CZĘŚĆ 1
— Co tu się właściwie dzieje?
Obcasy Karoliny Nowak uderzyły dwa razy o jasną posadzkę hotelowego lobby, zanim stanęła jak wryta.
Przy fontannie pośrodku holu stała Ewa Nowak. Jedną dłonią trzymała rączkę średniej walizki na kółkach. Siwiejące włosy miała rozczochrane od wiatru, na policzkach wciąż widniały czerwone plamy po długim marszu w słońcu.
Wyglądała na zmęczoną.
Nie wyglądała jednak na pokonaną.
Obok niej stał Piotr Majewski, dyrektor hotelu Wierzbowa Przystań nad jeziorem Tałty. Zszedł z gabinetu natychmiast, kiedy recepcjonistka powiedziała mu, kto właśnie wszedł głównym wejściem z walizką.
Karolina patrzyła na nich bez słowa.
Ostatnią osobą, której spodziewała się zobaczyć w reprezentacyjnym holu, była teściowa pozostawiona niespełna dwie godziny wcześniej przy bocznej bramie technicznej.
Piotr odwrócił się do niej.
— Pani Karolino, rozumiem, że pani zna panią Ewę.
Karolina zaśmiała się krótko.
— Oczywiście, że ją znam. To moja teściowa.
W jej głosie wciąż brzmiała pewność siebie.
Wtedy Piotr powiedział:
— W takim razie zakładam, że wie pani również, że ten hotel należy do niej.
Uśmiech Karoliny zniknął.
Za recepcją młoda pracownica spuściła wzrok.
Ewa milczała.
I właśnie to milczenie zdenerwowało Karolinę bardziej niż oskarżenie.
Szklane drzwi wejściowe rozsunęły się ponownie.
Do środka wszedł Daniel Nowak, syn Ewy i mąż Karoliny. Marynarkę przewiesił przez ramię, w drugiej dłoni trzymał telefon. Rano pojechał do Giżycka na spotkanie z kontrahentem i wrócił przekonany, że zastanie żonę oraz matkę przy późnym obiedzie.
Zamiast tego zobaczył matkę z walizką.
Żonę stojącą kilka metrów dalej.
I dyrektora hotelu przy boku Ewy.
Zwolnił.
— Mamo? Dlaczego masz walizkę?
Karolina ruszyła pierwsza.
Dotknęła jego rękawa.
— Mama chciała się przejść. Poprosiła, żebym wysadziła ją bliżej ogrodów.
Ewa spojrzała synowi prosto w oczy.
— Nie prosiłam.
Palce Karoliny znieruchomiały.
Daniel zmarszczył brwi.
— To znaczy?
Piotr odpowiedział spokojnie:
— Pana mama przyszła pieszo od południowej bramy technicznej.
— Od bramy technicznej?
Karolina natychmiast cofnęła rękę.
— Teraz wszyscy robią z tego jakąś tragedię. Pokłóciłyśmy się. Pomyślałam, że trochę ruchu dobrze jej zrobi.
Ewa nie odrywała wzroku od syna.
Wciąż słyszała wcześniejszy głos Karoliny.
„Wysiadaj”.
Wciąż widziała swoją walizkę postawioną na poboczu obok metalowej bramy.
I pamiętała ostatnie zdanie, które synowa rzuciła przed odjazdem.
„Może wreszcie zrozumiesz, że nie możesz bez końca wtrącać się w nasze życie”.
Od strony recepcji podszedł kierownik ochrony z tabletem.
Karolina zauważyła go natychmiast.
Jej ramiona zesztywniały.
— Mamy nagranie — powiedział.
Daniel spojrzał na niego.
— Jakie nagranie?
Na ekranie pojawiła się boczna brama.
Godzina 10.17.
Biały SUV zatrzymał się przy krawężniku.
Drzwi od strony pasażera otworzyły się.
Ewa wysiadła.
Po chwili na asfalt wypadła jej walizka.
Z głośnika tabletu dobiegł głos Karoliny.
— Wysiadaj.
Daniel zamarł.
Potem usłyszeli kolejne zdanie.
— Może wreszcie zrozumiesz, że nie możesz bez końca wtrącać się w nasze życie.
Samochód odjechał.
Ewa została sama.
Daniel długo patrzył na ekran.
— Zostawiłaś moją matkę pod bramą?
Karolina pobladła.
— Byłam zdenerwowana.
— Z walizką?
— Daniel…
Nie odpowiedział.
Podszedł do matki i sięgnął po jej bagaż.
Ewa jednak nie puściła rączki.
— Jeszcze nie jedziemy.
Otworzyła walizkę.
Spomiędzy ubrań wyjęła granatową teczkę.
Położyła ją na stoliku przy fontannie.
Na pierwszej stronie widniało nazwisko Ewy, nazwa spółki będącej właścicielem Wierzbowej Przystani oraz kwota 6 800 000 złotych.
Niżej znajdowało się miejsce na podpis.
Podrobiony podpis już tam był.
Daniel spojrzał na dokument, potem na żonę.
Ewa przewróciła kartkę.
— Karolina — powiedziała cicho. — Chcesz mu sama wyjaśnić, dlaczego dzisiaj o piętnastej trzydzieści miałam sprzedać mój hotel?
CZĘŚĆ 2
Karolina nie odpowiedziała.
Daniel wyrwał teczkę ze stolika.
— Co to jest?
— Projekt umowy sprzedaży udziałów — powiedziała Ewa. — Dostałam kopię dziś rano od kancelarii notarialnej. Ktoś przesłał im moje dokumenty i poprosił o przygotowanie transakcji.
— To tylko projekt — rzuciła Karolina.
Ewa uniosła wzrok.
— Z moim podrobionym podpisem pod wcześniejszym pełnomocnictwem.
Daniel spojrzał na żonę tak, jakby jej nie poznawał.
Karolina zacisnęła szczękę.
— Nie wiesz wszystkiego.
— To zacznij mówić.
Piotr przesunął palcem po jednej z kartek.
— Nabywcą ma być Mazurska Inwestycja spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.
Ewa odwróciła kolejną stronę.
Na wydruku z rejestru widniało nazwisko człowieka kontrolującego spółkę.
Robert Krawiec.
Ewa nagle znieruchomiała.
Daniel to zauważył.
— Znasz go?
Przez kilka sekund matka nie odpowiadała.
— Mamo?
— Tak.
Pierwszy raz od wejścia do hotelu jej głos zabrzmiał inaczej.
Nie ze złością.
Ze strachem.
— Znałam Roberta Krawca piętnaście lat temu.
Karolina szybko odwróciła głowę.
Daniel zobaczył to.
— Ty też go znasz?
— To inwestor.
— Jaki inwestor?
Telefon Karoliny zawibrował.
Spojrzała na ekran.
Wiadomość miała tylko jedno zdanie.
„Masz ją. Nie wypuść jej przed spotkaniem. Będę o 15.15.”
Daniel zdążył je przeczytać.
Spojrzał na zegarek.
14.48.
Ewa zamknęła teczkę.
— Piotrze, przygotuj małą salę konferencyjną.
— Po co?
Ewa spojrzała w stronę wejścia.