Krystyna rzuciła jej chłodne spojrzenie.
— Projekt napotkał problemy.
— Ile już wpłaciłaś? — zapytał Paweł.
Milczała.
— Mamo.
— Trochę.
— Ile?
— Około stu dwudziestu tysięcy.
Paweł opadł na fotel.
— Skąd miałaś sto dwadzieścia tysięcy?
Krystyna nic nie powiedziała.
Martyna zrozumiała wcześniej niż on.
— Od ciebie.
Paweł spojrzał na żonę.
— Co?
— Ile razy w ostatnich latach dawałeś matce pieniądze?
— Czasami.
— Ile?
— Nie wiem.
Krystyna natychmiast interweniowała.
— Nie musisz jej się spowiadać.
— Mamo, przestań.
To „przestań” było pierwszym słowem, jakie Paweł wypowiedział przeciwko niej od początku całego konfliktu.
Krystyna zamilkła.
Paweł otworzył bankowość w telefonie.
Przewijał historię.
Pięć tysięcy.
Dziesięć.
Osiem.
Dwanaście.
Przelewy ciągnęły się miesiącami.
Martyna patrzyła na jego twarz.
— Ile?
— Nie wiem. Muszę policzyć.
Krystyna wzruszyła ramionami.
— Pomagałeś matce.
— Na życie.
— Żyłam.
— Mówiłaś, że masz problemy z rachunkami.
— Miałam różne wydatki.
— Mówiłaś, że naprawiasz dach w mieszkaniu.
— Naprawiałam.
— Ten dach kosztował czterdzieści tysięcy?
Krystyna zaczerwieniła się.
Paweł przestał przewijać.
— Czy ty brałaś ode mnie pieniądze na ten butik od dwóch lat?
— Nie dramatyzuj.
— Odpowiedz!
— Inwestycja miała przynieść zysk.
— Przyniosła?
Krystyna odwróciła głowę.
I wtedy wszyscy zrozumieli odpowiedź.
Paweł usiadł ciężko.
Martyna nie poczuła satysfakcji.
Widziała mężczyznę, który przez lata wierzył, że jego matka jest bezradną wdową potrzebującą wsparcia, a właśnie zaczynał odkrywać, że część jego hojności finansowała jej ambicje.
Ale współczucie nie usuwało odpowiedzialności.
Paweł również przez lata pozwalał sobie nie wiedzieć.
Telefon Krystyny zawibrował.
Spojrzała na ekran i szybko go odwróciła.
Martyna zauważyła nazwisko.
„Dorota S.”
— To wspólniczka? — zapytała.
Krystyna poderwała głowę.
— Nie twoja sprawa.
— Jeśli próbowałaś zastawić mój dom, jest moją sprawą.
— Niczego nie zastawiłam.
— Bo nie mogłaś.
Krystyna chwyciła telefon.
— Idę do pokoju.
Paweł zastąpił jej drogę.
— Najpierw pokaż mi umowę.
— Jaką?
— Dotyczącą inwestycji.
— Nie mam jej tutaj.
— Gdzie jest?
— W mieszkaniu.
— To pojedziemy po nią.
— Nie będziesz mnie kontrolował.
Paweł patrzył na nią bez słowa.
Martyna widziała, jak coś w nim pęka.
Nie gwałtownie.
Powoli.
Jak lód pod ciężarem człowieka, który dopiero zaczyna rozumieć, że grunt nigdy nie był tak stabilny, jak sądził.
Krystyna ominęła go i ruszyła na piętro.
Martyna odezwała się, zanim zniknęła.
— Moja paczka.
Teściowa zatrzymała się.
— Jaka znowu paczka?
— Ta, którą odebrałaś o trzynastej osiem.
Paweł spojrzał na matkę.
— O czym mówi?
— Kurier coś zostawił.
— Gdzie?
— W moim pokoju.
— Dlaczego?
— Przez pomyłkę.
— Oddaj ją — powiedziała Martyna.
Krystyna stała nieruchomo.
— Później.
— Teraz.
— Nie wydawaj mi rozkazów.
— To moja korespondencja.
Paweł zamknął oczy.
— Mamo, przynieś jej paczkę.
Krystyna ruszyła na górę.
Wróciła po dwóch minutach z brązową kopertą.
Taśma była przecięta.
Martyna wzięła ją do ręki.
— Otworzyłaś ją.
— Myślałam, że jest do mnie.
— Na etykiecie jest moje imię i nazwisko.
— Nie zauważyłam.
Kłamstwo było tak słabe, że nawet Paweł skrzywił się z zażenowaniem.
Martyna zajrzała do środka.
Dokumenty od Ewy były tam.
Ale koperta zawierała też niewielki pendrive, na którym znajdowały się pliki do projektu.
Nie było go.
— Gdzie jest pamięć USB?
Krystyna zacisnęła usta.
— Jaka pamięć?
Martyna poczuła zimny dreszcz.
— Ewa wysłała pendrive.
— Niczego takiego nie widziałam.
Martyna natychmiast zadzwoniła do przyjaciółki.
— Ewa, w paczce był pendrive?
— Tak. Czarny, mały. Włożyłam go pomiędzy dokumenty.
— Jesteś pewna?
— Oczywiście.
Martyna rozłączyła się.
— Oddaj go.
— Nie mam żadnego pendrive’a.
Paweł podniósł ręce.
— Może wypadł?
— Z otwartej przez twoją matkę paczki?
Krystyna prychnęła.
— Oskarżasz mnie o kradzież?
— Pytam, gdzie jest rzecz, która znajdowała się w mojej przesyłce.
— Nie wiem.
Martyna spojrzała na nią długo.
— Dobrze.
Odwróciła się.
— Dokąd idziesz? — zapytał Paweł.
— Zadzwonić do Ewy, żeby natychmiast zmieniła wszystkie dostępy do plików.
— Przesadzasz.
Martyna zatrzymała się.
— Nie. Wczoraj dowiedziałam się, że mój mąż uważa, że mam sama płacić za wszystko. Dzisiaj dowiedziałam się, że jego matka próbowała uzyskać finansowanie pod mój dom, przeglądała moje dokumenty i otworzyła moją przesyłkę. Nie zamierzam czekać na czwartą niespodziankę.
W gabinecie zadzwoniła do Ewy.
Na szczęście pendrive nie zawierał danych klientów, tylko prezentację i materiały graficzne.
Mimo to Martyna zmieniła hasła.
Potem zadzwoniła do firmy ochroniarskiej obsługującej dom i poprosiła o sprawdzenie zapisów wejść z ostatnich tygodni.
System był powiązany z kamerą przy bramie.
Godzinę później dostała dostęp do archiwum.
Przeglądała nagrania.
Kurierzy.
Sąsiedzi.
Paweł.
Krystyna.
Pracownicy ogrodowi.
Nic niezwykłego.
Aż trafiła na poprzedni wtorek.
O 11:17, kiedy Martyna była w pracy, przed dom podjechał czarny mercedes.
Krystyna wyszła do bramy.
Z samochodu wysiadła kobieta około pięćdziesiątki.
Rozmawiały kilka minut.
Potem weszły do środka.
Kobieta została w domu czterdzieści trzy minuty.
Martyna zrobiła zrzut ekranu.
Pokazała go Pawłowi.