— Widzę, że spotkanie rodzinne już trwa.
Daniel patrzył na niego bez słowa.
Krawiec uśmiechnął się.
— Musisz być Daniel.
— Pan mnie zna?
— O wiele dłużej, niż ty znasz mnie.
— To nie brzmi uspokajająco.
Robert wzruszył ramionami.
— Nie miało.
Karolina wstała.
— Robert, dlaczego twoja aplikacja śledziła moją lokalizację?
Pierwszy raz się zawahał.
Tylko na sekundę.
— Co?
— Miała stały dostęp do GPS.
— Żeby potwierdzać logowania.
— Nie wymagałeś lokalizacji podczas logowania.
— Karolina, możemy później porozmawiać o ustawieniach telefonu.
— Wiedziałeś, że zostawiłam Ewę przy południowej bramie.
Robert spojrzał na nią chłodno.
— Sama mi powiedziałaś.
— Nie powiedziałam.
— Byłaś zdenerwowana. Mogłaś nie pamiętać.
Karolina wyjęła telefon.
— Nie ma takiej wiadomości.
— Usuwasz wiadomości.
— Ty też.
Marta odezwała się:
— Panie Krawiec, zanim pójdziemy dalej, jestem radcą prawnym spółki Wierzbowa Przystań. Nie wyrażamy zgody na żadną czynność dotyczącą udziałów pani Ewy.
Robert uśmiechnął się szerzej.
— Nikt nie mówi o przymusie.
Ewa przesunęła w jego stronę kopię pełnomocnictwa.
— Czyj to podpis?
Spojrzał.
— Twój.
— Nie.
— W takim razie chyba mamy problem z dokumentem.
— Kto go przygotował?
— Nie mam pojęcia.
— Firma będąca nabywcą należy do ciebie.
— Jestem jednym z beneficjentów.
— Udziałowcem większościowym.
— Informacje publiczne. Gratuluję dostępu do internetu.
Daniel zacisnął szczękę.
— Panie Krawiec.
Robert spojrzał na niego.
— Tak?
— Co pan obiecał mojej żonie?
— Pomoc.
— Jaką?
— Finansowanie jej firmy.
— W zamian za hotel mojej matki?
— Nie dramatyzujmy.
— Zostawiliście ją dzisiaj przy bramie, a na piętnastą trzydzieści przygotowaliście sprzedaż udziałów. Jak powinienem to nazwać, żeby nie było dramatycznie?
Robert popatrzył na Karolinę.
— Widzę, że dużo powiedziałaś.
— Jeszcze nie wszystko — odparła.
W jego oczach pojawiło się coś, co Ewa rozpoznała natychmiast.
Nie złość.
Ostrzeżenie.
Karolina też je zobaczyła.
— Co? — zapytała.
— Nic.
— Powiedz.
— Właśnie dlatego nie powinno się prowadzić rozmów biznesowych w emocjach.
Karolina roześmiała się nerwowo.
— Przez dziewięć miesięcy mówiłeś mi, że emocje są moją zaletą. Że rozumiem ludzi.
— Bo rozumiesz.
— Nie ciebie.
Robert westchnął.
— Karolina, twoja firma jutro może mieć zajęte kolejne konto. Jeden z wierzycieli wypowiedział ugodę. Potrzebujesz pieniędzy. Ja mogę ci je zapewnić. Cała reszta to rodzinne przedstawienie.
Daniel spojrzał na żonę.
— Jaki wierzyciel?
Karolina pobladła.
— Nie wiem.
Robert uśmiechnął się.
— Nie powiedziałaś mu?
— Zamknij się.
— Myślałem, że już wszystko wie.
— Powiedziałam: zamknij się.
Daniel podszedł bliżej.
— Czego nie wiem?
Robert rozsiadł się na krześle.
— To nie moja sprawa.
Ewa powiedziała:
— Właśnie zrobiłeś z tego swoją sprawę.
Krawiec uniósł brwi.
Daniel patrzył na Karolinę.
— Co jeszcze?
— Nic.
Robert zacmokał.
— Karolina.
— Przestań.
— On powinien wiedzieć.
— Powiedziałam, żebyś przestał!
I wtedy Daniel zrozumiał.
— Chodzi o nasze mieszkanie?
Karolina zamknęła oczy.
— Nie.
— Samochód?
— Nie.
— Moją firmę?
Nie odpowiedziała.
— Co zrobiłaś?
— Nie chciałam…
— Co zrobiłaś?
— Podpisałam poręczenie.
Daniel znieruchomiał.
— Za kogo?
— Za swoją firmę.
— Czym?
Karolina zaczęła płakać.
Po raz pierwszy tego dnia naprawdę.
Bez teatralnego łkania, bez zasłaniania twarzy.
Po prostu łzy popłynęły jej po policzkach.
— Robert powiedział, że to formalność.
Daniel spojrzał na Krawca.
— Czym poręczyła?
Robert rozłożył ręce.
— Nie jestem jej doradcą prawnym.
Marta odezwała się ostro:
— Panie Krawiec.
— Udziałami w spółce męża — powiedziała Karolina.
Daniel usiadł.
— Nie masz moich udziałów.
— Wiem.
— Więc jak?
— Podpisałam oświadczenie, że działam na podstawie pełnomocnictwa.
— Jakiego pełnomocnictwa?
Milczenie.
Daniel zakrył usta dłonią.
— Nie.
Karolina zapłakała mocniej.
— Daniel…
— Podrobiłaś mój podpis?
— Tylko na pełnomocnictwie.
— „Tylko”?
— Robert powiedział, że nikt nie będzie go używał, jeśli spłacę pierwszą transzę.
Daniel spojrzał na Krawca.
Robert nie uśmiechał się już.
— To wygląda gorzej, kiedy ona opowiada to bez kontekstu.
— Jest jakiś kontekst, w którym fałszywe pełnomocnictwo wygląda dobrze?
— Daniel, twoja żona prowadzi firmę. Popełniła błędy. Próbowała ją ratować.
— Moim podpisem.
— Małżeństwa często współdzielą ryzyko.
— Ale zwykle o tym wiedzą.
Robert wzruszył ramionami.
Ten drobny gest zrobił coś, czego przez kilka godzin nie zdołały zrobić dokumenty, nagranie ani słowa matki.
Karolina w końcu zobaczyła go takim, jakim widziała go Ewa.
Nie jako inwestora.
Nie wybawcę.
Nie człowieka, który jako jedyny „rozumiał presję”.
Tylko kogoś, dla kogo jej małżeństwo, długi i strach były cyframi w kolumnie.
— Chciałeś hotelu od początku — powiedziała.
Robert spojrzał na nią.
— Chciałem dobrej inwestycji.
— To dlatego podszedłeś do mnie na konferencji.
— Nie przesadzaj z własnym znaczeniem.
Karolina pobladła.
— Wiedziałeś, kim jestem.
— Wiedziałem.
Jedno słowo.
Ewa wyprostowała się.
Daniel również.
Karolina patrzyła na Krawca.
— Powiedziałeś, że skojarzyłeś nazwisko dopiero później.
Robert milczał.
— Wiedziałeś od pierwszego dnia?