Zamarłam.
Bo po pogrzebie Marka rzeczywiście byłam u notariusza.
Tylko że nigdy nie przepisywałam tego domu Natalii.
CZĘŚĆ 3
— Jakie dokładnie papiery? — powtórzyłam.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
Natalia westchnęła.
— Mamo, nie przy wszystkich.
— Właśnie przy wszystkich. Bo ci wszyscy ludzie zapłacili za pobyt w moim domu.
— Nie wiedziałam, że tata Tomka będzie przyjmował gości akurat teraz.
To „akurat teraz” zatrzymało mnie bardziej niż wszystko, co powiedziała wcześniej.
Nie zaprzeczyła, że wiedziała.
Zaprzeczyła tylko, że znała termin.
— Czyli wiedziałaś, że dom jest wynajmowany?
— Wiedziałam, że Ryszard próbuje pokrywać koszty.
Paulina spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
Andrzej Mirecki stał przy wejściu z rękami w kieszeniach. Jego córka patrzyła przez okno, jakby celowo chciała dać nam choć odrobinę prywatności.
Ryszard natomiast nagle odzyskał pewność siebie.
— Widzisz? — powiedział. — Wszystko było ustalone.
— Ze mną nic nie było ustalone.
— Może zwyczajnie nie pamiętasz.
Odwróciłam głowę w jego stronę.
— Proszę bardzo uważać na następne zdanie.
— Elżbieta, po śmierci Marka byłaś w kiepskim stanie.
Nie krzyczał.
Nie musiał.
Sposób, w jaki powiedział „w kiepskim stanie”, miał wystarczyć za wyjaśnienie wszystkiego.
Mojego rzekomego podpisu.
Rzekomej zgody.
Rzekomego braku pamięci.
— Mamo — odezwała się Natalia. — Przyjedź do nas wieczorem. Pokażę ci dokumenty.
— Jakie dokumenty?
— Nie będę tego omawiała przez telefon.
— Wyślij zdjęcie.
— Nie mam ich teraz przy sobie.
— Przed chwilą powiedziałaś, że pokażesz mi je wieczorem.
— Bo są w domu.
— To Tomek jest w domu?
— Jest.
— Niech zrobi zdjęcie.
Cisza.
Przez sekundę słyszałam tylko szum połączenia.
— Mamo, proszę.
— Natalko, albo w ciągu pięciu minut dostanę zdjęcie dokumentu, który rzekomo pozwala wam wynajmować moją nieruchomość, albo dzwonię na policję.
Ryszard natychmiast się wtrącił.
— Nie rób z siebie idiotki.
Paulina aż się odwróciła.
Spojrzałam na niego.
— Jeszcze jedno takie zdanie i wyproszę pana pierwszego.
— To zadzwoń. Bardzo proszę. Policjanci przyjadą, zobaczą dokumenty i sami ci powiedzą, że robisz przedstawienie.
— Świetnie.
Wyjęłam telefon.
Wtedy Ryszard pierwszy raz naprawdę stracił panowanie.
— Elżbieta, do cholery, nie możesz zadzwonić najpierw do córki jak normalny człowiek?
— Rozmawiam z nią.
— Nie wiesz nawet, co podpisywałaś po śmierci Marka!
— Dlatego właśnie zaraz się dowiem.
Andrzej Mirecki zrobił krok w moją stronę.
— Pani Elżbieto, nie chcę się wtrącać. Może przełożymy oglądanie.
Przytaknęłam.
Było mi wstyd.
Nie dlatego, że zrobiłam coś złego.
Wstydziłam się, że obcy człowiek widzi moje życie rozszarpywane na środku salonu.
— Bardzo pana przepraszam.
— Nie ma za co. Zadzwonię do pani pośredniczki.
Jego córka skinęła mi głową.
Kiedy wychodzili, Andrzej zatrzymał się przy drzwiach.
— Proszę tylko jednej rzeczy.
— Słucham?
— Niech pani niczego dzisiaj nie podpisuje.
Ryszard przewrócił oczami.
Ale ja zapamiętałam to zdanie.
Pięć minut później dostałam wiadomość od Natalii.
Nie zdjęcie dokumentu.
Adres.
Kancelaria Notarialna Marta Bielecka, Nowy Sącz.
A pod spodem:
„Tam wszystko było robione”.
Znałam tę nazwę.
Rzeczywiście po śmierci Marka byłam w tej kancelarii.
Sześć lat wcześniej.
Pamiętałam hol w kolorze kości słoniowej, dzbanek z wodą na stole, szarą pogodę za oknem i Natalię siedzącą obok mnie.
Pamiętałam, że po pogrzebie wszystko odbywało się w jakiejś mgle.
Najpierw akt zgonu.
Potem bank.
Potem ubezpieczyciel.
Potem dokumenty dotyczące samochodu Marka.
I wreszcie spadek.
Marek nie zostawił testamentu.
Mieliśmy wspólność majątkową. Po jego śmierci część jego udziału przypadła mnie, część Natalii.
Tyle pamiętałam.
Ale dom nad jeziorem?
Byłam przekonana, że finalnie Natalia złożyła oświadczenie, na mocy którego przypadł mnie.
Nie dlatego, że chciałam ją czegoś pozbawić.
Po prostu tak uzgodniłyśmy. Mieszkanie w Krakowie miało kiedyś trafić do niej. Dom nad jeziorem miał zostać mój, bo był związany przede wszystkim z Markiem i ze mną.
Pamiętałam nawet, jak Natalia wtedy powiedziała:
— Mamo, ja nie chcę się tym zajmować. To zawsze było wasze miejsce.
Sześć lat później jej teść zarabiał na nim prawie trzy tysiące złotych za noc.
Spojrzałam na ludzi w salonie.
— Państwo zostają dzisiaj.
Ryszard gwałtownie się odwrócił.
— Co?
— Zapłacili za pobyt w dobrej wierze. Nie wyrzucę ich z domu z walizkami.
Paulina wyglądała na zaskoczoną.
— Naprawdę?
— Tak. Ale proszę mi wysłać potwierdzenie przelewu, kopię ogłoszenia, całą korespondencję z panem Haleckim i wszystko, co dostali państwo przed przyjazdem.
Ryszard ruszył w jej stronę.
— Nie masz obowiązku niczego jej wysyłać.
— Proszę pana — odpowiedziała — ja już naprawdę nie wiem, kto tu kłamie, ale wiem, komu przelałam jedenaście tysięcy.
Podałam jej mój numer.
Pozostali goście również zaczęli szukać telefonów.
Okazało się, że przyjechały dwie pary i troje znajomych. Rezerwację robiła Paulina. Ryszard przesłał regulamin pobytu, numer konta oraz informację, że jest „rodzinnym opiekunem nieruchomości”.
Nie korzystał z żadnego dużego portalu.
Ogłoszenia wrzucał do zamkniętych grup w mediach społecznościowych i na jednej stronie z ofertami krótkoterminowego najmu.
To tłumaczyło, dlaczego niczego wcześniej nie znalazłam.