Lena odpowiedziała, że nie jest pewna, czy tego chce.

— Przypomina mi, że przeżyłam — napisała wtedy, bo dłuższe mówienie nadal ją męczyło.

Adrian przyniósł kwiaty.

— Nie lubię kwiatów — powiedziała już głosem.

— Świetnie. Sprzedawca zapewniał mnie, że każda kobieta lubi.

— Sprzedawca kłamał.

— W takim razie pasuje do całej tej historii.

Roześmiała się.

Pierwszy raz od napadu usłyszałem jej śmiech bez cienia bólu.

Adrian spojrzał na mnie.

— Mogę z nią porozmawiać sam?

Chciałem powiedzieć nie.

Lena spojrzała na mnie znacząco.

Wyszedłem.

Dziesięć minut później Adrian znalazł mnie na korytarzu.

— Powiedziałem jej wszystko.

— O czym?

— Że nagrywałem. Że mogłem zareagować kilka sekund wcześniej. Że przez moment bardziej zależało mi na dowodzie niż na niej.

— I?

— Powiedziała, że nie ona ma zdecydować, czy sobie wybaczę.

Brzmiało dokładnie jak Lena.

— Mądra dziewczyna.

— Po tobie?

— Zdecydowanie po matce.

Adrian uśmiechnął się.

Potem spoważniał.

— Roman pytał o ciebie.

— Pawlak?

Skinął głową.

— Chce rozmawiać.

— Nie mam mu nic do powiedzenia.

— Twierdzi, że ma.

Nie pojechałem.

Nie od razu.

Zrobiłem to miesiąc później.

*

Pawlak wyglądał inaczej bez drogiego zegarka i odznaki.

Mniejszy.

Starszy.

Usiadł za szybą.

— Przyszedłeś.

— Masz dziesięć minut.

— Stefan się przyznał.

— Wiem.

— Więc wiesz, że miałem rację.

— Miałeś rację, że Paweł został zabity. Nie miałeś racji, krzywdząc ludzi, którzy nie mieli z tym nic wspólnego.

— Nie pobiłem twojej córki.

— Pomogłeś ukryć ludzi, którzy to zrobili.

Milczał.

— Chciałem dopaść Milewskiego.

— Więc pracowałeś dla niego?

— Potrzebowałem dostępu.

— Przez piętnaście lat?

— Zemsta wymaga cierpliwości.

Pokręciłem głową.

— Nie. Zemsta wymaga wymówek. Cierpliwości wymaga życie.

Zaśmiał się gorzko.

— Łatwo ci mówić. Ty dostałeś drugą szansę.

— Sam ją sobie wziąłem.

— A mój brat?

— Twój brat podjął decyzje. Stefan podjął decyzję. Ja podjąłem swoje. Lena nie musi płacić za żadną z nich.

Pawlak patrzył na mnie długo.

— Wiesz, czego najbardziej w tobie nienawidziłem?

Nie odpowiedziałem.

— Tego, że naprawdę odszedłeś. Przez całe dzieciństwo słyszałem, że Widmo jest potworem. Potem zacząłem cię szukać i znalazłem człowieka kupującego córce tort urodzinowy. Wożącego ją na treningi. Płacącego podatki. Żyjącego tak, jakby nic się nie wydarzyło.

— Wydarzyło się.

— Ale to ja nosiłem konsekwencje.

— Tak.

Zaskoczyłem go.

— I przykro mi z tego powodu. Ale to nie daje ci prawa przekazywać ich dalej.

Wstałem.

— To wszystko?

— Tak.

— Nie chcesz wiedzieć, czy są jeszcze ludzie z dawnych czasów?

Spojrzałem na niego.

— Nie.

— Dlaczego?

— Bo pierwszy raz w życiu nie interesuje mnie, kto może się mnie bać.

Odłożyłem słuchawkę.

*

Rok po napadzie stałem przed gmachem sądu.

Dziennikarze czekali przy schodach.

Proces Kacpra Milewskiego przyciągnął uwagę całego kraju nie dlatego, że był wyjątkowy, lecz dlatego, że ujawnił mechanizm, który zbyt długo działał w ciszy.

Bogate nazwiska.

Telefony wykonywane do odpowiednich ludzi.

Znikające nagrania.

Ofiary przekonywane, że walka z potężniejszymi od siebie nie ma sensu.

Tym razem nie zniknęło wszystko.

Lena szła obok mnie.

Jej włosy były krótsze niż przed atakiem.

Sama je ścięła.

— Nowy rozdział — powiedziała.

Blizna na policzku była niemal niewidoczna.

Szczęka zagoiła się dobrze, choć podczas zimnych dni nadal odczuwała ból.

Przed wejściem zatrzymała się.

— Tato?

— Tak?

— Boisz się?

Chciałem odpowiedzieć automatycznie.

Nie.

Dawny ja nigdy nie przyznawał się do strachu.

Ale to właśnie dawny ja stworzył połowę problemów, z którymi teraz musieliśmy żyć.

— Bardzo.

Uśmiechnęła się.

— Ja też.

— Możemy wejść razem.

— Wiem.

Zrobiła krok.

Potem zatrzymała się ponownie.

— Jest jeszcze coś.

— Co?

— Po wszystkim chcę wrócić na uczelnię.

Spojrzałem na nią.

— Jesteś pewna?

— Tak.

Pierwszym odruchem było powiedzieć, że to niebezpieczne.

Drugim — że może studiować gdziekolwiek.

Trzecim — kupić jej bilet na drugi koniec świata.

Nie powiedziałem żadnej z tych rzeczy.

— Dobrze.

Uniosła brwi.

— Tylko tyle?

— Uczę się.

— Powoli.

— Mam swoje lata.

Roześmiała się.

Ruszyliśmy po schodach.

*

Kacper został uznany za winnego ciężkiego pobicia i innych czynów związanych z próbą odzyskania materiałów badawczych. Bartosz i Oskar odpowiadali osobno; ich współpraca z prokuraturą została uwzględniona przy rozpatrywaniu ich spraw.

Nie czułem triumfu, gdy usłyszałem wyrok.

Przez wiele miesięcy wyobrażałem sobie tę chwilę.

Myślałem, że zobaczę Kacpra prowadzonego przez funkcjonariuszy i poczuję ulgę.

Nie poczułem.

Sprawiedliwość nie cofa ciosu.

Nie usuwa nocy, kiedy budzisz się, bo wydaje ci się, że słyszysz krzyk dziecka.

Nie naprawia zaufania jednym orzeczeniem.

Jest czymś innym.

Granica zostaje wreszcie narysowana.

Ktoś mówi:

To się wydarzyło.

To było złe.

Nie wolno udawać, że nie.

Dla Leny właśnie to miało znaczenie.

*

Sprzedałem firmę importową kilka miesięcy później.

Nie dlatego, że musiałem.

Chciałem zacząć jeszcze raz.

Część pieniędzy przeznaczyliśmy na fundację wspierającą studentów, którzy znaleźli się pod presją wpływowych osób lub instytucji.

Nazwa była pomysłem Leny.

„Głos”.