— Może chciał być przeciwieństwem Pawła.

— A może chciał być kimś znacznie gorszym.

Telefon Stefana zawibrował.

Spojrzał na ekran.

— Sokołowska próbuje się z tobą skontaktować.

Oddzwoniłem.

Odebrała natychmiast.

— Gdzie pan jest?

— Dlaczego?

— Proszę nie wracać do szpitala głównym wejściem.

Wstałem.

— Co się stało?

— Ktoś próbował wejść do sali pańskiej córki z fałszywą legitymacją technika.

Świat zwęził się do jednego punktu.

— Lena?

— Jest bezpieczna. Ochrona go zatrzymała, ale uciekł.

— Jak wyglądał?

— Około czterdziestu lat. Ciemne włosy. Blizna przy lewym uchu.

Spojrzałem na zdjęcie mężczyzny używającego nazwiska Paweł Maj.

Pasowało.

— Proszę przenieść ją do innej sali.

— Już to zrobiłam.

— Nie mówić Pawlakowi gdzie.

Sokołowska zamilkła.

— Skąd pan…

— Proszę mi zaufać.

— Nie znam pana.

— I właśnie dlatego może pani jeszcze to zrobić.

*

Godzinę później Lena została przewieziona do prywatnej kliniki pod nazwiskiem matki.

Nie chciałem jej straszyć, ale była zbyt inteligentna, żeby przyjąć banalne wyjaśnienie.

Napisała:

Kim jesteś?

Siedziałem obok łóżka.

To pytanie bolało inaczej niż wszystko wcześniej.

— Twoim ojcem.

Przewróciła oczami.

Wiesz, co mam na myśli.

Przez dziewiętnaście lat przygotowywałem się do tej rozmowy.

A kiedy nadeszła, nie miałem gotowych słów.

— Zanim się urodziłaś, robiłem rzeczy, z których nie jestem dumny.

Patrzyła nieruchomo.

— Miałem innych ludzi. Inne nazwisko. Dużo pieniędzy. Dużo wrogów.

Napisała:

Mafia?

Mimo sytuacji prawie się roześmiałem.

— To skomplikowane.

Czyli mafia.

— Lena…

Czy mama wiedziała?

— Tak.

To zabolało ją bardziej.

Zobaczyłem to natychmiast.

Wszyscy wiedzieli oprócz mnie.

— Chcieliśmy cię chronić.

Jej palce zatrzymały się nad ekranem.

Świetnie wyszło.

Nie potrafiłem odpowiedzieć.

Miała prawo do gniewu.

Po chwili napisała:

Czy oni zrobili mi to przez ciebie?

To było pytanie, którego bałem się najbardziej.

— Nie wiem.

Odwróciła twarz.

Usiadłem w ciszy.

Kilka minut później ekran znów się rozświetlił.

Pendrive nie był w plecaku.

— Wiem.

Bo go tam nie schowałam.

Spojrzałem na nią.

Wskazała na mój płaszcz.

Dałam ci go miesiąc temu.

Nie rozumiałem.

Potem przypomniałem sobie.

Mały srebrny pendrive.

Lena wręczyła mi go przy kolacji, prosząc, żebym wydrukował jej kilka artykułów, bo drukarka w akademiku znowu nie działała.

Wrzuciłem go do szuflady biurka.

I zapomniałem.

*

Pojechałem do domu ze Stefanem.

Szuflada była otwarta.

Pendrive zniknął.

Nie było śladów włamania.

— Kto ma klucz? — zapytał.

— Ja i Lena.

— Sprzątaczka?

— Nie.

— Rodzina?

— Nie mam.

Stefan przeszedł przez salon.

Nagle zatrzymał się przy zdjęciu Magdy.

— Michał.

— Co?

Podniósł ramkę.

Za nią tkwiła koperta.

Nie była moja.

Na froncie widniało prawdziwe nazwisko:

Michał Wrona.

W środku znajdowała się kartka.

Jeżeli chcesz pendrive, przyjedź sam do starego magazynu Bałtyk Invest. 22:00.

Stefan przeczytał.

— Nie pojedziesz.

— Oczywiście, że pojadę.

— To pułapka.

— Wiem.

— Więc tym bardziej.

— Ktoś wszedł do mojego domu bez włamania. Wiedział, gdzie szukać. Zna moje prawdziwe nazwisko. Chce, żebym przyjechał.

— I zamierzasz spełnić jego życzenie?

— Zamierzam dowiedzieć się dlaczego.

*

Stary magazyn stał przy opuszczonej części portu.

Przyjechałem sam.

Przynajmniej oficjalnie.

Stefan miał obserwować teren z daleka i nie reagować, dopóki nie dam sygnału.

W środku paliła się jedna lampa.

Mężczyzna ze zdjęcia czekał pośrodku hali.

Był młodszy ode mnie o kilkanaście lat.

Blizna przy uchu.

Na palcu sygnet.

— Michał Wrona — powiedział.

— Ty pierwszy.

Uśmiechnął się.

— Adrian Maj.

— Syn Pawła?

Twarz mu stwardniała.

— Jednak pamiętasz.

— Twój ojciec mówił, że nie ma dzieci.

— Mój ojciec kłamał w wielu sprawach.

— Dlaczego używasz jego nazwiska na uczelni?

— Bo nie muszę już się ukrywać.

— To ty nagrywałeś pobicie Leny?

— Tak.

Ruszyłem ku niemu.

— Dlaczego?

Nie cofnął się.

— Żeby mieć dowód.

— Mogłeś je przerwać.

— Próbowałem.

— Moja córka ma szczękę złamaną w sześciu miejscach.

— A gdybym wszedł tam trzydzieści sekund wcześniej, nie miałbyś żadnego dowodu na to, kto wydał polecenie.

Zatrzymałem się.

— Kto wydał polecenie?

Adrian wyjął telefon.

Uruchomił nagranie.

Obraz był ciemny, ale rozpoznawałem dziedziniec.

Lena wychodziła z budynku.

Kacper podchodził do niej.

Słowa były niewyraźne.

Potem pierwszy cios.

Musiałem zmusić się, żeby patrzeć.

Po kilkunastu sekundach usłyszałem Bartosza.

— Ojciec mówił tylko, żeby ją nastraszyć!

Kacper odpowiedział:

— To nie twój ojciec płaci za sprzątanie tego gówna.

Oskar krzyknął:

— Kacper, wystarczy!

Potem obraz drgnął.

Adrian ruszył.

Nagranie się urwało.

— To wszystko?

— Nie.

Pokazał kolejne.

Kilka godzin wcześniej.

Andrzej Milewski spotykał się w samochodzie z Pawlakiem.

Dźwięk był wyraźny.

Milewski powiedział:

— Dziewczyna ma wyniki. Profesor też. Zajmij się serwerem. Kacper ją przestraszy.

Pawlak odpowiedział:

— Żadnej przemocy.

Milewski zaśmiał się.

— To dzieciaki. Co może pójść nie tak?

Poczułem mdłości.

— Dlaczego masz to nagranie?

— Od dwóch lat zbieram materiały przeciwko nim.

— Dlaczego?

Adrian zdjął sygnet.

Położył go na skrzyni.

— Bo Port Północny stoi na grobie mojego ojca.

Milczałem.