— Gdzie komputer?
— Karolina zabrała go z domu po pogrzebie.
Roman zamarł.
— Dlaczego?
— Powiedziała, że chce odzyskać zdjęcia do albumu.
Przez chwilę nikt się nie odezwał.
Potem Michał podniósł głowę.
— Tato…
— Co?
— Dlaczego pytasz o Annę?
Roman nie odpowiedział.
Michał patrzył coraz uważniej.
— Znalazłeś ją.
Przestałam oddychać.
Roman powinien zaprzeczyć.
Nie zrobił tego wystarczająco szybko.
Michał wstał.
— Gdzie jest?
— To nie ma znaczenia.
— Żyje?
— Michał…
— Żyje?!
W jego głosie było coś, czego nie spodziewałam się usłyszeć.
Ulga.
Nie gniew.
Nie strach.
Ulga.
Zamknęłam oczy.
Joanna szepnęła:
— Nie musi pani wychodzić.
Wiedziałam.
Ale przez dwa lata wszyscy decydowali za mnie, co mam zobaczyć, co mam wiedzieć, gdzie mogę mieszkać, komu mogę ufać.
Wstałam.
— Otwórz drzwi.
— Anno…
— Otwórz.
Joanna nacisnęła klamkę.
Kiedy weszłam do gabinetu, Michał stał tyłem.
Odwrócił się.
Na jego twarzy wydarzyło się kilka rzeczy naraz.
Niedowierzanie.
Szok.
Wstyd.
Ból.
I coś, co kiedyś nazwałabym miłością.
Dziś nie chciałam tego nazywać.
— Anna…
Nie odpowiedziałam.
Zrobił krok.
Cofnęłam się.
Zatrzymał się natychmiast.
— Boże.
Patrzył na mnie od twarzy do butów.
Na zbyt luźny sweter.
Na dłonie.
Na kości policzkowe.
Widział, że nie spędziłam tych dwóch lat na plaży za granicą.
— Gdzie byłaś?
— Pod mostem.
Jego twarz pękła.
— Co?
— Wczoraj spałam pod mostem.
Michał zakrył usta.
Roman spuścił wzrok.
— Nie wiedziałem — powiedział Michał.
— Wiem.
— Anna, przysięgam, nie wiedziałem.
— Wiem.
— Szukałem cię.
— Za słabo.
Te dwa słowa uderzyły go mocniej niż krzyk.
— Masz rację.
Nie spodziewałam się tego.
Chciałam, żeby się bronił.
Żeby mówił, że to nie jego wina.
Byłoby łatwiej go nienawidzić.
— Dlaczego podpisałaś te dokumenty? — zapytał cicho.
— Nie podpisałam.
Michał spojrzał na ojca.
— Co?
Roman podał mu kopię.
Michał czytał długo.
— To nie jest jej podpis.
— Jest niemal identyczny.
— Nie.
Spojrzałam na niego.
Michał przesunął palcem po kartce.
— Anna robi krótszą dolną pętlę w „A”. Zawsze.
W gardle poczułam ucisk.
Pamiętał mój podpis.
Pamiętał drobny ruch długopisu, a nie pamiętał, że należało zapytać mnie, zanim uwierzył w zdradę.
— Skąd masz ten dokument? — zapytał Romana.
— Z archiwum.
— Kto go zatwierdził?
Roman wskazał nazwisko.
Michał przeczytał.
Zbladł.
— Niemożliwe.
— Co?
Michał podał dokument.
— Ten człowiek nie żył wtedy od czterech miesięcy.
Joanna szybko wpisała nazwisko do laptopa.
Po chwili skinęła głową.
— Ma rację.
Cisza.
Roman oparł dłonie o biurko.
— Czyli ktoś fałszował nie tylko podpis Anny.
— I nie tylko mamy — dodał Michał.
Spojrzałam na niego.
— Karolina miała dostęp do dokumentów Elżbiety?
— Tak.
— Do moich?
— Dzięki tobie znała twój podpis.
— A Radecki?
Michał spojrzał na zdjęcie.
— Miał dostęp do wszystkiego z rozwodu.
Obraz zaczął się układać.
Niepełny.
Ale wystarczająco wyraźny.
— Karolina potrzebowała was obu — powiedziałam.
Roman zmarszczył brwi.
— Co masz na myśli?
— Michała, żeby wejść do rodziny. Mnie, żeby mieć podstawioną osobę. Radeckiego, żeby legalizować papierologię.
Michał pokręcił głową.
— Po co?
Joanna odpowiedziała:
— Kontrola nad fundacją.
— Przecież fundacja nie daje jej teraz praw.
— Ale da po ustąpieniu pana Romana.
Michał spojrzał na ojca.
— Kiedy planowałeś odejść?
— Po sprzedaży części aktywów. Za kilka miesięcy.
Michał pobladł.
— Karolina od roku naciska, żebym zgodził się na sprzedaż.
Roman wolno usiadł.
— Komu?
Michał podał nazwę funduszu.
Joanna odwróciła laptop.
Ta sama nazwa.
Luksemburski podmiot, do którego płynęły pieniądze.
W pokoju zapadła cisza.
To był moment, gdy po raz pierwszy zobaczyliśmy całość.
Nie idealnie.
Nie każdy szczegół.
Ale mechanizm.
Karolina nie weszła do rodziny z powodu romansu z Michałem.
Romans był drzwiami.
Radecki był kluczem.
Ja byłam zasłoną.
A fundacja była celem.
— Musimy iść na policję — powiedział Roman.
Joanna pokręciła głową.
— Pójdziemy, ale nie z tym.
— Dlaczego?
— Mamy poszlaki, kopie i brak oryginału. Jeśli Karolina ma dobrych prawników, dowie się o wszystkim, zanim zabezpieczą dane. Potrzebujemy czegoś twardego.
— Nagrania.
— Zniknęło.
Michał spojrzał na telefon.
— Sebastian.
Roman natychmiast wybrał numer.
Tym razem ktoś odebrał.
— Sebastian?
Cisza.
— Gdzie jesteś?
Usłyszeliśmy zniekształcony głos.
— Nie mogę powiedzieć.
— Masz pendrive?
— Mam kopię.
Roman włączył głośnik.
— Dlaczego zabrałeś oryginał?
— Bo ktoś przyszedł po niego.
— Kto?
Długa cisza.
— Karolina.
Michał zamknął oczy.
— Widziałeś ją?
— Tak.
— Rozmawiałeś z nią?
— Przyszła z kodem do sejfu.
Roman zbladł.
— Nie znała go.
— Znała.
— Skąd?
— Powiedziała, że dostała go od Michała.
Wszystkie oczy zwróciły się ku niemu.
— Nie dałem jej żadnego kodu — powiedział natychmiast.
Sebastian mówił dalej:
— Wiedziałem, że coś jest nie tak. Wyłączyłem monitoring, zanim weszła do biblioteki.
Joanna zmarszczyła brwi.
— Dlaczego?
— Chciałem ją śledzić bez zapisu w systemie. Miałem osobną kamerę.