— Bo kiedy dowiadujesz się, że twoja teściowa siedzi na majątku wartym kilkadziesiąt milionów, a jej jedyny syn spłaca kredyt i pracuje po dwanaście godzin dziennie, pojawiają się pytania.
Ewa zmrużyła oczy.
— Skąd dowiedziałaś się o hotelu?
Karolina nie odpowiedziała.
Ewa już znała odpowiedź.
— Robert.
Cisza.
Karolina skinęła głową.
— Powiedział, że Daniel powinien wiedzieć, co mu się należy.
— Nic mu się nie należy — powiedziała Ewa.
Daniel odwrócił głowę.
Słowa zabolały.
Ewa od razu to zobaczyła.
— Nie w tym sensie — dodała. — Kocham cię. Jesteś moim synem. Ale dopóki żyję, mój majątek nie jest niczyim spadkiem.
Daniel powoli skinął głową.
Karolina prychnęła.
— Łatwo mówić, kiedy samemu ma się wszystko.
Ewa przez moment patrzyła na nią bez gniewu.
— Karolina, gdy miałam trzydzieści dziewięć lat, komornik zajmował nam dwa konta.
Synowa zamilkła.
— Spałam przez pół roku z segregatorem faktur przy łóżku. Twój teść jeździł starym oplem, chociaż na parkingu hotelowym stawialiśmy samochody warte tyle, co nasze mieszkanie. Raz sprzedaliśmy obrączki, żeby zapłacić pracownikom przed świętami.
Daniel podniósł głowę.
Tego również nie wiedział.
— Ale nigdy — ciągnęła Ewa — nie podpisałam za kogoś dokumentu. Nigdy nie zabrałam cudzej własności, bo uznałam, że bardziej jej potrzebuję.
Karolina pobladła.
— Nie podpisałam umowy sprzedaży.
— Nie zdążyłaś.
— Nie zamierzałam!
Marta wtrąciła:
— Kto podpisał pełnomocnictwo?
— Nie wiem.
— Pani Karolino, dokument trafił z adresu, z którego pani wcześniej korespondowała z panem Krawcem.
— Robert powiedział, że kancelaria potrzebuje wzoru.
— Wzoru czego?
— Podpisu.
Daniel zamknął oczy.
— Boże.
Karolina od razu się poprawiła:
— Nie takiego wzoru. Chodziło o dokumentację.
— Wysłałaś komuś podpis mojej matki?
— Miałam skan starego pisma.
— Skąd?
— Z dokumentów dotyczących mieszkania.
— Jakich dokumentów?
— Ewa dała nam kiedyś kopię zaświadczenia.
Ewa potrząsnęła głową.
— To nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, co Robert zrobił później.
Piotr, dotąd milczący, odezwał się:
— Pani Ewo, powinna pani coś zobaczyć.
Wyjął telefon.
— Co?
— Rano dział rezerwacji dostał maila z prośbą o przygotowanie apartamentu numer 304 dla pana Roberta Krawca. Rezerwację zrobiła pani Karolina.
Daniel spojrzał na żonę.
— On miał tu nocować?
— Nie wiem.
— Rezerwowałaś mu pokój.
— Poprosił.
— Po co?
Karolina milczała.
Piotr przesunął ekran.
— Ale to nie wszystko. O jedenastej dwadzieścia osiem Krawiec dzwonił do recepcji. Pytał, czy pani Ewa jest w hotelu.
Ewa uniosła brwi.
— Co mu odpowiedzieli?
— Że nie udzielamy informacji o pobycie gości.
— Dobrze.
— Wtedy zapytał, czy dostępne jest wejście od południowej bramy.
Wszyscy spojrzeli na Karolinę.
Tym razem z jej twarzy odpłynęła reszta koloru.
Daniel odezwał się bardzo cicho:
— Dlaczego Robert Krawiec wiedział, gdzie zostawiłaś moją matkę?
— Nie wiedział.
Piotr odwrócił telefon.
Na ekranie widniał biling hotelowego numeru.
11.28.
— Zapytał o tę bramę godzinę po zdarzeniu.
Karolina wstała.
— Chcę wyjść.
Daniel również podniósł się.
— Nie zatrzymuję cię.
To zdanie ją zatrzymało.
— Co?
— Możesz wyjść.
Spojrzała na niego.
— Daniel…
— Ale jeśli wyjdziesz teraz, nie zabierasz żadnych dokumentów i nie kasujesz żadnej wiadomości. To wszystko, czego chcę.
Karolina stała kilka sekund.
Potem usiadła.
— Nie powiedziałam mu, że ją tam zostawiłam.
Ewa przyglądała się jej.
— To skąd wiedział?
Karolina pokręciła głową.
— Naprawdę nie wiem.
Marta spojrzała na jej telefon leżący na stole.
— Proszę sprawdzić, czy ma pani włączone udostępnianie lokalizacji.
— Nie mam.
— Jest pani pewna?
Karolina odblokowała ekran.
Przeszła przez ustawienia.
Zamarła.
— Co?
Karolina nic nie powiedziała.
Daniel nachylił się.
Na ekranie widniała aplikacja, którą Robert polecił jej kilka miesięcy wcześniej jako „bezpieczny panel inwestorski” do wymiany dokumentów.
Aplikacja miała uprawnienia do lokalizacji.
Stały dostęp.
Karolina pobladła.
— To niemożliwe.
Marta wzięła telefon, nie dotykając ekranu.
— Nie wyłączajmy niczego, dopóki nie zabezpieczymy danych.
Karolina patrzyła na urządzenie tak, jakby trzymała na stole żywe zwierzę.
— On mnie śledził?
Ewa nie odpowiedziała.
Daniel tak.
— Wygląda na to, że człowiek, któremu dałaś dokumenty mojej matki, wiedział dziś dokładnie, gdzie jesteś.
— Nie wiedziałam.
— Wierzę ci.
Karolina podniosła głowę z nadzieją.
Daniel dokończył:
— I to jest chyba jedyna dobra rzecz, jaką mogę w tej chwili powiedzieć.
O 15.12 telefon Karoliny zawibrował ponownie.
„Pięć minut. Dokumenty gotowe?”
Nikt się nie odezwał.
Karolina wpatrywała się w wiadomość.
— Co mam odpisać?
Ewa spojrzała na Martę.
Radczyni prawna pokręciła głową.
— Nic. Nie prowokujemy go. Nie udajemy, że wyrażacie zgodę na cokolwiek. Nie będziemy urządzać pułapki.
Ewa skinęła głową.
— Zgoda.
Daniel spojrzał na matkę.
— Nadal chcesz z nim rozmawiać?
— Tak.
— Po co?
— Bo piętnaście lat temu nie pozwolono mi tego zrobić.
To było pierwsze zdanie, które sprawiło, że nawet Karolina przestała patrzeć na telefon.
Daniel zmarszczył brwi.
— Co to znaczy?
Ewa splotła dłonie.
— Robert był dyrektorem finansowym tego hotelu.
Piotr westchnął.