Szybko ją otarł.
Pierwszy raz od śmierci mojej mamy widziałam ojca płaczącego.
I wtedy poczułam coś niespodziewanego.
Nie tylko złość na Ewę.
Wstyd.
Bo kiedy rok wcześniej Ewa przejęła większość obowiązków przy tacie, ja byłam wręcz zadowolona.
Miałam małe dziecko, pracę, kredyt, swoje życie.
Dzwoniłam.
Przyjeżdżałam.
Woziłam go czasem na kontrolę.
Ale to Ewa była codziennie.
Dzięki temu mogłam sobie mówić, że tata ma opiekę.
Nie zauważyłam chwili, w której opieka zamieniła się w kontrolę.
— Tato, gdzie ty dzisiaj śpisz?
— U siebie.
— Z Ewą?
— To mój dom.
Nie dyskutowałam.
Po godzinie wyjechał.
Zostałam z Pawłem.
Siedział w kuchni.
Ja sprzątałam ogród.
Nie dlatego, że bałagan był ważny.
Musiałam coś robić rękami.
Składałam obrus.
Wyrzucałam papierowe kubki.
Zbierałam kredki.
Gdy podniosłam z trawy mały niebieski pojemnik z farbą do ciała, stanęłam.
To było absurdalne.
Taki drobiazg.
Kosztował może kilkanaście złotych.
Gdyby Hania wybrała rano różową farbę zamiast niebieskiej, nic by to nie zmieniło.
Gdyby rysunek zdążył wyschnąć.
Gdyby Paweł założył koszulkę.
Gdyby Ewa poprawiła kostium sekundę wcześniej.
Może przez następne miesiące nadal mieszkałabym obok człowieka, który kłamał mi codziennie.
Paweł wyszedł na taras.
— Pomogę.
— Nie.
— Marta.
— Nie dotykaj mnie.
Zatrzymał się.
— Chcę ci wszystko powiedzieć.
— Powiesz.
Odłożyłam worek.
— Ale zaczniesz od początku. Nie od wersji, która stawia cię w najlepszym świetle.
Usiedliśmy na schodkach tarasu.
Opowiedział.
Firma zaczęła się sypać osiemnaście miesięcy wcześniej.
Najpierw jeden duży wykonawca nie zapłacił mu prawie dziewięćdziesięciu tysięcy.
Potem samochód firmowy miał poważną awarię.
Doszły podwyżki materiałów.
Paweł zaczął łatać jedne zobowiązania drugimi.
Nie powiedział mi.
Bał się.
To słowo powtarzał najczęściej.
Bałem się, że się zawiedziesz.
Bałem się, że będziemy musieli sprzedać dom.
Bałem się przyznać.
Bałem się, że pomyślisz, że jestem nieudacznikiem.
Nie odpowiadałam.
W grudniu poprosił o pożyczkę bank.
Odmowa.
Potem znajomego.
Dostał trzydzieści tysięcy.
Zniknęły w dwa miesiące.
W lutym Ewa przypadkiem dowiedziała się o problemach.
— Jak przypadkiem?
— Dzwonił do mnie wierzyciel, kiedy byliśmy u twojego ojca.
— I zaproponowała pomoc?
— Tak.
Najpierw dwadzieścia tysięcy.
Później kolejne.
— Z pieniędzy taty?
— Nie wiem.
Spojrzałam na niego.
— Paweł.
— Wtedy myślałem, że jej.
— A później?
— Później wiedziałem.
Ich pierwszy pocałunek wydarzył się pod koniec lutego.
Pierwszy seks w marcu.
Podobno jeden raz.
Nie miałam żadnego powodu, żeby mu wierzyć.
— Dlaczego?
To pytanie zadawałam sobie od momentu, w którym zobaczyłam niebieski ślad.
Nie „gdzie”.
Nie „jak”.
Dlaczego.
Paweł długo milczał.
— Czułem się przy niej…
Urwał.
— Jaki?
— Ważny.
To zabolało bardziej, niż gdyby powiedział „pijany”.
— Przy mnie nie?
— To nie tak.
— Właśnie tak powiedziałeś.
— Marta, w domu wszystko zależało ode mnie.
— Ode mnie nie?
— Nie o to chodzi.
— Więc o co?
Patrzył na trawę.
— Ty zawsze sobie radzisz.
Prawie się roześmiałam.
— To jest twoje usprawiedliwienie?
— Nie. Próbuję ci wyjaśnić, co miałem wtedy w głowie. Ty ogarniałaś Hanię, pracę, dom. Ja czułem, że jestem jedyną osobą, która niczego nie potrafi utrzymać. A Ewa wiedziała o problemach i nie patrzyła na mnie jak na porażkę.
— Bo potrzebowała cię do wyprowadzania pieniędzy od mojego ojca.
— Teraz to widzę.
— Naprawdę?
— Tak.
— Po sześciu miesiącach?
Nie odpowiedział.
Zapytałam o dzisiejsze spotkanie.
Ewa przyjechała prawie godzinę wcześniej.
Zaparkowała przecznicę dalej.
Weszła od strony garażu.
Planowali ostatecznie ustalić, co zrobić z dokumentami domu w Kiełczowie.
Paweł twierdził, że chciał się wycofać.
— Dlaczego akurat dzisiaj?
— Bo wczoraj zadzwonił twój tata.
— Do ciebie?
— Tak.
— Po co?
— Zapytał wprost, czy brałem udział w sprzedaży mieszkania.
— I?
— Skłamałem.
Pokiwałam głową.
— Oczywiście.
— Później już wiedziałem, że to się nie utrzyma.
— Dlatego zerwałeś z Ewą?
— Tak.
— Nie dlatego, że zrozumiałeś, co robisz.
Cisza.
— Tylko dlatego, że groziło ci odkrycie.
Paweł nic nie powiedział.
I tym milczeniem odpowiedział najuczciwiej przez cały dzień.
Tej nocy spał na kanapie.
Ja nie spałam prawie wcale.
O drugiej nad ranem poszłam do pokoju Hani.
Leżała w poprzek łóżka, z jedną stopą wystającą spod kołdry.
Usiadłam przy niej.
Na szafce stała kartka urodzinowa z trzema postaciami narysowanymi grubymi kredkami.
Mama.
Tata.
Hania.
Trzymały się za ręce.
Zawsze myślałam, że największym strachem po zdradzie będzie samotność.
Nie był.
Najbardziej bałam się tego, że cokolwiek zrobię, zmienię życie córki.
Jeśli zostanę, będzie żyła w domu z matką, która nie ufa ojcu.
Jeśli odejdę, zniknie jej codzienność, którą znała od urodzenia.
Nie istniała decyzja, po której wszystko wracało na swoje miejsce.
Rano zadzwonił tata.
— Ewa nie wróciła.
— Wiesz, gdzie jest?
— Prawdopodobnie u siostry.
— Jak się czujesz?
— Jak człowiek, który odkrył, że przez rok nie znał własnego domu.
Potem powiedział:
— Marta, jest coś jeszcze.
Usiadłam.
— Co?
— Znalazłem w nocy dokument.
— Jaki?
— Projekt testamentu.
Zamknęłam oczy.
— Jej?