Do budynku wróciły nie głównym wejściem, lecz przez podziemny parking.
Marta posiadała kartę dostępu otwierającą wszystkie strefy obiektu. Nigdy wcześniej nie myślała o niej jak o czymś szczególnym. Teraz metaliczny sygnał czytnika brzmiał niemal jak ostrzeżenie.
Zjechały na poziom minus trzy.
Piwniczne archiwum znajdowało się za dwoma magazynami technicznymi. Rzadko przechowywano tam współczesne dokumenty — większość danych od lat była cyfrowa — lecz firma zachowywała część umów, protokołów i dokumentacji kadrowej w papierowej formie.
Korytarz był pusty.
— Monitoring? — szepnęła Lena.
— Jest.
— Kto ma dostęp?
— Ochrona i administracja.
— Czyli Salewski może dowiedzieć się, że tu byłyśmy?
— Jeżeli sprawdzi nagrania.
Lena popatrzyła na nią.
— Wspaniale.
Drzwi archiwum otworzyły się po przyłożeniu karty.
W środku pachniało papierem, kurzem i chłodnym betonem.
Marta zapaliła światło.
Setki pudeł stały na metalowych regałach.
Nie wiedziały, czego szukać.
Paweł powiedział tylko: „archiwum”.
— Może zostawił coś oznaczonego — powiedziała Lena.
Zaczęły przeglądać półki.
Po dziesięciu minutach Marta znalazła segregatory dotyczące kontroli wewnętrznych.
Po dwudziestu — nic podejrzanego.
Po trzydziestu Lena zaklęła cicho.
— Ktoś tu był niedawno.
Wskazała dolną półkę.
Na większości pudeł leżała warstwa kurzu. Cztery stojące obok siebie były czyste.
Jedno miało oznaczenie „REKRUTACJA 2021”.
Marta otworzyła je.
W środku nie było dokumentów rekrutacyjnych.
Były teczki pracowników.
Kilkadziesiąt.
Na każdej naklejono małą czerwoną kropkę.
Marta otworzyła pierwszą.
„Anna Majewska, specjalistka ds. rozliczeń.”
Na górze leżało wypowiedzenie.
Powód: „utrata zaufania i naruszenie procedur”.
Pod spodem znajdowała się kopia anonimowej skargi.
Anna oskarżała Radosława o zmuszanie pracowników do podpisywania pustych protokołów odbioru usług.
Marta poczuła ucisk w żołądku.
Druga teczka.
„Krzysztof Banach, analityk.”
Zwolniony trzy tygodnie po zgłoszeniu podejrzanych faktur.
Trzecia.
„Joanna Michalska, HR.”
Zwolniona po kwestionowaniu dyscyplinarnych wypowiedzeń.
Czwarta.
Piąta.
Szósta.
Ten sam schemat.
Lena przestała żartować.
— To nie jest mobbing jednego dyrektora.
— Wiem.
Na dnie pudełka znalazły kopertę.
Bez opisu.
W środku był pendrive i kartka zapisana odręcznie.
Marta rozpoznała pismo Pawła.
„Jeżeli ktoś to znalazł, oznacza to, że nie mogłem powiedzieć wszystkiego osobiście. Nie ufaj działowi prawnemu. Nie ufaj kadrom. Sprawdź Komitet Restrukturyzacyjny 17.”
Marta przeczytała zdanie dwukrotnie.
— Komitet Restrukturyzacyjny 17? — zapytała Lena.
— Nigdy o czymś takim nie słyszałam.
— W twojej własnej spółce?
— Tak.
Lena schowała pendrive do kieszeni.
— Nie uruchamiamy go na żadnym komputerze firmowym.
W tej samej chwili światło zgasło.
Obie zastygły.
Z korytarza dobiegł dźwięk zamykanych drzwi.
Potem kroki.
Marta poczuła, jak serce uderza jej mocniej.
Lena chwyciła ją za rękę i pociągnęła między regały.
Kroki zatrzymały się przed archiwum.
Ktoś przyłożył kartę.
Sygnał czytnika.
Drzwi się otworzyły.
Do środka wszedł mężczyzna.
Marta rozpoznała głos, zanim zobaczyła twarz.
— Wiedziałem, że przyjdzie pani tutaj.
Paweł.
Marta wyszła zza regału.
— Co się dzieje?
Paweł wyglądał fatalnie. Koszula była rozpięta przy szyi, twarz miał bladą.
— Nie mamy dużo czasu.
— Kto przerwał połączenie?
— Salewski wszedł do mojego pokoju. Musiałem odłożyć telefon.
— Wie, kim jestem?
Paweł zawahał się.
— Teraz już prawdopodobnie tak.
— Skąd?
— Kiedy pani wyszła, zapytał mnie, dlaczego tak na panią patrzyłem.
— Co powiedziałeś?
— Że przypomniała mi pani kogoś.
— Uwierzył?
— Nie.
Paweł otarł twarz.
— Pani Marto, to wszystko jest większe, niż pani myśli.
— Zacznij od początku.
Spojrzał na Lenę.
— Ona może słuchać?
— Tak.
Paweł skinął głową.
— Około dwóch lat temu zauważyłem faktury od kilku firm konsultingowych. Kwoty pojedynczo nie wyglądały niezwykle. Sto tysięcy. Dwieście. Czasem pół miliona. Problem polegał na tym, że firmy wystawiały rachunki za projekty, których nikt w działach operacyjnych nie pamiętał.
— Wisła Konsulting?
Paweł zbladł.
— Skąd pani zna tę nazwę?
Marta pokazała mu zdjęcie.
Patrzył na nie długo.
— Kto pani to wysłał?
— Myślałam, że ty.
— Nie.
Słowo zawisło w chłodnym pomieszczeniu.
— Więc kto? — zapytała Lena.
Paweł pokręcił głową.
— Nie wiem.
Marta poczuła nowy niepokój.
Ktoś inny obserwował sytuację.
Ktoś znał jej prywatny numer.
Ktoś posiadał dokumenty.
— Co to jest Komitet Restrukturyzacyjny 17?
Paweł opuścił wzrok.
— Nieformalna grupa dyrektorów. Spotykają się poza normalnym systemem zarządzania.
— Kto?
— Salewski. Dyrektor kadr, Marek Kozioł. Szefowa zakupów, Iwona Radecka. Dwóch regionalnych dyrektorów finansowych. I…
Urwał.
Marta wiedziała, co usłyszy.
— Tomasz.
Paweł powoli skinął głową.
Ból, którego się spodziewała, nie przyszedł.
Zamiast niego pojawiło się zimno.
— Jak długo?
— Nie wiem. Ja zobaczyłem pierwszy ślad dwa lata temu.
— Dlaczego nie przyszedłeś do mnie?
Paweł roześmiał się gorzko.
— Próbowałem.
Marta patrzyła na niego.
— Co?
— Trzy razy wysłałem raport do centrali. Za pierwszym razem dostałem odpowiedź, że sprawa została przekazana do weryfikacji. Za drugim wezwano mnie do kadr. Za trzecim Salewski pokazał mi wydruk mojego własnego maila i zapytał, czy naprawdę chcę ryzykować kredyt hipoteczny i przyszłość żony.
— Kto przekazał mu wiadomość?
— Nie wiem.
— Mój gabinet jej nie dostał.