— Nie mam dużo czasu.
— Gdzie pani jest? — zapytałam.
— Bezpieczna. Na razie.
— Porwali panią?
— Próbowali.
— Kto?
— Nie wiem. Ale zachowałam część wyników poza serwerem.
Wiktor włączył głośnik.
— Co znalazłaś?
— MB-17 nie powstało jako trucizna.
— Więc czym jest?
— Związek był częścią eksperymentalnego programu terapii zaburzeń przewodnictwa nerwowego i sercowego. Projekt porzucono po poważnych skutkach ubocznych.
Spojrzałam na Hanię.
— Co to ma wspólnego z moją córką?
Cisza.
— Pani córka miała kontakt z substancją.
— Tak.
— Jej wyniki krwi są niezwykłe.
Serce waliło mi coraz mocniej.
— Jak niezwykłe?
— Nie ma w niej metabolitów, których się spodziewałam.
— Co to znaczy?
— Organizm dziecka rozłożył związek inaczej.
— Jest chora?
— Nie. I właśnie to jest problem.
Profesor odetchnęła.
— Prawdopodobnie posiada wariant genetyczny, którego poszukiwano w programie MB-17.
Zrozumiałam, zanim dokończyła.
— Katarzyna.
— Była badaczką tego projektu.
— A Aleksander?
— Finansował jej próbę ujawnienia nielegalnych eksperymentów.
Wiktor zamknął oczy.
— Dlatego oboje zginęli.
— Prawdopodobnie.
— Kto prowadził projekt?
Profesor milczała.
— Bielecka?
— Oficjalnie Meditera. Faktycznie człowiek podpisujący dokumenty inicjałami T.M.
Tomasz Majewski.
Telefon nagle zamilkł.
Połączenie zerwano.
Wiktor spojrzał na mnie.
— Teraz wiemy.
— Nie. Wiemy tylko, dlaczego interesuje ich Hania.
— To wystarczy.
— Do czego?
— Żeby zastawić pułapkę.
Nie chciałam słuchać.
Ale Wiktor nie planował wykorzystać Hani.
Chciał wykorzystać siebie.
Następnego ranka Radecki przekazał Majewskiemu informację, że stan Wiktora gwałtownie się pogorszył i rodzina rozważa przewiezienie go do prywatnej kliniki.
Majewski połknął przynętę.
Przyjechał przed południem.
Tym razem kamery działały.
Każda.
Hania była z moją matką w bezpiecznym pokoju.
Ja zostałam w sąsiednim pomieszczeniu.
Wiktor leżał w łóżku, udając znacznie słabszego, niż był.
Majewski wszedł sam.
— Ostrzegałem cię — powiedział.
— Miałeś rację.
— Pozwól, że ci pomogę.
Wyjął ampułkę.
Wiktor obserwował ją spod półprzymkniętych powiek.
— Co to?
— Lek przeciwarytmiczny.
— MB-17?
Majewski znieruchomiał.
Nie trwało to nawet sekundy.
Ale wystarczyło.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Aleksander wiedział.
Majewski odłożył strzykawkę.
— Twój brat wiedział wiele rzeczy, których nie rozumiał.
— Dlatego go zabiłeś?
— Nie zabiłem Aleksandra.
— Katarzynę?
Cisza.
Wiktor podniósł się.
— A jednak znasz nazwisko.
Majewski uśmiechnął się.
Maska dobrego lekarza zniknęła.
— Katarzyna była idealistką. Tacy ludzie zawsze myślą, że prawda jest ważniejsza od konsekwencji.
— Miała dziecko.
Majewski spojrzał na niego uważnie.
— Więc jednak ją znaleźliście.
Mnie.
Nie Hanię.
Mnie znaleźli.
Drzwi za moimi plecami otworzyły się.
Odwróciłam się.
Radecki stał w progu.
Pistolet trzymał skierowany prosto we mnie.
Przez chwilę mózg odmawiał przyjęcia tego obrazu.
— Marek?
Jego twarz była spokojna.
— Przepraszam, Marta.
Wszystkie elementy wskoczyły na miejsce.
Kamery.
Dostęp do leków.
Informacje przekazywane Majewskiemu.
Człowiek wewnątrz ochrony.
Wiktor ufał mu najbardziej.
— To ty.
Radecki nie zaprzeczył.
— Otwórz bezpieczny pokój.
— Nigdy.
— Nie utrudniaj.
— Hania nie jest próbką laboratoryjną.
— Wiem.
— Więc czego chcecie?
— Dowodu.
— Jakiego?
Majewski pojawił się w drzwiach za nim.
Wiktor szedł kilka kroków dalej.
Dwóch innych ochroniarzy trzymało go na muszce.
Zdrada sięgała głębiej, niż przypuszczaliśmy.
— Katarzyna skopiowała całą dokumentację MB-17 — powiedział Majewski. — Wyniki, nazwiska, zgony uczestników, przelewy, zgody podpisywane po fakcie. Wszystko.
— Metalowe pudełko.
— Było puste.
Spojrzałam na niego.
— Co?
— Ktoś nas uprzedził.
Moja matka.
Przypomniałam sobie jej twarz.
Spal to.
Nie fotografię.
Coś innego.
— Nie wiem, gdzie są dokumenty.
— Katarzyna wiedziała, że może umrzeć. Zostawiła sposób ich odzyskania.
— Jaki?
Majewski spojrzał na Haniin aparat leżący na stole.
— Tego właśnie próbujemy ustalić.
Nagle zrozumiałam.
Aparat.
Katarzyna pracowała nad przewodnictwem nerwowym.
Hania nie straciła słuchu po przypadkowej infekcji.
— Co zrobiliście Hani?
Majewski po raz pierwszy wyglądał na zaskoczonego.
— My? Nic.
— Straciła słuch.
— To skutek wariantu genetycznego. Katarzyna wiedziała, że może wystąpić.
— Dlatego badała MB-17?
— Chciała ją uratować.
To zabolało bardziej niż wszystko inne.
Katarzyna nie prowadziła badań dla pieniędzy.
Szukała terapii dla własnego dziecka.
A ktoś zamienił jej desperację w eksperyment.
— Otwórz pokój — powiedział Radecki.
— Nie.
Wiktor spojrzał na niego.
— Marek, pomyśl.
— Myślę od ośmiu lat.
— Ile ci płacą?
Radecki roześmiał się.
— Zawsze zakładałeś, że wszystko robi się dla pieniędzy.
— Więc dlaczego?
— Moja żona była uczestniczką MB-17.
Majewski odwrócił głowę.
To najwyraźniej nie była część planu.
— Marek — ostrzegł.
— Umarła po trzech miesiącach. Katarzyna obiecała ujawnić projekt. Aleksander obiecał jej pomóc.
— I dlatego ich zdradziłeś?
— Nie.
Radecki spojrzał na Majewskiego.
— Dlatego wszedłem do środka.
Zanim ktokolwiek zareagował, odwrócił broń.
Strzelił w ramię jednego z ochroniarzy.
Drugi rzucił się za ścianę.
Wiktor powalił Majewskiego.
Rozległy się dwa kolejne strzały.
Przywarłam do podłogi.
Radecki dostał w bok.
Mimo to zdołał zamknąć drzwi.
— Bezpieczny pokój! — krzyknął. — Idź!
Pobiegłam.
Hania i matka były całe.