Biżuteria.
Krystyna od dawna mówiła wszystkim, że po śmierci męża „ma zabezpieczenie”. Martyna nigdy nie pytała, jak duże.
Może żadnego zabezpieczenia nie było.
— Andrzej, czy możemy sprawdzić, czy są jakieś długi?
— Twoje? Tak. Jej prywatnych zobowiązań bez podstawy prawnej nie poznamy. Ale jeżeli dotyczą Pawła lub wspólnych zobowiązań małżeńskich, sytuacja wygląda inaczej.
— Paweł nigdy nie mówił o kredytach.
— To nie znaczy, że ich nie ma.
To zdanie Martyna zabrała ze sobą do domu.
Krystyny nie było.
Na stole znalazła kartkę.
„Pojechałam coś załatwić. Nie ruszaj moich rzeczy.”
Martyna niemal odruchowo przewróciła kartkę.
Nic więcej.
O siedemnastej zadzwoniła przyjaciółka Martyny, Ewa.
— Odebrałaś paczkę?
— Jaką paczkę?
— Wysłałam ci dokumenty do projektu kurierem. Powinny być dziś.
Martyna podeszła do okna.
Przy bramie nie było niczego.
— Nikt nie dzwonił.
— Sprawdzę status.
Po chwili Ewa wróciła na linię.
— Jest oznaczona jako doręczona. Odebrała K. Borkowska.
Krystyna.
— Kiedy?
— O trzynastej osiem.
Czyli teściowa była w domu po wyjeździe Martyny.
— Masz numer przesyłki?
— Wyślę.
Martyna poszła na górę.
Pokój gościnny zajmowany przez Krystynę był zamknięty.
Wcześniej nigdy go nie zamykała.
Martyna nie próbowała wchodzić.
Zamiast tego zadzwoniła do Krystyny.
— Odebrałaś paczkę do mnie?
— Jaką?
— Tę, którą podpisałaś.
Cisza.
— Ach, może. Leżała pod drzwiami.
— Gdzie jest?
— Chyba w przedpokoju.
— Nie ma jej.
— To poszukaj.
— Krystyna.
— Co?
— Gdzie jest moja przesyłka?
— Nie mam czasu na twoje przesłuchania.
Rozłączyła się.
Martyna stała chwilę nieruchomo.
Paczka zawierała materiały związane z projektem zawodowym. Nic, co mogłoby interesować Krystynę.
Ale sam fakt, że teściowa ją zabrała, po porannej historii z dokumentami wzbudzał niepokój.
O osiemnastej trzydzieści wrócił Paweł.
Nie wszedł gwałtownie jak zwykle. Zamknął drzwi i zdjął marynarkę, unikając wzroku żony.
— Mama jest?
— Nie.
— Wiesz gdzie?
— Nie.
Przeszedł do salonu.
— Możemy porozmawiać?
— Możemy.
Usiedli naprzeciwko siebie.
Paweł wyglądał na zmęczonego.
— To wszystko zaszło za daleko.
— Co dokładnie?
— Ta sytuacja.
— Sprecyzuj.
Westchnął.
— Wczoraj powiedziałem kilka rzeczy pod wpływem emocji.
— Nie wyglądałeś na zdenerwowanego. Wyglądałeś na bardzo zadowolonego.
— Mama od dawna mówiła, że za bardzo polegam na tobie.
— Więc postanowiłeś udowodnić samodzielność, oddając jej całą pensję?
Paweł skrzywił się.
— Kiedy tak to mówisz, brzmi idiotycznie.
— Bo było idiotyczne.
Przez chwilę milczał.
— Nie wiedziałem, że dom jest wyłącznie twój.
— To już ustaliliśmy.
— Dlaczego nigdy mi tego nie powiedziałaś wprost?
Martyna oparła dłonie na kolanach.
— W akcie notarialnym byłeś obecny.
Zastygł.
— Co?
— Byłeś ze mną u notariusza. Pamiętasz?
Paweł zmarszczył brwi.
Po chwili w jego oczach pojawiło się rozpoznanie.
— Myślałem, że podpisywałem coś jako małżonek.
— Podpisałeś oświadczenie dotyczące pochodzenia środków i przyjęcia do wiadomości, że nieruchomość wchodzi do mojego majątku osobistego.
— Nie pamiętam tego.
— Bo przez większość spotkania odpowiadałeś na wiadomości służbowe.
Paweł potarł twarz.
— Dobrze. Byłem idiotą.
Martyna czekała.
— Przepraszam za wczoraj.
To było pierwsze przeprosiny.
Jednak zabrzmiały jak początek negocjacji.
— Za co dokładnie?
— Za tekst o pieniądzach.
— A „poznaj swoje miejsce”?
Spuścił wzrok.
— Za to też.
— A za pozwalanie twojej matce mówić, że żony przychodzą i odchodzą?
— Martyna…
— Pytam.
— Tak. Za to też.
Przez chwilę naprawdę chciała uwierzyć, że coś do niego dotarło.
Potem zapytała:
— Dlaczego Krystyna szukała kredytu na trzysta tysięcy?
Paweł gwałtownie podniósł głowę.
— Ile?
Martyna obserwowała jego reakcję.
Wyglądała autentycznie.
— Trzysta tysięcy.
— Nie wiedziałem.
— Andrzej dostał taką informację.
— Mama powiedziała mi, że pytała o niewielką pożyczkę.
— Szesnaście tysięcy na naszyjnik nie wymaga hipoteki.
Paweł wstał.
— Zadzwonię do niej.
Wybrał numer.
Krystyna odebrała po kilku sygnałach.
— Mamo, gdzie jesteś?
Martyna nie słyszała odpowiedzi.
— Nie, nieważne. Powiedz mi, po co ci trzysta tysięcy.
Cisza.
Paweł powoli opuścił telefon.
— Rozłączyła się.
Dziesięć minut później wróciła.
Weszła do salonu z dwiema torbami.
— Co to za przesłuchanie przez telefon? — rzuciła.
Paweł stanął przed nią.
— Potrzebujesz trzystu tysięcy?
— Skąd taki pomysł?
— Mamo.
— Nie podnoś na mnie głosu.
— Odpowiedz.
Krystyna postawiła torby.
— Chciałam zrobić inwestycję.
— Jaką?
— Prywatną.
— Za moje pieniądze?
— Za rodzinne pieniądze.
Martyna poczuła narastającą złość.
— Nie istnieją żadne „rodzinne pieniądze”, do których masz automatyczne prawo.
Krystyna spojrzała na nią.
— Nikt cię nie pytał.
Paweł podniósł głos.
— Ja pytam. Jaka inwestycja?
Przez dłuższą chwilę matka i syn patrzyli na siebie.
Wreszcie Krystyna usiadła.
— Obiecałam komuś pieniądze.
— Komu?
— Znajomej.
— Za co?
— Za udział w przedsięwzięciu.
— Jakim?
— Butik.
Paweł prawie parsknął.
— Chcesz trzysta tysięcy na butik?
— To nie jest zwykły sklep. Miał być ekskluzywny salon.
Martyna pomyślała o ubraniach, biżuterii, obsesji Krystyny na punkcie luksusu.
— Miał być? — zapytała.