Minutę później prawdziwie lojalni ludzie Wiktora opanowali parter.

Majewski próbował uciec przez ogród.

Zatrzymano go przy murze.

Radecki przeżył.

Karetka zabrała jego i Wiktora do szpitala uniwersyteckiego pod opiekę profesor Bieleckiej.

Tym razem nie było już tajemnic.

Materiały z kamer trafiły jednocześnie do prokuratury, kilku redakcji i dwóch niezależnych kancelarii.

Wiktor rozumiał jedną rzecz doskonale: dowód ukryty w jednym miejscu można zniszczyć.

Dowodu wysłanego do dwudziestu miejsc nie da się już pogrzebać.

Pozostało odnaleźć archiwum Katarzyny.

Odpowiedź dała Hania.

Dwa dni później siedziała przy szpitalnym łóżku Wiktora i bawiła się swoim materiałowym królikiem.

Jedno z jego uszu było rozdarte.

Matka zobaczyła je i rozpłakała się.

— Co?

Wzięła zabawkę.

— Katarzyna ją uszyła.

Nigdy o tym nie wiedziałam.

Matka rozpruła starą łatę na brzuchu królika.

W środku, pod watą, znajdowała się plastikowa rurka.

A w niej karta pamięci.

Katarzyna przez cały czas pozostawiła dowody przy własnym dziecku.

W miejscu, którego nikt nie uznałby za ważne.

Na karcie znajdowało się wszystko.

Dokumentacja MB-17.

Nazwiska.

Nagrania.

Kopie przelewów.

List Katarzyny.

I film dla Hani.

Nie obejrzałam go od razu.

Bałam się.

Dopiero wieczorem usiadłam sama przy komputerze.

Katarzyna pojawiła się na ekranie w czerwonym swetrze.

Była w ciąży.

Uśmiechała się przez łzy.

„Jeśli to oglądasz, Martuś, znaczy, że nie udało mi się wrócić.”

Zasłoniłam usta dłonią.

„Przepraszam cię za wszystko, czego nie mogłam ci powiedzieć. Za decyzję, którą podjęłam za ciebie. Wiem, że nie miałam prawa. Ale kiedy straciłaś dziecko, a ja zrozumiałam, że mogą przyjść po moje, zobaczyłam jedyną możliwość, żeby Hania przeżyła.”

Płakałam bezgłośnie.

„Ale chcę, żebyś wiedziała jedną rzecz. Nie wybrałam cię dlatego, że byłaś wygodnym rozwiązaniem. Wybrałam cię, bo wiedziałam, że jeśli mnie zabraknie, ty pokochasz ją bardziej, niż ja będę mogła z grobu.”

Na ekranie Katarzyna położyła rękę na brzuchu.

„Aleksander próbował nam pomóc. Nie był taki jak reszta swojej rodziny. Chciał odejść. Chciał wychować Hanię ze mną. Jeżeli żyje, powiedz mu, że mu wybaczyłam.”

Aleksander nie żył.

Katarzyna nie żyła.

A ich córka spała dwa pokoje dalej, przytulając królika, w którym przez cztery lata nosiła dowody mogące zniszczyć ludzi odpowiedzialnych za śmierć jej rodziców.

Procesy trwały miesiącami.

Meditera została objęta śledztwem. Ujawniono nielegalne badania prowadzone na pacjentach, fałszowanie zgód i serię płatności maskowanych jako granty medyczne.

Majewski został oskarżony między innymi o udział w eksperymentach, fałszowanie dokumentacji i próbę zabójstwa Wiktora.

Śledczy ponownie otworzyli sprawy śmierci Katarzyny i Aleksandra.

Radecki zeznawał.

Przez lata udawał lojalność wobec ludzi związanych z projektem, próbując zdobyć dowody dotyczące śmierci żony. Popełnił po drodze rzeczy, których nie dało się usprawiedliwić, ale to właśnie jego informacje pozwoliły odnaleźć kolejne ofiary.

Wiktor przeżył.

Po odstawieniu MB-17 i miesiącach leczenia jego serce zaczęło się regenerować.

Nie całkowicie.

Ale wystarczająco.

Pierwszego dnia, kiedy wrócił do Rezydencji Kruczej bez laski, Hania czekała w holu.

Podbiegła do niego.

Położyła dłoń na jego piersi.

Wiktor zamarł.

Hania liczyła.

Potem się uśmiechnęła.

„Jeden”.

Równy rytm.

Wiktor uklęknął przed nią.

— Lepiej?

Pokiwała głową.

Wyciągnął ręce, ale zatrzymał je w połowie, jakby nie był pewien, czy wolno mu ją przytulić.

Hania sama zrobiła ostatni krok.

Objęła go za szyję.

Stałam kilka metrów dalej.

Wiktor zamknął oczy.

Była córką jego brata.

Ostatnią częścią Aleksandra, jaka mu pozostała.

Nie próbował jednak zabrać jej mnie.

Ani razu.

Kilka tygodni wcześniej, jeszcze w szpitalu, powiedział tylko:

— Jesteś jej matką.

— Katarzyna…

— Urodziła ją. Kochała ją. Oddała życie, żeby ją ochronić. Ale to ty wstawałaś do niej w nocy. Ty uczyłaś się języka migowego. Ty siedziałaś przy niej w szpitalach. Ty jesteś osobą, której szuka, kiedy się boi.

Spojrzał wtedy na Hanię.

— Krwi nie wolno mylić z prawem do człowieka.

Nigdy nie spodziewałam się usłyszeć czegoś takiego od Wiktora Wołkowskiego.

Może on również się tego po sobie nie spodziewał.

Zostałam w Rezydencji Kruczej jeszcze kilka miesięcy.

Nie jako pokojówka.

Wiktor zaproponował pieniądze.

Odmówiłam.

Zaproponował mieszkanie.

Też odmówiłam.

W końcu zapytał:

— Czego chcesz?

Odpowiedź była prosta.

— Żeby Hania miała normalne życie.

Wiktor długo milczał.

— Nie wiem, czy potrafię zapewnić komukolwiek normalne życie.

— To niech się pan nauczy.

Prawie się uśmiechnął.

I rzeczywiście próbował.

Ograniczył ochronę wokół nas do ludzi, których znałam. Sprzedał udziały w firmach, których działalności sam nie potrafił obronić. Przekazał dokumenty dotyczące własnych interesów prawnikom.

Nie zmienił się nagle w świętego.

Życie tak nie działa.

Człowiek nie kasuje czterdziestu lat decyzji jednym dobrym uczynkiem.

Ale po raz pierwszy Wiktor przestał traktować strach innych jak dowód własnej siły.

Hania zrobiła coś, czego nie potrafili lekarze, wrogowie ani jego brat.

Zmusiła go do słuchania.

Rok później pojechaliśmy razem na cmentarz.

Grób Katarzyny znajdował się niedaleko starej lipy.

Grób Aleksandra był po drugiej stronie miasta, więc Wiktor wcześniej przeniósł symboliczny kamień z jego nazwiskiem obok niej.

Nie pytał mnie o zgodę.

Pokłóciliśmy się o to.

Potem przyznał, że powinien był zapytać.

To również było nowe.

Hania uklękła pomiędzy grobami.