie w murze.

Karolina spojrzała na męża.

I nagle zniknęła z jej twarzy cała demonstracyjna pewność.

— Bo miałam problemy.

— Jakie problemy?

— Firma miała słabszy rok.

— Wiedziałem.

— Nie wiedziałeś wszystkiego.

Daniel pochylił się nad stołem.

— Ile?

Karolina oblizała suche usta.

— Daniel…

— Ile?

— Siedemset osiemdziesiąt tysięcy.

Nawet Piotr odwrócił wzrok.

Daniel powoli usiadł.

— Powiedz to jeszcze raz.

— Około siedmiuset osiemdziesięciu tysięcy.

— Długu?

— Zobowiązań.

— Długu?

— Tak.

Daniel roześmiał się raz.

Bez cienia rozbawienia.

— Miesiąc temu powiedziałaś, że jesteśmy czterdzieści tysięcy na minusie.

Karolina spuściła wzrok.

— Próbowałam to naprawić.

— Siedemset osiemdziesiąt tysięcy?

— Nie wszystko jest wymagalne.

— Och, to świetnie.

Ewa obserwowała syna.

Widziała, że chciał wstać, krzyczeć, wyjść.

Nie zrobił żadnej z tych rzeczy.

— Od kiedy? — zapytał.

— Od prawie roku.

— Dlaczego mi nie powiedziałaś?

— Bo wiedziałam, jak zareagujesz.

— Czyli jak?

— Jak teraz.

Daniel spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Jak miałem zareagować? Pogratulować ci, że przez rok ukrywałaś prawie osiemset tysięcy długu?

Karolina nagle uderzyła dłonią w stół.

— Bo nie rozumiesz, co się działo!

Szklanki zadrżały.

— Wspólniczka odeszła z trzema największymi klientami. Zostały mi zaliczki do zwrotu, leasingi, lokal, podwykonawcy. Urząd skarbowy wszedł mi na konto. Jeden klient zagroził pozwem. Przez sześć miesięcy gasiłam pożary, a ty wracałeś do domu i opowiadałeś, jak świetnie idzie twój nowy kontrakt.

— Mogłaś mi powiedzieć.

— I co byś zrobił?

— Cokolwiek! Sprzedalibyśmy samochód. Mniejsze mieszkanie. Rozłożyli dług. Zamknęli firmę.

— Właśnie.

— Co „właśnie”?

— Zamknąłbyś ją.

Daniel rozłożył ręce.

— Jeżeli firma generuje trzy czwarte miliona długu, to może trzeba ją zamknąć!

Karolina odwróciła się do okna.

— Dla ciebie to tylko firma.

— A dla ciebie?

— Jedyna rzecz, którą zbudowałam sama.

Ewa obserwowała ją uważnie.

Po raz pierwszy od rana w głosie Karoliny nie było pogardy.

Był strach.

Marta przesunęła dokument w jej stronę.

— I wtedy pojawił się Robert Krawiec?

Karolina skinęła głową.

— Powiedział, że zna inwestorów. Że może skonsolidować zobowiązania. Że moja firma ma markę, klientów, kontakty, tylko wpadła w problem z płynnością.

— A co chciał w zamian?

— Na początku nic.

Ewa uśmiechnęła się gorzko.

— Robert nigdy nie chce niczego na początku.

Karolina spojrzała na nią.

— Nie zachowuj się, jakbyś znała go lepiej niż wszyscy.

— Znam.

— To może wreszcie powiesz skąd.

Ewa nie odpowiedziała od razu.

Spojrzała na zegar.

15.02.

— Powiem.

Daniel oparł łokcie na stole.

— Najpierw hotel.

Ewa pokiwała głową.

— Dobrze.

Wzięła głęboki oddech.

— Kiedy zmarł twój ojciec, hotel był zadłużony na prawie jedenaście milionów złotych.

Daniel zmarszczył brwi.

— Wiem. Dlatego go sprzedaliście.

— Nie sprzedaliśmy.

— Tata powiedział mi…

— Twój ojciec powiedział ci, że wychodzimy z interesu.

— Powiedział, że hotel przejmuje fundusz.

— Na pewien czas większość udziałów rzeczywiście przeszła do spółki finansującej restrukturyzację. My zachowaliśmy opcję odkupu.

— Nigdy mi o niej nie powiedział.

— Nie chciał.

— Dlaczego?

Ewa spuściła wzrok.

— Bo tydzień wcześniej powiedziałeś mu, że masz dość życia pod dyktando rodzinnego hotelu.

Daniel zamilkł.

Pamiętał tamtą kłótnię.

Miał wtedy dwadzieścia cztery lata.

Ojciec chciał, żeby wrócił z Warszawy na Mazury i zaczął przygotowywać się do przejęcia biznesu.

Daniel odmówił.

Powiedział, że nie chce spędzić życia na sprawdzaniu obłożenia pokoi, negocjowaniu dostaw pieczywa i rozwiązywaniu problemów weselnych gości.

Ojciec odebrał to osobiście.

Kłócili się przez pół nocy.

— Tata potem zachorował — powiedział Daniel.

— Pół roku później.

— A dwa lata później zmarł.

— Tak.

— I ty odkupiłaś hotel?

— Nie od razu. Spłacałam wierzycieli. Sprzedałam działkę pod Olsztynem. Zlikwidowałam dwa lokaty. Sprzedaliśmy stary pensjonat w Rucianem. Potem spółka zaczęła zarabiać.

Daniel patrzył na matkę jak na obcą osobę.

— Ile masz udziałów?

— Osiemdziesiąt dwa procent.

— Osiemdziesiąt dwa?

— Resztę ma dwóch dawnych wspólników i program udziałowy dla kadry.

Karolina roześmiała się cicho.

— I tak po prostu przez lata nikomu nie powiedziałaś, że jesteś właścicielką hotelu wartego ponad dwadzieścia milionów?

Ewa odwróciła się do niej.

— Daniel nigdy nie zapytał o moje finanse.

— Bo myślał, że jego matka żyje z emerytury i wynajmu mieszkania.

— I w czym mu to zaszkodziło?

— W tym, że kiedy potrzebowaliśmy pieniędzy, pozwalałaś nam się martwić!

Daniel spojrzał gwałtownie na żonę.

— Jakich pieniędzy potrzebowaliśmy?

Karolina zorientowała się, że powiedziała za dużo.

— Mówię ogólnie.

— Nie. Powiedziałaś „potrzebowaliśmy”.

— Nie łap mnie za słowa.

Daniel wstał.

— Czy ty od początku wiedziałaś o hotelu?

Nie odpowiedziała.

— Karolina.

— Od kilku miesięcy.

— I mi nie powiedziałaś?

— Chciałam mieć pewność.

— O czym?

— Że to prawda.

— Dlaczego?

Karolina patrzyła na Ewę.