— Znalazłem coś, co pani powinna zobaczyć.
— Jeśli to kolejny raport…
— Zdjęcie.
Odwrócił ekran.
Marta zobaczyła fotografię sprzed ponad trzydziestu lat.
Młoda Helena stała przed kamienicą.
Obok niej znajdowała się kobieta, którą Marta rozpoznała z gazet.
Krystyna Wysocka.
Matka Aleksandra.
Niepokojące nie było jednak to, że znały się.
Niepokojące było dziecko stojące między nimi.
Mały chłopiec.
Aleksander.
Na odwrocie fotografii widniała data i słowa zapisane ręką Krystyny:
„Jeżeli coś mi się stanie, Helena zna prawdę.”
Operacja Heleny rozpoczęła się następnego dnia o siódmej czterdzieści.
Marta siedziała w poczekalni.
Aleksander przyszedł chwilę później.
Nie pytała, dlaczego.
Nie miała siły protestować.
Po dwóch godzinach pielęgniarka przyniosła kawę.
Po trzech Marta przestała ją pić.
Po czterech zaczęła chodzić od drzwi do okna.
Aleksander siedział nieruchomo.
— Jak pan to robi? — zapytała.
— Co?
— Siedzi.
— Kiedy nie mam wpływu na wynik, ruch niewiele pomaga.
Marta pokręciła głową.
— Musi być wygodnie wierzyć, że zawsze ma się wpływ na wynik.
— Nie wierzę.
Spojrzała na niego.
— Ludzie myślą, że pieniądze dają kontrolę — powiedział. — Dają dostęp. To nie to samo.
— Ma pan dostęp do informacji o mojej matce, których ja nie mam.
— I przez to czuję się lepiej?
Marta nie odpowiedziała.
Aleksander spojrzał przed siebie.
— Moja matka zginęła, kiedy miałem osiemnaście lat.
— Wiem.
— Oficjalnie wypadek samochodowy.
— Oficjalnie?
— Nigdy nie kwestionowałem tej wersji.
— A teraz?
Aleksander wyciągnął z kieszeni kopię fotografii.
— Teraz pierwszy raz zastanawiam się, czego nie wiedziałem.
Marta poczuła ukłucie niepokoju.
— Myśli pan, że moja matka wiedziała coś o jej śmierci?
— Nie wiem.
Drzwi sali operacyjnej otworzyły się.
Oboje wstali.
Doktor Borowski zdjął maseczkę.
Marta przestała czuć nogi.
— Operacja się udała — powiedział.
Powietrze wróciło do jej płuc.
— Naprawdę?
— Najtrudniejsza część za nami. Najbliższa doba będzie ważna, ale wyniki są dobre.
Marta zakryła usta dłonią.
Po policzkach popłynęły jej łzy.
Nie próbowała ich ukrywać.
Aleksander odwrócił wzrok, dając jej tę odrobinę prywatności.
Kilka godzin później Helena odzyskała przytomność.
Marta weszła do niej sama.
— Udało się.
Helena uśmiechnęła się słabo.
— Wiedziałam.
— Kłamiesz.
— Trochę.
Marta usiadła obok.
Przez minutę milczały.
Potem Marta wyjęła fotografię.
Położyła ją na kołdrze.
Helena patrzyła na nią długo.
— Skąd to masz?
— Aleksander.
Helena zamknęła oczy.
— Mamo.
— Nie dzisiaj.
— Właśnie dzisiaj.
— Jestem po operacji.
— Wiem. Dlatego nie będę krzyczeć. Ale nie wyjdę, dopóki nie powiesz mi, co znaczy ten napis.
Helena dotknęła rogu zdjęcia.
— Krystyna była moją przyjaciółką.
Marta zmarszczyła brwi.
— Panią Wysocką?
— Zanim została Wysocką. Poznałyśmy się jeszcze na studiach.
— Dlaczego nigdy o niej nie mówiłaś?
— Ponieważ po jej śmierci obiecałam sobie, że nazwisko Wysockich zniknie z naszego domu.
— Co się wydarzyło?
Helena spojrzała na córkę.
— Stanisław.
Jedno imię.
Wystarczyło.
— Ojciec Aleksandra?
— Był człowiekiem, który wszystko traktował jak własność. Firmę. Dom. Żonę. Przyjaciół.
— Ciebie też?
Helena uśmiechnęła się gorzko.
— Próbował.
Marta ścisnęła poręcz łóżka.
— Płacił za twoje mieszkanie.
Helena spojrzała na nią ostro.
— Kto ci powiedział?
— Aleksander.
— Oczywiście.
— To prawda?
— Tak. Ale nie z powodu, który sobie wyobrażasz.
— Więc z jakiego?
Helena odetchnęła głęboko.
— To nie było moje mieszkanie.
Marta znieruchomiała.
— Co?
— Wynajmował je na moje nazwisko, żeby ukryć kogoś przed własnymi ludźmi.
— Kogo?
Helena spojrzała na drzwi.
— Krystynę.
Marta poczuła, że historia przesuwa się pod jej stopami.
— Dlaczego jego żona musiała się przed nim ukrywać?
— Ponieważ chciała odejść.
— Z Aleksandrem?
— Tak.
Helena zamknęła oczy.
— Planowała zabrać syna i ujawnić dokumenty, które mogły zniszczyć Stanisława.
— Jakie dokumenty?
— Dowody, że budował pierwsze firmy poprzez wymuszenia, fikcyjne długi i przejmowanie majątku ludzi, których sam doprowadzał do bankructwa.
Marta przypomniała sobie słowa zapisane na kopercie.
„Sprawa zamknięta. Nigdy więcej kontaktu.”
— Pomagałaś jej?
— Tak.
— I co się stało?
Helena odwróciła twarz.
— Krystyna się przestraszyła.
— Nie wyjechała.
— Nie zdążyła.
Marta poczuła chłód.
— Mamo…
— Stanisław odkrył plan.
— Co zrobił?
— Nie wiem wszystkiego.
— Ale coś wiesz.
Helena spojrzała na córkę.
— Tej nocy Krystyna przyjechała do mnie. Była przerażona. Zostawiła dokumenty i powiedziała, że jeśli nie wróci do rana, mam je przekazać prokuraturze.
— I?
— Rano zadzwonił Stanisław.
Marta zamarła.
— Powiedział, że Krystyna wróciła do domu. Że wszystko było nieporozumieniem. Kazał mi oddać dokumenty.
— Oddałaś?
— Nie.
— Gdzie są?
— Ukryłam część.
Serce Marty przyspieszyło.
— Część?
— Resztę zabrał ktoś, komu ufałam.
— Kto?
Helena zawahała się.
Wtedy drzwi otworzyły się.
Aleksander stał w progu.
Usłyszał wystarczająco dużo.
— Chcę wiedzieć — powiedział.
Helena pobladła.
— Nie powinien pan tu być.
— Mówi pani o mojej matce.
— Właśnie dlatego.
Aleksander wszedł.