— Przyszedł do mnie, kiedy dowiedział się, że mam trochę pieniędzy po sprzedaży mieszkania po rozwodzie. Powiedział, że zna okazję inwestycyjną. Mieszkanie do kupienia taniej, remont i sprzedaż. Zgodziłam się wejść z nim w interes.
— I wtedy jeszcze ze sobą nie spaliście?
— Nie.
— Ale przede mną to ukrywałaś.
— On prosił.
Prawie prychnęłam.
— I oczywiście spełniłaś prośbę męża swojej najlepszej przyjaciółki.
Kamila otarła policzek.
— Potem zaczęliśmy spędzać więcej czasu razem.
— Nie interesuje mnie romantyczna chronologia zdrady. Interesują mnie pieniądze.
Pochyliłam się.
— Co kupiliście?
— Dwa mieszkania.
— Gdzie?
— Jedno na Krzykach. Drugie przy Odrze.
— Na kogo są zapisane?
— Na spółkę.
— Za ile?
Podała kwoty.
Szybko policzyłam.
Nie zgadzały się.
Brakowało niemal trzystu tysięcy.
— Gdzie jest reszta?
Kamila zmarszczyła brwi.
— Jaka reszta?
— Wasza spółka dostała więcej pieniędzy, niż kosztowały te nieruchomości.
— Nie wiem.
— Jesteś wspólniczką.
— Piotr prowadzi finanse.
To zdanie brzmiało tak samo niewiarygodnie, jak większość rzeczy, które mówiła.
Ale wtedy zrobiła coś, czego się nie spodziewałam.
Wyjęła telefon.
— Mogę ci coś pokazać.
Otworzyła aplikację pocztową.
Wyszukała wiadomość od Piotra.
Temat:
„Po sprzedaży — podział”.
Przesunęła ekran w moją stronę.
Piotr pisał, że po sprzedaży obu lokali ich wkład zostanie rozliczony, „a później, po zamknięciu spraw z M., będzie można działać już normalnie”.
— Co znaczy „zamknięciu spraw z M.”? — zapytałam.
— Myślałam, że rozwód.
— Myślałaś?
— Tak.
— A teraz?
Kamila patrzyła na ekran.
— Teraz nie jestem pewna.
W kolejnej wiadomości Piotr pisał:
„Najważniejsze, żeby do końca kwartału uporządkować jej aktywa. Potem wszystko będzie prostsze.”
Poczułam chłód.
— Kiedy to dostałaś?
— Trzy tygodnie temu.
— I nie zapytałaś, co znaczy „jej aktywa”?
— Powiedział, że chodzi o kwestie majątkowe przed rozwodem.
— Rozwodem, o którym ja nie wiedziałam.
Kamila zamknęła oczy.
— Tak.
Po raz pierwszy naprawdę zobaczyłam skalę jej wyboru.
Nie była niewinną kobietą oszukaną przez żonatego mężczyznę.
Wiedziała, że planuje odejść.
Wiedziała, że ukrywa przede mną inwestycje.
Akceptowała przelewy.
Jednocześnie wyglądało na to, że Piotr nie powiedział jej wszystkiego.
— Wyślij mi te wiadomości.
— Piotr mnie zabije.
— Nie przesadzaj.
— W przenośni.
— Sama zdecyduj, czego boisz się bardziej: jego złości czy odpowiedzialności za pieniądze, które przechodziły przez twoją firmę.
Pięć minut później miałam kopie korespondencji.
Na odchodne Kamila zatrzymała mnie.
— Marta.
Odwróciłam się.
— Jest jeszcze jedna rzecz.
Czekałam.
— Piotr kilka razy pytał mnie, czy znam kogoś, kto kupuje mieszkania za gotówkę, bez kredytu.
— Po co?
— Mówił o waszym mieszkaniu.
Znieruchomiałam.
Nasze mieszkanie w centrum było warte prawie dwa miliony.
Kupiliśmy je po ślubie, ale wkład własny — sześćset tysięcy — pochodził z mojego majątku sprzed małżeństwa.
— Chciał je sprzedać?
— Powiedział, że może być taka potrzeba.
— Kiedy?
— Miesiąc temu.
— I nic mi nie powiedziałaś.
Kamila spuściła głowę.
— Nie.
— Dlaczego mówisz teraz?
Jej odpowiedź była cicha.
— Bo dzisiaj rano zrozumiałam, że on kłamał również mnie.
*
Następnego dnia pojechałam z Anną do notariusza, u którego pięć lat wcześniej podpisywaliśmy akt zakupu mieszkania.
Nie dlatego, że coś podejrzewałyśmy w kancelarii. Chciałyśmy zgromadzić dokumentację dotyczącą źródła wkładu własnego.
Notariusz, mecenas Marek Rogalski, pamiętał transakcję.
— Pani rodzice wcześniej przekazali pani środki, prawda?
— Częściowo. Reszta pochodziła ze sprzedaży mojego poprzedniego mieszkania.
— Wszystko powinno być w dokumentach.
Jego asystentka przyniosła archiwalną teczkę.
Marek przejrzał ją.
Nagle zatrzymał się.
— A to ciekawe.
Serce przyspieszyło.
— Co?
Wyjął kopię pisma.
— Trzy miesiące temu ktoś pytał o możliwość uzyskania odpisu aktu.
— Kto?
Odwrócił kartkę.
— Pani mąż.
To samo w sobie nie było nielegalne.
Piotr był stroną aktu.
Ale data pasowała do początku większych przelewów.
— Czy dostał?
— Oczywiście. Miał prawo.
Anna zapytała:
— Czy pytał o coś jeszcze?
Notariusz zastanowił się.
— O procedurę sprzedaży udziału.
Spojrzałam na niego.
— Jakiego udziału?
— W mieszkaniu.
— Nie mógł sprzedać całego bez mojej zgody.
— Nie. Pytał hipotetycznie, czy małżonek może rozporządzić swoim udziałem po ustaniu wspólności.
Anna od razu zrozumiała.
— Czy wspominał o intercyzie?
Marek spojrzał na mnie.
— Tak.
Zrobiło mi się słabo.
Nigdy nie podpisywaliśmy intercyzy.
— Co dokładnie powiedział?
— Pytał, jak wyglądałaby sytuacja, gdyby rozdzielność majątkowa została ustanowiona z wcześniejszą datą na podstawie orzeczenia sądu.
Anna zmarszczyła brwi.
— Rozdzielność z datą wsteczną jest możliwa tylko w określonych okolicznościach.
— Wiem — powiedział Marek. — Dlatego uznałem pytanie za dość szczególne.
W samochodzie Anna długo milczała.
— Co on próbował zrobić? — zapytałam.
— Jeszcze nie wiem.
— Ale?
— Ale wygląda na to, że nie przygotowywał zwykłego rozwodu. Przygotowywał sytuację, w której mógłby przedstawić wasze finanse jako już faktycznie rozdzielone albo wykazać, że samodzielnie zarządzałaś majątkiem w sposób uzasadniający określone roszczenia.
— To absurd.