Podniosłam pudełeczko ze spinkami.
Maja siedziała sama przy jednym ze stołów.
Welon zsunął jej się na ramię.
Krystyna stała przy oknie.
Roman gdzieś zniknął.
Podeszłam do Mai.
— Powinna pani jechać do domu.
Spojrzała na mnie.
— Nie mam pojęcia, gdzie jest mój dom.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Po chwili powiedziała:
— Naprawdę nie wiedziałam o ubezwłasnowolnieniu.
— Wierzę.
— Skąd?
— Bo na nagraniu Mateusz mówił, że ciebie też trzeba przekonać, że wszystko jest legalne.
Zmarszczyła brwi.
— Było tego więcej?
Usiadłam naprzeciwko.
— Dużo więcej.
I wtedy zobaczyłam strach.
— Co dokładnie powiedzieli?
Nie odpowiedziałam od razu.
Nagranie, które puszczono na sali, trwało niecałą minutę.
Cały plik miał ponad czterdzieści.
Znalazł go trzy tygodnie wcześniej Tomasz Jarosz, dyrektor operacyjny pałacu.
Sala konferencyjna miała system do wideokonferencji. Mateusz korzystał z niej podczas spotkania z Romanem i jednym z prawników Majewski Kapitał.
Ktoś włączył nagrywanie.
Ktoś go nie wyłączył.
Plik automatycznie trafił na firmowy serwer.
Tomasz nie miał zwyczaju podsłuchiwać cudzych spotkań.
Tyle że nazwa pliku brzmiała:
„Borkowo_przejęcie_final”.
Przesłał ją Pawłowi.
Paweł zadzwonił do mnie tego samego wieczoru.
Pamiętam, że siedziałam wtedy w kuchni i obierałam jabłka.
— Elżbieta, musisz czegoś posłuchać.
— Jutro.
— Nie. Dzisiaj.
Pojechałam do kancelarii.
I przez czterdzieści trzy minuty słuchałam własnego syna.
Mówił o mnie jak o przeszkodzie.
Nie jak o matce.
„Jeżeli zacznie się stawiać, wykorzystamy opinię lekarza.”
„Miewa problemy z pamięcią.”
„Po śmierci ojca miała epizod depresyjny.”
„Da się pokazać, że nie radzi sobie z decyzjami finansowymi.”
Najbardziej bolało to ostatnie.
Bo rzeczywiście po śmierci Andrzeja przez kilka miesięcy brałam leki.
Mateusz miał wtedy dwanaście lat.
Widział, jak rano zmuszam się, żeby wstać z łóżka.
Wiedział, że chodziłam do psychiatry.
Dwadzieścia dwa lata później zamierzał wykorzystać najgorszy okres mojego życia jako narzędzie do odebrania mi kontroli nad majątkiem.
Nie wiedział tylko jednego.
Od chwili, gdy usłyszałam nagranie, przestałam być matką próbującą zrozumieć syna.
Zostałam większościową wspólniczką spółki, której ktoś próbował ukraść kilkadziesiąt milionów złotych.
I zaczęłam działać.
— Dlaczego policja nie zatrzymała go wcześniej? — zapytała Maja.
— Bo chcieli dowodów.
— Więc dzisiaj…
— Dzisiaj rano dostałam sfałszowaną umowę.
Maja zacisnęła palce.
— Ojciec wiedział?
— Jeszcze nie wiem, kto dokładnie ją przygotował.
Spojrzała w stronę, gdzie chwilę wcześniej stał Roman.
— Ja chyba wiem.
Podniosłam wzrok.
— Co?
Maja wyjęła telefon.
Przez moment przewijała wiadomości.
Potem podała mi ekran.
Trzy dni wcześniej Roman napisał do niej:
„Po sobocie Borkowo będzie formalnością. Wszystkie dokumenty są gotowe. Nie denerwuj Mateusza pytaniami.”
Przeczytałam dwa razy.
— Możesz wysłać to Pawłowi?
— Wszystko mu wyślę.
— Maja…
— Wszystko.
Wstała.
— Bo jest coś jeszcze.
Krystyna odwróciła się od okna.
— Maja.
Córka spojrzała na nią.
— Nie teraz, mamo.
— Właśnie teraz.
Krystyna podeszła do nas.
Jej twarz wyglądała inaczej niż godzinę wcześniej.
Nie było w niej wyniosłości.
Tylko zmęczenie.
— To ja przysłałam anonimowo pierwsze dokumenty do kancelarii pani Elżbiety.
Patrzyłam na nią, nie rozumiejąc.
— Jakie dokumenty?
Paweł wspominał o kopercie, która przyszła do niego miesiąc wcześniej.
Były w niej wydruki dotyczące zadłużenia Majewski Kapitał.
Bilans, lista zabezpieczeń i kilka umów pożyczek.
Bez nadawcy.
To dzięki nim zaczęliśmy rozumieć, dlaczego Roman tak bardzo interesował się Borkowem.
— To była pani?
Krystyna skinęła głową.
Maja pobladła.
— Mamo, ty wiedziałaś?
— Nie wszystko.
— Od kiedy?
Krystyna spojrzała na córkę.
— Od czerwca.
— Mamy wrzesień.
— Wiem.
— I pozwoliłaś mi przygotowywać ślub?
— Chciałam zdobyć dowody.
— Kosztem czego?
Krystyna zamknęła oczy.
— Kosztem wszystkiego, jak widać.
Maja odsunęła się.
— Nie dotykaj mnie.
Po tych słowach po raz pierwszy naprawdę zrobiło mi się żal Krystyny.
Nie dlatego, że była niewinna.
Nie była.
Ale znałam ten rodzaj błędu.
Człowiek mówi sobie, że jeszcze jeden dzień milczenia pozwoli coś naprawić.
Potem drugi.
Potem tydzień.
Aż milczenie staje się częścią krzywdy.
— Dlaczego pani to zrobiła? — zapytałam.
Krystyna usiadła.
— Bo Roman tonie.
— Finansowo?
— Od ponad roku.
Maja pokręciła głową.
— Niemożliwe. Firma miała rekordowe wyniki.
Matka spojrzała na nią smutno.
— Na prezentacjach.
— Co to znaczy?
— To znaczy, że część inwestycji, które twój ojciec przedstawiał jako aktywa, jest praktycznie bezwartościowa. Dwie inwestycje deweloperskie stoją. Jedna spółka produkcyjna upadła. A Roman przez miesiące rolował długi.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bo nie chciał, żeby ktokolwiek wiedział.
— Ty zawsze robisz to, czego chce.
Krystyna uśmiechnęła się gorzko.
— Nie tym razem.
Spojrzała na mnie.
— Roman potrzebował nowego zabezpieczenia. Dużego, wiarygodnego i łatwego do pokazania wierzycielom.
— Borkowa.
— Tak.
Wszystko zaczęło się układać.
Mateusz nie chciał tylko zostać właścicielem pałacu.
Roman nie potrzebował go dla córki.
Potrzebował go dla siebie.
Jeżeli Mateusz przejąłby kontrolny pakiet w spółce, mógłby zastawić udziały, nieruchomość albo strumień przychodów.
Tak wyglądał prawdziwy plan.
Małżeństwo miało połączyć rodziny.
Borkowo miało uratować Majewski Kapitał.
A ja miałam zostać odsunięta.