Bo nikt za mną nie pobiegł.

I właśnie dzięki temu pojechałam do domu.

Do własnego domu.

Otworzyłam własny komputer.

Weszłam na własne konto.

I pierwszy raz od bardzo dawna zrobiłam coś nie dlatego, że potrzebował tego Michał, Karolina albo ktokolwiek inny.

Zrobiłam to dlatego, że potrzebowałam tego ja.

Nacisnęłam „anuluj stałe zlecenie”.

Od tego jednego kliknięcia wszystko się zaczęło.

Nie od testamentu.

Nie od pieniędzy.

Nie od domu.

Od przypomnienia sobie, że moje życie nadal należy do mnie.