— Dlaczego?
— Jego prawnik twierdzi, że chce współpracować.
— A ty co myślisz?
— Że materiał przeciwko niemu jest mocny i wreszcie to zrozumiał.
— Czyli ratuje siebie.
— Być może.
— Co ma na Romana?
— Sporo.
Spotkałam Pawła następnego dnia.
Pokazał mi kopie kilku wiadomości, do których Mateusz zgodził się udostępnić dostęp.
Roman pisał wprost.
„Twoja matka jest przeszkodą techniczną.”
„Lekarz nie musi niczego przesądzać, potrzebujemy tylko śladu dokumentacji.”
„Po zmianie zarządu nikt nie będzie pytał, jak doszło do przekazania udziałów.”
Ale jedna wiadomość była inna.
Wysłana przez Mateusza.
„Nie chcę robić jej krzywdy. Ma dostać pieniądze i mieszkanie.”
Roman odpowiedział:
„Nie dramatyzuj. Dostanie więcej, niż większość emerytów widzi przez całe życie.”
Patrzyłam na ekran.
To nie uniewinniało Mateusza.
Ale mówiło mi coś ważnego.
On naprawdę zbudował sobie historię, w której mnie nie okrada.
W jego głowie osiemset tysięcy i mieszkanie miały być uczciwą zapłatą.
Za majątek wart wielokrotnie więcej.
Za pamięć jego ojca.
Za moje udziały.
Za prawo do decydowania o własnym życiu.
To było być może jeszcze bardziej przerażające niż zwykła chciwość.
— Chcę się z nim zobaczyć — powiedziałam.
Paweł spojrzał na mnie.
— Na pewno?
— Tak.
— Mogę być przy rozmowie.
— Nie.
— Elżbieta…
— Chcę raz porozmawiać z synem, nie z podejrzanym.
Spotkaliśmy się w kancelarii jego adwokata.
Neutralny teren.
Mateusz wyglądał źle.
Nie elegancko źle.
Naprawdę źle.
Schudł kilkanaście kilogramów.
Usiadł naprzeciwko mnie.
Przez chwilę żadne z nas się nie odezwało.
— Jak się czujesz? — zapytałam.
Był zaskoczony.
— Dobrze.
— Nie wyglądasz.
— Ty też nie.
— Dziękuję.
Prawie się uśmiechnął.
To było dziwnie znajome.
— Słyszałam, że współpracujesz.
— Tak.
— Dlaczego?
Spojrzał na stół.
— Bo Roman mnie oszukał.
— To nie wystarczy.
Podniósł wzrok.
— Wiem.
Czekałam.
— I bo ja oszukałem ciebie.
Pierwszy raz powiedział to bez „ale”.
— Dalej.
Przełknął ślinę.
— Wiedziałem, że dokumenty są przygotowywane. Wiedziałem o pełnomocnictwie. Nie wiedziałem, że podrobią podpis na umowie, ale wiedziałem, że chcą mieć wszystko gotowe.
— Po co wrzuciłeś dokument do skrzynki?
— Roman powiedział, żebym położył go z innymi papierami. Miałem przyjechać po ślubie i powiedzieć, że trzeba tylko potwierdzić formalności.
— Czyli liczyłeś, że podpiszę, nie czytając.
— Tak.
To bolało.
Ale mniej niż kłamstwa.
— Lekarz?
Zacisnął szczękę.
— Ja pisałem.
— Dlaczego?
— Roman powiedział, że potrzebujemy zabezpieczenia, gdybyś zakwestionowała umowę.
— Zabezpieczenia?
— Wiem, jak to brzmi.
— Brzmi dokładnie tak, jak wygląda.
— Wiem.
— Czy uważałeś, że jestem chora?
— Nie.
— Że mam demencję?
— Nie.
— Że nie potrafię decydować?
— Nie.
— A mimo to szukałeś lekarza, który to zasugeruje.
Mateusz zamknął oczy.
— Tak.
Długo nic nie mówiłam.
— Dlaczego?
— Bałem się.
— Czego?
— Że znowu będę nikim.
To była ta sama odpowiedź, tylko inaczej ubrana.
— Znowu?
— Po upadku firmy wszyscy zniknęli. Inwestorzy, znajomi, ludzie, którzy klepali mnie po plecach. Roman jako pierwszy potraktował mnie tak, jakbym nadal coś znaczył.
— Bo chciał pałacu.
— Teraz wiem.
— Nie. Wiedziałeś wtedy. Po prostu nie chciałeś tego nazwać.
Spuścił głowę.
— Pewnie masz rację.
— Nie chcę mieć racji.
— Mamo…
— Nie.
Podniosłam rękę.
— Teraz odpowiesz mi na jedno pytanie.
Czekał.
— Gdybym nie znalazła tej umowy. Gdyby nagranie nie istniało. Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem… co byś zrobił, kiedy zorientowałabym się, że nie mam już kontroli nad Borkowem?
Mateusz otworzył usta.
Nic nie powiedział.
— Chcę prawdy.
— Powiedziałbym, że to dla dobra rodziny.
— A gdybym poszła do sądu?
Jego twarz odpowiedziała przed nim.
Poczułam ból w żołądku.
— Użyłbyś dokumentów od lekarza.
— Roman…
— Ty.
— Tak.
— Przeciwko mnie.
— Tak.
Skinęłam głową.
Wstałam.
— Dziękuję.
— Za co?
— Za pierwszą szczerą rozmowę od bardzo dawna.
— To wszystko?
— Na dziś.
Mateusz również wstał.
— Czy kiedyś mi wybaczysz?
Spojrzałam na niego.
— Nie wiem.
Pobladł.
— Ale jestem twoim synem.
— Właśnie dlatego odpowiedź nie jest prosta.
— Myślałem, że matka zawsze…
Urwał.
— Co?
— Nic.
— Powiedz.
— Że matka zawsze wybacza.
Podeszłam do drzwi.
— To jedna z rzeczy, których nauczyłeś się źle.
Spojrzałam na niego jeszcze raz.
— Matka może kochać zawsze. Wybaczenie trzeba czasem budować od początku.
Wyszłam.
***
Przed Bożym Narodzeniem dostałam kopertę.
Tym razem ze znaczkiem.
Pismo Mateusza.
Nie otworzyłam jej przez trzy dni.
Leżała na komodzie.
W Wigilię rano usiadłam przy stole i przecięłam kopertę.
W środku było sześć stron.
Nie pisał o Romanie.
Nie pisał o prawnikach.
Nie prosił o wycofanie zeznań.
Nie tłumaczył się.
Po raz pierwszy opisywał konkretne rzeczy.
„Przepraszam, że wstydziłem się twojej pracy.”
„Przepraszam, że użyłem informacji o twoim leczeniu po śmierci taty.”
„Przepraszam za osiemdziesiąt tysięcy, które wziąłem od ciebie, wiedząc, do czego zostaną wykorzystane.”