Nie odpowiedziałam.
Pięć minut później zadzwoniła Lena.
Jej odebrałam.
— Babciu?
Mówiła szeptem.
— Jestem.
— Mama jest strasznie zła.
— Domyślam się.
— Powiedziała, że zrobiłaś to specjalnie.
Popatrzyłam na puste krzesło po drugiej stronie stołu.
Jeszcze rok wcześniej przy tym krześle siedział mój mąż Jan.
To on zawsze powtarzał:
„Ela, pomagaj ludziom, ale nie rozwiązuj za nich całego życia. Jak rozwiążesz za człowieka każdy problem, któregoś dnia uzna cię za część wyposażenia.”
Wtedy mnie to denerwowało.
Teraz oddałabym dużo, żeby móc powiedzieć mu, że miał rację.
— Lena — powiedziałam. — Czy wiedziałaś wcześniej, że babcia Danuta jedzie zamiast mnie?
Długa cisza.
— Od wczoraj.
— A tata?
— Tata wiedział wcześniej.
— Jak długo?
— Nie wiem.
Usłyszałam w tle głos Karoliny.
— Z kim ty rozmawiasz?
Lena szybko wyszeptała:
— Babciu, przepraszam.
Połączenie się urwało.
Następnego ranka obudził mnie dzwonek do drzwi.
Michał stał na klatce schodowej.
Sam.
Wyglądał, jakby przez całą noc nie spał.
— Mogę wejść?
— Po co?
— Mamo…
Pierwszy raz od lat nie odsunęłam się automatycznie, żeby zrobić mu miejsce.
— Powiedz tutaj.
Rozejrzał się po korytarzu.
— Nie będę rozmawiał na klatce.
— To wróć, kiedy będziesz gotowy rozmawiać.
Zobaczyłam coś w jego oczach.
Nie złość.
Strach.
— Hotel nie chciał nas przyjąć.
— Wiem.
— Wiesz?
— Ja go anulowałam.
— Wiem, że anulowałaś. Ale myślałem, że chociaż pierwszy nocleg…
— Michał, po co przyszedłeś?
Przetarł twarz dłonią.
— Karolina przesadziła.
Nie odpowiedziałam.
— Z tym tekstem o wieku. I z tym, żebyś wracała do domu.
— A z zabraniem mojego miejsca?
— Też.
— A z wizytą u notariusza?
Znieruchomiał.
To była odpowiedź.
— Skąd wiesz?
— Notariusz do mnie zadzwoniła.
Usiadł na schodach.
Po raz pierwszy zobaczyłam mojego czterdziestojednoletniego syna tak, jak widziałam go, kiedy miał dwanaście lat i stłukł szybę u sąsiada.
Tyle że tym razem nie chodziło o szybę.
— Chciałem ci powiedzieć.
— Kiedy?
— Po feriach.
Roześmiałam się.
Krótko.
Bez radości.
— Czyli najpierw miałam sfinansować wam urlop, z którego mnie wyrzuciliście, a po powrocie dowiedzieć się, że planujecie przejąć moje mieszkanie?
— Nikt nie chciał nic przejmować.
Wyciągnęłam telefon.
Pokazałam zdjęcie kartki.
Michał pobladł.
— Skąd to masz?
— Nie ma znaczenia.
— Mama Danuty nie miała tego pokazywać.
— Danuta?
— To znaczy…
Urwał.
— Michał, wejdziesz. Ale jeśli raz mnie okłamiesz, rozmowa się skończy.
Weszliśmy do kuchni.
Nie zaproponowałam kawy.
Usiadł.
Przez minutę przesuwał palcem po krawędzi stołu.
— Restauracja ma problemy.
— Wiem.
— Nie wiesz, jakie.
— Najwyraźniej.
— Po pandemii jakoś wyszliśmy na prostą, ale potem czynsz poszedł w górę. Energia. Produkty. Dwóch kucharzy odeszło. Wzięliśmy kredyt obrotowy.
— Ile?
— Sto osiemdziesiąt.
— Tysięcy?
Skinął głową.
— Potem Karolina pożyczyła od swojej mamy.
— Trzysta pięćdziesiąt.
Podniósł wzrok.
— Wiesz.
— Wiem to, co sami zapisaliście.
— To nie było naraz.
— Ile jesteście winni łącznie?
Nie odpowiedział.
— Michał.
— Około siedmiuset.
Przez moment naprawdę myślałam, że źle usłyszałam.
— Siedmiuset tysięcy?
— Z firmą Karoliny.
— A mnie ile jesteście winni?
— Tobie?
— Sześćdziesiąt tysięcy na remont. Trzydzieści na urząd skarbowy. Dwadzieścia pięć na samochód. Czterdzieści na lokal w zeszłym roku. Dwanaście na wakacje dzieci. Mam wymieniać?
— Przecież mówiłaś, że nie muszę oddawać.
— O niektórych kwotach. Nie o wszystkich.
Schował twarz w dłoniach.
— Mamo, to się wymknęło.
— Nie. To się nie wymknęło. Wy podejmowaliście kolejne decyzje.
— Próbowałem ratować firmę.
— Za moje pieniądze.
— Za nasze też.
— Za pieniądze Danuty.
— Tak.
— A na końcu za mieszkanie, którego jeszcze nie dostałeś.
— Nie chciałem go teraz sprzedawać.
— To po co notariusz?
Zacisnął szczękę.
— Danuta zaczęła naciskać.
— I słusznie.
Popatrzył na mnie zaskoczony.
— Mamo…
— Pożyczyła wam trzysta pięćdziesiąt tysięcy. Chce je odzyskać.
— Karolina powiedziała jej, że dostaniemy mieszkanie.
— Karolina?
Michał spuścił wzrok.
— Ja też.
W kuchni zrobiło się zupełnie cicho.
— Powiedziałeś komuś — zapytałam — że oddam wam mieszkanie warte ponad milion złotych?
— Że kiedyś będzie moje.
— Kiedyś?
— Jestem twoim jedynym synem.
To zdanie zabolało mnie bardziej niż słowa Karoliny na dworcu.
Nie dlatego, że było okrutne.
Dlatego, że Michał wypowiedział je jak oczywistość.
Jak równanie.
Matka ma majątek.
Syn jest jedynakiem.
Więc majątek jest przyszłą własnością syna.
Moje życie było dla niego okresem oczekiwania.
— Wyjdź — powiedziałam.
— Mamo…
— Wyjdź.
— Przyszedłem przeprosić.
— Nie. Przyszedłeś sprawdzić, ile wiem.
Zaczerwienił się.
— To nieprawda.
— To odpowiedz mi na jedno pytanie. Czy płaciliście kartą, którą dostałeś ode mnie, w firmie Karoliny?
Nie odezwał się.
Wstałam.
— Rozmowa skończona.
— Mamo, poczekaj.
— Raz mnie okłamiesz i kończymy. Pamiętasz?
— Ja nie kłamię.
— Więc odpowiedz.
— To było tylko kilka razy.
Poczułam, że serce zaczyna mi bić szybciej.
— Ile?