To zdanie zabrzmiało w mieszkaniu wyjątkowo głośno.

Michał spojrzał na nią.

— Czego chciałem?

Karolina od razu pożałowała słów.

— Michał…

— Powiedz.

Milczała.

— Syna?

Spuściła wzrok.

To wystarczyło.

Michał cofnął się, jakby zobaczył własne odbicie.

To on dał jej broń.

On przez lata mówił, że nazwisko Wrońskich „powinno przetrwać”.

On żartował przy znajomych, że po dwóch córkach „może kiedyś uda mu się syn”.

On pozwalał matce mówić rzeczy, które raniły Annę.

On sprawił, że Karolina wiedziała dokładnie, jaką historię powinien usłyszeć, żeby przestał zadawać pytania.

— Wiedziałaś — powiedział cicho. — Wiedziałaś, że jeśli powiesz „chłopiec”, połknę wszystko.

— To nie tak.

— Dokładnie tak.

Karolina zaczęła płakać.

— Bałam się. Tomek nie chciał dziecka.

Michał zmarszczył brwi.

— Twierdził dziś, że chciał, żebyś powiedziała prawdę.

— Bo teraz chce wyglądać dobrze.

— A ty?

— Ja próbuję ocalić nas.

Michał usiadł.

— Nie ma „nas”.

— A jeśli test pokaże, że to twoje dziecko?

— Wtedy będziemy rodzicami tego dziecka. Nie parą.

Karolina patrzyła na niego przez dłuższą chwilę.

Potem jej twarz stwardniała.

— Myślisz, że Anna cię przyjmie?

Pytanie trafiło tam, gdzie miało.

Michał nic nie odpowiedział.

— Bo właśnie o tym myślisz, prawda? — ciągnęła. — Nagle przypomniałeś sobie o żonie i córkach.

— Anna nie jest już moją żoną.

— Właśnie. Podpisała papiery. Odeszła. A ty teraz próbujesz zrobić z siebie skruszonego ojca.

— Wyjdź.

— Michał—

— Wyjdź.

Karolina chwyciła walizkę.

Przy drzwiach odwróciła się.

— Za kilka tygodni będziemy mieli wynik. Jeśli okaże się, że to twój syn, będziesz żałował, że potraktowałeś mnie w ten sposób.

Michał spojrzał na nią.

— Jeśli okaże się moim dzieckiem, jedyne, czego będę żałował, to że od początku nie wiedziałem prawdy.

Drzwi się zamknęły.

*

Anna przez pierwsze dni po rozwodzie mieszkała z córkami u siostry Marty w Gdańsku.

Marta zajmowała niewielki dom w Oliwie, odziedziczony po ich babci. Było ciasno, ale spokojnie.

Pierwszej nocy Lena zasnęła niemal natychmiast.

Zuzanna siedziała długo przy oknie.

— Tęsknisz za tatą? — zapytała Anna.

Dziewczynka wzruszyła ramionami.

— Nie wiem.

Anna usiadła obok.

— Można jednocześnie tęsknić za kimś i być na niego złym.

Zuzanna skubała nitkę na rękawie.

— Myślisz, że on wolał tego chłopca od nas?

Anna poczuła ból.

Przez całe miesiące robiła wszystko, by nie obciążać dzieci konfliktem dorosłych.

Ale były już wystarczająco duże, żeby widzieć.

— Myślę, że tata przez jakiś czas bardzo źle rozumiał, co jest ważne.

— To znaczy tak.

— To znaczy, że popełnił błędy.

— Mama.

Zuzanna spojrzała na nią poważnie.

— Nie musisz go bronić.

Anna zamilkła.

Córka miała rację.

Przez lata osłaniała Michała nawet przed konsekwencjami jego własnych zachowań.

Przed dziećmi.

Przed jego rodzicami.

Przed nim samym.

— Nie będę — obiecała.

Następnego dnia Michał zadzwonił.

Anna odebrała.

— Chciałbym porozmawiać z dziewczynkami.

— Zapytam, czy chcą.

To słowo — „chcą” — zabolało go, ale nie zaprotestował.

Lena zgodziła się pierwsza.

Rozmawiała z nim siedem minut.

O szkole.

O morzu.

O tym, że ciocia Marta ma psa, który chrapie.

Zuzanna odmówiła.

Michał nie naciskał.

Zaczął dzwonić codziennie o tej samej porze.

Nie zawsze dziewczynki odbierały.

Nie zawsze chciały rozmawiać.

Ale telefon dzwonił.

Po tygodniu Zuzanna odebrała.

— Cześć.

— Cześć.

— Mama mówi, że dzwonisz codziennie.

— Tak.

— Dlaczego teraz?

Pytanie było bezpośrednie.

Michał nie uciekł.

— Bo wcześniej zachowywałem się jak idiota.

— Mama mówi, żeby ludzi nie wyzywać.

Mimo wszystko uśmiechnął się.

— Ma rację. Powinienem powiedzieć: zachowywałem się źle.

— Przez Karolinę?

Mógł powiedzieć „tak”.

Byłoby łatwo.

Mógł zrzucić wszystko na kobietę, która go okłamała.

Ale przypomniał sobie słowa Anny.

Karolina wiedziała, czego chciał.

— Nie tylko przez nią — powiedział. — Przede wszystkim przeze mnie.

Zuzanna milczała.

— Będziesz miał tego syna?

— Nie wiem, czy dziecko jest moje.

— A jeśli jest?

Michał zacisnął palce na telefonie.

— Wtedy będę jego tatą.

— I znowu nas zostawisz?

Przez moment nie był w stanie mówić.

— Nie.

— Już raz mówiłeś różne rzeczy.

— Wiem.

— To skąd mam wiedzieć?

— Nie wiesz. Będę musiał ci pokazać.

To była pierwsza rozmowa od miesięcy, po której Zuzanna powiedziała:

— Pa, tato.

Jedno słowo.

Ale dla Michała znaczyło więcej niż wszystkie gratulacje dotyczące syna.

*

Problemy w firmie zaczęły się tydzień później.

Tomasz zjawił się w gabinecie Henryka punktualnie o dziewiątej.

Michał również tam był.

Nie jako zdradzony partner.

Jako wiceprezes odpowiedzialny za projekt, którym Tomasz kierował.

Henryk usiadł za biurkiem.

— Sprawy osobiste zostają za drzwiami.

Tomasz skinął głową.

Michał nie odpowiedział.

Przez godzinę analizowali harmonogram budowy centrum logistycznego.

Tomasz znał projekt doskonale.

Nie było podstaw, żeby usuwać go ze stanowiska.

Michał nienawidził tego.

Ale wiedział, że ojciec ma rację.

Kiedy spotkanie dobiegło końca, Henryk wyszedł.

Tomasz został.

— Michał…

— Jeśli to dotyczy Karoliny, nie chcę rozmawiać.

— Dotyczy ciebie.

Michał podniósł wzrok.