— Co zrobiła?

— Zdradzała mnie.

— Z kim?

Michał spojrzał na ojca z irytacją.

— Serio?

— Z kim?

— Z jakimś facetem.

— Imię.

Michał zacisnął usta.

— Tomasz.

Moje palce zacisnęły się na brzegu stołu.

— Nazwisko?

— Nie pamiętam.

Roman milczał.

Michał w końcu odwrócił wzrok.

— Po co wracamy do tego syfu?

— Bo wiadomości były fałszywe.

Michał spojrzał na niego gwałtownie.

— Co?

Ta reakcja była zbyt szczera.

Nie dowodziła niewinności.

Ale nie była tym, czego się spodziewałam.

Roman ciągnął:

— Numer nie należał do żadnego Tomasza. Karta została kupiona na dane człowieka, który zmarł rok wcześniej.

Michał pobladł.

— Skąd to wiesz?

— Sprawdziłem.

— Po dwóch latach?

— Tak.

Michał wstał.

— Co ty robisz?

— Pytam, gdzie jest Anna.

— Nie wiem!

Krzyknął.

Pierwszy raz.

— Myślisz, że ja jej nie szukałem?

Roman zesztywniał.

Ja też.

— Szukałeś?

— Przez prawie rok.

— Nigdy mi nie powiedziałeś.

— Bo za każdym razem, kiedy próbowałem, Karolina mówiła, że powinienem zostawić Annę w spokoju. Że po rozwodzie miała nowego faceta, potem że wyjechała.

Świat przesunął się o kilka centymetrów.

Roman spojrzał w stronę kamery.

Nie powinien.

Ale zrobił to.

Michał tego nie zauważył.

— Skąd Karolina wiedziała?

— Były przyjaciółkami.

— Były.

— Wtedy jej wierzyłem.

Michał zaśmiał się bez radości.

— Wiem. Brzmi idiotycznie.

Roman wyjął zdjęcie Karoliny z Radeckim.

Położył na biurku.

Michał spojrzał.

Nie poruszył się.

Nie oddychał.

Potem sięgnął po fotografię.

— Co to jest?

— Zdjęcie sprzed pięciu dni.

Michał patrzył długo.

Bardzo długo.

— Skąd to masz?

— Nieważne.

— To fotomontaż?

— Nie.

Michał odłożył zdjęcie.

Jego twarz wyglądała jak moja dwa lata temu, gdy zobaczyłam fotografię ich ślubu.

I nagle pojawiła się we mnie rzecz, której nie chciałam czuć.

Współczucie.

Nienawidziłam go za to.

— Od jak dawna? — zapytał.

— Nie wiem.

— Wiedziałeś?

— Od niedawna.

Michał przeszedł do okna.

— Zostawiłem Annę dla niej.

Te słowa nie były skierowane do Romana.

Były do niego samego.

— Zniszczyłem małżeństwo dla kobiety, która…

Urwał.

Roman powiedział chłodno:

— Nie zniszczyłeś małżeństwa dla niej. Zniszczyłeś je własną decyzją.

Michał odwrócił się.

— Dziękuję, tato.

— Nie będę cię pocieszał.

— Nie potrzebuję.

— Potrzebujesz prawdy.

Roman położył kolejny dokument.

— Czternasty marca. Co wtedy robiłeś?

Michał zesztywniał po raz drugi.

Tym razem wyraźnie.

— Skąd ta data?

— Odpowiedz.

— Nie pamiętam.

— Kłamiesz.

Michał popatrzył na zdjęcie Karoliny i Radeckiego.

Potem na ojca.

Usiadł.

— Tego dnia dostałem wiadomość od mamy.

Roman pobladł.

— Mama nie żyła.

— Wiem.

Serce zaczęło walić mi w piersi.

— Ktoś wysłał mi mail z jej prywatnego konta.

— Co było w środku?

Michał wyciągnął telefon.

Przewijał długo.

— Zachowałem go.

Położył urządzenie na biurku.

Roman przeczytał.

Jego dłonie zaczęły drżeć.

— Co napisała? — zapytała Joanna przez słuchawkę w moim uchu.

Nie widziałam ekranu.

Roman przeczytał na głos:

— „Michał, jeśli kiedykolwiek otrzymasz tę wiadomość, znaczy, że nie udało mi się zatrzymać tego, co zaczęło się w fundacji. Nie ufaj dokumentom z moim podpisem. Nie ufaj osobie, która będzie próbowała skłócić cię z Anną.”

Nie czułam podłogi.

Roman usiadł ciężko.

— Dlaczego mi tego nie pokazałeś?

— Bo dwie godziny później dostałem drugi mail.

— Jaki?

Michał otworzył.

— Ze zdjęciami Anny z innym mężczyzną.

Moje serce stanęło.

Roman spojrzał.

— Kto to?

Michał odwrócił ekran.

Zobaczyłam siebie.

Restauracja.

Mężczyzna siedzący naprzeciwko.

Mój dawny szef, Andrzej Maj.

Kolacja służbowa.

Nic więcej.

Ale zdjęcia zrobiono pod kątem, który sprawiał, że wyglądały intymnie.

— To było spotkanie w sprawie projektu — powiedziałam do pustego pokoju.

Joanna natychmiast spojrzała na mnie.

— Zna pani datę?

— Tak. Było trzy dni przed konferencją w Katowicach. Michał wiedział, że idę.

W gabinecie Michał mówił dalej.

— Potem Karolina powiedziała, że od miesięcy coś podejrzewała.

Roman zamknął oczy.

— I uwierzyłeś jej.

— Tak.

— Wbrew wiadomości matki, która wprost ostrzegała cię przed kimś, kto będzie próbował poróżnić cię z Anną.

Michał uderzył dłonią w stół.

— Mama nie napisała „Karolina”!

— Ale napisała „Anna”!

— Byłem wściekły!

Roman podniósł głos.

— A więc dlatego wyrzuciłeś żonę ze swojego życia bez rozmowy?

— Rozmawialiśmy!

— Nie. Oskarżyłeś ją.

— Miałem zdjęcia!

— Zdjęcia nie są prawdą.

— Wiem to teraz!

Michał krzyczał.

A ja siedziałam po drugiej stronie ściany, słuchając mężczyzny, którego przez dwa lata nienawidziłam za pewność, z jaką mnie zniszczył.

Tylko że on też został zmanipulowany.

To nie czyniło go niewinnym.

Dał się zmanipulować, bo łatwiej było mu uwierzyć w zdradę niż zapytać mnie o prawdę.

Podjął decyzję.

Zranił mnie.

Ożenił się z Karoliną.

Nie można było wymazać odpowiedzialności tylko dlatego, że ktoś podał mu kłamstwo na srebrnej tacy.

Ale nagle wróg nie miał już jednej twarzy.

Roman zapytał:

— Gdzie jest oryginalny mail?

— Na starym komputerze mamy.