— Michał zawsze wierzy w wersję, która najmniej go boli.

To zdanie musiało być prawdą.

Najpierw uwierzył, że go zdradziłam, bo łatwiej było być zdradzonym niż przyznać, że nie kontroluje własnego małżeństwa.

Potem uwierzył Karolinie, bo dawała mu prostą historię.

Miłość.

Nowy początek.

Bez winy.

Bez pytań.

Nagranie się kończyło.

Joanna wyłączyła laptop.

— To wystarczy.

— Do czego?

— Do wszczęcia postępowania. Z oryginałami i dokumentami Sebastiana mamy coś znacznie poważniejszego niż poszlaki.

Wróciliśmy do rezydencji po północy.

Michał czekał w holu.

Roman siedział w gabinecie.

Odtworzyliśmy nagranie.

Michał nie odezwał się ani razu.

Kiedy usłyszał słowa Karoliny o tym, że „zawsze wierzy w wersję, która najmniej go boli”, odwrócił głowę.

Nie patrzyłam na niego.

Roman słuchał Natalii.

Swojej córki.

Kobiety, którą opłakiwał przez trzydzieści lat.

Gdy nagranie dobiegło końca, Roman wstał.

— Chcę ją zobaczyć.

Joanna powiedziała:

— Nie teraz.

— To moja córka.

— To osoba uczestnicząca w przestępstwie.

— To moja córka!

— Jedno nie wyklucza drugiego.

Roman opadł na fotel.

Michał odezwał się:

— Karolina wróci dziś do domu.

Spojrzeliśmy na niego.

— Skąd wiesz?

— Napisała mi.

Wyciągnął telefon.

„Kolacja o 21? Musimy porozmawiać o podpisaniu sprzedaży.”

Joanna uniosła głowę.

— Odpowiedz, że tak.

Michał spojrzał na mnie.

— Anna?

— Dlaczego pytasz mnie?

— Bo nie zamierzam drugi raz podejmować decyzji, która dotyczy ciebie, bez pytania.

To było pierwsze zdanie, jakie powiedział od dwóch lat, które naprawdę coś dla mnie znaczyło.

Nie dlatego, że chciałam do niego wrócić.

Nie chciałam.

Ale dlatego, że wreszcie zrozumiał.

— Spotkaj się z nią — powiedziałam. — Nie mów, że wiesz.

— Mam nagrywać?

Joanna skinęła głową.

— Policja będzie już powiadomiona. Nie prowokuj. Nie próbuj wymuszać przyznania się. Nie zostawaj sam, jeśli poczujesz zagrożenie.

Wieczorem siedziałam w samochodzie Joanny dwie ulice dalej.

Roman został w domu.

Nie chciał patrzeć, jak syn rozmawia z kobietą, która rozbiła całą rodzinę.

Przez słuchawkę słyszeliśmy mieszkanie Michała.

Drzwi.

Kroki.

Karolina.

— Kochanie?

Jej głos.

Ten sam, którym przez lata mówiła do mnie „Aniu”.

Zrobiło mi się niedobrze.

— Jestem w salonie — odpowiedział Michał.

— Otworzyłeś wino?

— Tak.

Normalność była najbardziej przerażająca.

Karolina opowiadała o korkach.

O spotkaniu.

O tym, że trzeba przyspieszyć sprzedaż.

Michał odpowiadał spokojnie.

W końcu zapytał:

— Pamiętasz Annę?

Cisza.

— Co to za pytanie?

— Po prostu.

— Oczywiście.

— Myślisz czasem o niej?

— Michał, po co wracasz do czegoś takiego?

— Z ciekawości.

Karolina westchnęła.

— Szkoda mi jej.

Zacisnęłam szczękę.

— Naprawdę?

— Była zagubiona. Pamiętasz.

— Nie pamiętam już.

— To dobrze. Zamknęliśmy ten rozdział.

Michał odczekał.

— A gdyby żyła tu, w Krakowie?

Cisza.

Dłuższa.

— Dlaczego miałaby?

— Nie wiem.

— Ktoś ci coś powiedział?

Ton Karoliny się zmienił.

Prawie niezauważalnie.

Ale my słyszeliśmy.

— Nie.

— Twój ojciec?

— Nie.

— Michał.

— Co?

— Spójrz na mnie.

Joanna ściszyła oddech.

Karolina mówiła wolniej:

— Roman coś znalazł.

Nie było pytania.

Michał nie odpowiedział.

— Wiedziałam.

— Co wiedziałaś?

— Od tygodni zachowuje się dziwnie.

— Może ma powód.

— Nie wiesz, z kim masz do czynienia.

Michał roześmiał się gorzko.

— Z własnym ojcem?

— Z człowiekiem, który zbudował imperium na cudzym cierpieniu.

Joanna i ja spojrzałyśmy na siebie.

To było nowe.

— O czym mówisz? — spytał Michał.

— O prawdzie, której Roman nigdy ci nie powiedział.

— Jakiej?

Karolina westchnęła.

— Jego pierwsza rodzina nie zniknęła. On ją zostawił.

— Natalia?

Cisza.

Karolina zrozumiała.

— Skąd znasz to imię?

Michał nie odpowiedział.

Usłyszeliśmy gwałtowny ruch.

— Skąd znasz to imię?!

— Uspokój się.

— Rozmawiałeś z nim.

— Karolina…

— Nie wiesz, co zrobił jej matce!

— To usprawiedliwia podrabianie podpisów?

Cisza.

Błąd.

Michał powiedział za dużo.

Joanna zaklęła cicho.

W mieszkaniu usłyszeliśmy przewrócone krzesło.

— Nagrywasz mnie? — zapytała Karolina.

Michał nie odpowiedział.

— Odpowiedz!

— Usiądź.

— Ty idioto.

Telefon zaszeleścił.

Połączenie osłabło.

Joanna już dzwoniła do funkcjonariusza czekającego w pobliżu.

Potem w słuchawce usłyszeliśmy głos Karoliny.

Nie krzyczała.

To było gorsze.

— Anna żyje.

Michał milczał.

— Po twojej twarzy widzę.

Poczułam dreszcz.

— Gdzie jest? — zapytała.

— Nie wiem.

— Zawsze źle kłamałeś.

Potem ciszej:

— Jeśli ją znalazł, wszystko się komplikuje.

— „Wszystko”?

— Nie rozumiesz.

— To mi wyjaśnij.

Karolina zaczęła mówić.

Nie ze skruchy.

Z gniewu.

— Roman zostawił moją ciotkę i jej matkę bez niczego. Moja babcia latami walczyła o uznanie Natalii. Prawnicy Romana zamknęli sprawę. Zapłacili komu trzeba. Stworzyli akt zgonu. Wiesz, jak to jest być żywą i dowiedzieć się, że dla bogatych ludzi jesteś martwa?

Poczułam lodowate ukłucie ironii.

Dokładnie tak zrobiła mnie.

— Więc zemściłaś się na Annie?

— Anna była częścią ich świata.

— Anna nie wiedziała o Natalii.

— Ja też kiedyś nic nie wiedziałam. To nie ochroniło mojej rodziny.

— Co ona ci zrobiła?

Karolina milczała.

Michał powtórzył: