— Paweł nie zginął w wypadku, jak ci powiedzieli — ciągnął. — Został zamordowany.
— Byłem przy identyfikacji.
— Widziałeś zwęglone ciało.
Tak.
To była prawda.
— Kto go zabił?
Adrian patrzył mi w oczy.
— Ty.
*
Nie ruszyłem się.
— Gdybym zabił Pawła, wiedziałbym o tym.
— Wydałeś rozkaz likwidacji wszystkich, którzy odmówią rozwiązania organizacji.
— Nigdy nie wydałem takiego rozkazu.
— Mój ojciec powiedział przed śmiercią coś innego.
— Komu?
— Mojemu stryjowi Romanowi.
Pawlakowi.
Nagle zobaczyłem całość.
Dwóch chłopców dorastających z przekonaniem, że zabiłem ich ojca.
Jeden został policjantem.
Drugi spędził lata, śledząc ludzi powiązanych z dawnym imperium.
— Kto przekazał rozkaz? — zapytałem.
— Stefan Krawiec.
Serce zatrzymało mi się na moment.
— Nie.
— Wiedziałem, że tak powiesz.
Adrian podał mi telefon.
Na ekranie widniał zeskanowany dokument sprzed dziewiętnastu lat.
Krótka notatka.
Polecenie zabezpieczenia aktywów i „zamknięcia kwestii Maja”.
Pod spodem inicjały.
M.W.
Moje.
— To nie mój podpis.
— Roman twierdzi inaczej.
— Roman chce w to wierzyć.
— A ja chcę wiedzieć.
Spojrzałem na niego.
— Dlatego uratowałeś Lenę?
— Dlatego zacząłem nagrywać. Ale uratowałem ją dlatego, że nie jest tobą.
Te słowa były uczciwe.
Pierwszy raz od początku tej historii ktoś powiedział coś, czemu zaufałem.
— Gdzie pendrive?
— Nie mam go.
— Więc kto zostawił wiadomość w moim domu?
Adrian zmarszczył brwi.
— Jaką wiadomość?
Wtedy zgasło światło.
*
Pierwszy strzał trafił w metalową belkę.
Rzuciłem się za betonowy filar.
Adrian zrobił to samo.
— To twoi? — krzyknął.
— Nie mam swoich!
— Świetny moment na emeryturę!
Drugi strzał.
Potem trzeci.
Nie odpowiedzieliśmy ogniem, bo żaden z nas nie miał broni.
To była moja decyzja.
Stare metody.
Stare błędy.
Z zewnątrz rozległ się alarm samochodu.
Stefan.
Światła reflektorów przecięły wnętrze hali.
Napastnik uciekł tylnym wyjściem.
Adrian ruszył za nim.
— Zostaw!
Nie posłuchał.
Po minucie wrócił.
— Uciekł.
— Widziałeś go?
— Nie.
Spojrzałem na miejsce, gdzie przed chwilą stał.
Na podłodze leżał telefon.
Nie jego.
Stary model.
Ekran świecił.
Jedna wiadomość.
Michał, zawsze byłeś za wolny.
Znałem ten sposób pisania.
Znałem człowieka, który przez lata kończył wiadomości dokładnie takimi słowami.
Stefan.
Odwróciłem się.
Jego samochodu już nie było.
*
Nie zadzwoniłem do niego.
Pojechałem prosto do kliniki.
Lena spała.
Sokołowska siedziała przy drzwiach.
— Co się stało? — zapytała, widząc moją twarz.
— Muszę pani coś pokazać.
Przekazałem jej kopię nagrania Adriana.
Nie całość.
Tylko fragment rozmowy Milewskiego z Pawlakiem.
Obejrzała dwa razy.
— To wystarczy do wszczęcia poważnego postępowania.
— Pod warunkiem, że nie trafi do Pawlaka.
— Mam ludzi, którym ufam.
— Ilu?
Zawahała się.
— Dwóch.
— Teraz jednego.
Nie spodobało jej się to.
— Nie może pan traktować wszystkich jak zdrajców.
— Może pani. Ja właśnie odkryłem, że człowiek, któremu ufałem najbardziej przez trzydzieści lat, prawdopodobnie mnie zdradził.
Telefon Sokołowskiej zadzwonił.
Odebrała.
Słuchała kilka sekund.
Jej twarz zmieniła się.
— Kiedy?
Rozłączyła się.
— Co?
— Andrzej Milewski został zatrzymany.
— Przez kogo?
— Centralne Biuro Śledcze.
— Na jakiej podstawie?
— Nie wiem.
— A Pawlak?
— Zniknął.
*
Następne godziny były chaosem.
Nagrania Adriana zostały przekazane prokuraturze poza Gdańskiem.
Senator Rogowska wydała oświadczenie, że jej syn nie uczestniczył w żadnym przestępstwie i że zaufa niezależnemu śledztwu.
Rodzina Wysockich zawiesiła wszystkie kontakty z uniwersytetem.
Rektor Domański złożył rezygnację.
Ale mnie nie interesowały komunikaty.
Chciałem Stefana.
Znalazłem go tam, gdzie powinienem był szukać od początku.
Na cmentarzu.
Stał przy grobie Magdy.
— Wiedziałeś, że tu przyjdę — powiedziałem.
— Zawsze byłeś przewidywalny w sprawach rodziny.
Podszedłem.
— To ty wydałeś rozkaz zabicia Pawła?
Stefan nie zaprzeczył.
— Odpowiedz.
— Tak.
Jedno słowo.
Dziewiętnaście lat kłamstwa.
— Dlaczego?
— Bo Paweł sprzedał cię Milewskim.
Zamarłem.
— Jakim Milewskim?
— Ojcu Andrzeja. Staremu Henrykowi. Chciał przejąć portowe tereny i część twoich interesów. Paweł dał mu dokumenty.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś?
— Bo wtedy urodziła się Lena. Magda błagała mnie, żebym pozwolił ci odejść.
— Więc sfałszowałeś mój rozkaz.
— Tak.
— Zabiłeś mojego człowieka i podpisałeś to moimi inicjałami.
— Tak.
Rzuciłem się na niego.
Złapałem za płaszcz i przycisnąłem do kamiennego muru.
Przez sekundę byłem Widmem.
Stefan nawet się nie bronił.
— Zrób to — powiedział.
I właśnie dlatego puściłem.
Cofnąłem się.
Ręce mi drżały.
— Nie.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
— Nie dam ci tego.
— Czego?
— Możliwości, żebyś umarł przekonany, że nadal jestem tym człowiekiem.
Odwróciłem się.
— Michał.
Zatrzymałem się.
— Pendrive ma Pawlak.
Spojrzałem przez ramię.
— Skąd wiesz?
— Bo dałem mu go.
*
Poczułem, jak cała złość zmienia się w lodowatą koncentrację.
— Dlaczego?
— Chciałem go wyciągnąć.
— Wykorzystując moją córkę?
— Nie wiedziałem, że ją zaatakują.
— Ale wiedziałeś o wynikach?
— Dowiedziałem się po pobiciu. Włamałem się do twojego domu i zabrałem pendrive, zanim zrobił to ktoś inny.
— Potem oddałeś go Pawlakowi.