— Upoważnienie do załatwiania spraw związanych z wynajmem nie oznacza zgody na sprzedawanie mojego majątku.

— Miałeś podpisać zgodę.

— Kiedy?

Nie odpowiedziała.

— Po udarze? — zapytał. — Kiedy przez dwa tygodnie miałem problem, żeby normalnie przeczytać gazetę?

W ogrodzie zawiał wiatr.

Jeden z papierowych talerzy spadł ze stołu.

Żadne z nas po niego nie sięgnęło.

Ojciec miał niewielki udar poprzedniej jesieni. Bez paraliżu, bez trwałych poważnych następstw, ale przez pierwsze tygodnie był bardzo osłabiony. Ewa zajmowała się wtedy lekarzami, rehabilitacją, rachunkami.

Byłam jej za to wdzięczna.

Naprawdę.

Po raz pierwszy od lat pomyślałam wtedy, że może niesprawiedliwie ją oceniałam.

— Za ile? — zapytałam.

— Sześćset osiemdziesiąt tysięcy.

— Gdzie są pieniądze?

Ojciec wskazał na Pawła.

— O to jego zapytaj.

Spojrzałam na męża.

— Paweł?

— Nie mam tych pieniędzy.

— Nie pytałam, czy je masz.

Cisza.

— Wiedziałeś o sprzedaży?

— Tak.

Poczułam się tak, jakby ktoś przesunął ściany kuchni.

Romans był jednym ciosem.

To było czymś innym.

Paweł przez prawie cztery miesiące siedział ze mną wieczorami na kanapie, robił zakupy, kąpał Hanię, planował wakacje.

I wiedział, że mój ojciec stracił mieszkanie.

— Od kiedy?

— Od maja.

— Czyli zanim je sprzedaliście.

— Ja go nie sprzedawałem.

— Wiedziałeś.

— Tak.

— Pomagałeś?

Nie odpowiedział.

Ojciec wyjął z kieszeni złożoną kartkę.

— Był pełnomocnikiem kupującego.

Paweł poderwał głowę.

— To nie było tak.

— A jak?

Wzięłam kartkę.

Była to kserokopia dokumentu.

Nie rozumiałam wszystkich sformułowań, ale nazwisko męża zauważyłam natychmiast.

Paweł Maj.

Niżej znajdowała się nazwa spółki, której nie znałam.

— Co to jest?

— Firma człowieka, któremu sprzedano mieszkanie — powiedział tata. — A właściwie firma jego córki.

Popatrzył na Pawła.

— Twój mąż pracował dla nich jako pośrednik.

— Nie jestem pośrednikiem.

— Dostałeś trzydzieści osiem tysięcy.

Paweł pobladł.

Wtedy Ewa się odezwała.

— Bo wykonał pracę.

Odwróciłam się do niej.

— Jaką pracę?

— Znalazł kupca. Pomógł z dokumentami.

— Na mieszkanie mojego ojca, który nie wiedział, że je sprzedajecie?

— Wiedział, że sytuacja finansowa wymaga zmian.

— Ewa.

— Co?

Pierwszy raz od początku nie podniosłam głosu.

— Nie mów do mnie tak, jakbym miała siedemnaście lat i nie rozumiała rozmowy dorosłych.

Coś w jej twarzy drgnęło.

— Gdzie są pieniądze?

— Część została przeznaczona na długi.

Ojciec spojrzał na nią.

— Czyje?

I wtedy zobaczyłam, że Paweł zamyka oczy.

To było tak małe, prawie niezauważalne.

Ale zobaczyłam.

— Twoje? — zapytałam.

Otworzył oczy.

— Marta…

— Moje pytania naprawdę nie są dzisiaj skomplikowane.

Usiadłam naprzeciwko niego.

— Masz długi?

— Firma ma.

Paweł prowadził niewielką firmę instalacyjną. Zatrudniał dwóch ludzi. Nie byliśmy bogaci, ale nigdy nie brakowało nam pieniędzy na ratę kredytu, rachunki ani wakacje raz w roku.

Tak przynajmniej sądziłam.

— Ile?

— Teraz około stu osiemdziesięciu tysięcy.

Poczułam mrowienie w dłoniach.

— Teraz?

— Było więcej.

— Ile?

— Dwieście siedemdziesiąt.

Zaczęłam liczyć w głowie.

Nie potrafiłam.

— Od kiedy?

— Od półtora roku.

— I nic mi nie powiedziałeś?

— Chciałem z tego wyjść.

— Za pieniądze mojego ojca?

— Nie planowałem tego.

Ewa prychnęła.

— Oczywiście, że planowałeś.

Paweł spojrzał na nią.

— Zamknij się.

— Teraz mam się zamknąć?

— Ewa…

— Pół roku do mnie wydzwaniałeś. Błagałeś o pomoc.

— Nie o romans.

— Nie?

Ojciec uderzył dłonią w stół.

— Dosyć.

Huk był tak nagły, że wszyscy zamilkliśmy.

— Jest jedna rzecz — powiedział — której nadal nie rozumiem.

Spojrzał na żonę.

— Dlaczego Paweł?

Ewa nie odpowiedziała.

— Znałaś dziesiątki ludzi, którzy mogli pomóc ci sprzedać mieszkanie. Dlaczego zięć?

— Bo potrzebował pieniędzy.

— To wiem. Pytam, dlaczego właśnie jego wciągnęłaś w to wszystko.

Ewa patrzyła w blat.

Ojciec zacisnął szczękę.

— Myślisz, że nie znalazłem wiadomości?

Paweł poderwał głowę.

Ewa pobladła.

— Jakich wiadomości? — zapytałam.

Ojciec sięgnął do kieszeni.

Wyjął swój telefon.

— Trzy tygodnie temu zacząłem coś podejrzewać. Ewa zmieniła kod do swojego telefonu. Nigdy tego wcześniej nie robiła. Później znalazłem dokument dotyczący mieszkania. Poszedłem do prawnika.

— Roman…

— Nie przerywaj.

Pierwszy raz usłyszałam w jego głosie gniew.

— Prawnik powiedział mi, czego szukać. Przelewów. Pełnomocnictw. Umów. Zacząłem przeglądać dokumenty w domu.

Spojrzał na mnie.

— I znalazłem wydrukowane wiadomości.

— Wydrukowane?

— Ewa drukowała część maili. Zostawiła jeden komplet w teczce z rachunkami.

Ewa zamknęła oczy.

— Gdzie są? — zapytałam.

— W samochodzie.

— Przynieś.

— Marta…

— Tato. Proszę.

Poszedł.

Paweł wstał.

— Nie chcę, żebyś czytała wszystkiego.

Patrzyłam na niego przez chwilę.

— A ja nie chciałam, żebyś spał z żoną mojego ojca.

Usiadł.

Ewa ścisnęła ręcznik.

— To nie ja go uwiodłam, jeśli właśnie to chcesz usłyszeć.

— Niczego od ciebie nie chcę słyszeć.

— A powinnaś.

Spojrzałam na nią.

— Dlaczego?