— Przez miesiące opowiadałeś mi, że twoje małżeństwo od dawna nie istnieje. Że Anna cię nie rozumie. Że jesteś z nią tylko przez córki. Powiedziałeś mi, że marzysz o synu. Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, bałam się powiedzieć prawdę.
— Więc skłamałaś.
— Tak.
— A później?
— Później wszystko zaczęło się układać.
— Dla kogo?
Nie odpowiedziała.
Michał nagle zrozumiał.
Dla niej.
Dla Karoliny wszystko układało się znakomicie.
Bogata rodzina.
Mężczyzna z wysokim stanowiskiem.
Apartament.
Rodzice, którzy marzyli o wnuku.
Nazwisko, które otwierało wiele drzwi.
Tomasz był kierownikiem projektu w jednej z firm współpracujących z Wrońskimi. Dobrze zarabiał, ale nie miał ani majątku, ani pozycji Michała.
I nagle bardzo dużo elementów zaczęło do siebie pasować.
— Czy Tomasz wiedział, że zamierzasz powiedzieć, że dziecko jest moje?
Karolina spojrzała na telefon.
— Nie na początku.
Tomasz odezwał się natychmiast:
— Kłamie.
Karolina zbladła.
— Zamknij się.
— Mam wiadomości.
W gabinecie znów zapadła cisza.
— Jakie wiadomości? — zapytał Michał.
Tomasz przez moment się wahał.
— Pisała do mnie, kiedy dostała pierwszy wynik. Wiedziała, że ciąża może być moja. Potem napisała, że pojawiłeś się ty i że… że może tak będzie lepiej.
Henryk odwrócił się powoli w stronę Karoliny.
— Lepiej?
Telefon zatrzeszczał.
Tomasz kontynuował:
— Powiedziałem, żeby powiedziała prawdę.
— Ale nie powiedziałeś jej Michałowi — rzuciła Joanna.
— Nie.
— Byłeś jego przyjacielem.
— Wiem.
Michał nie chciał już słuchać.
— Przyjedź jutro do biura.
— Po co?
— Jesteś kierownikiem projektu na inwestycji naszej firmy. Musimy ustalić, czy potrafię jeszcze z tobą pracować.
Henryk natychmiast zareagował:
— Nie mieszaj spraw osobistych z firmą.
Michał spojrzał na ojca.
Jeszcze rano bez wahania zgodziłby się z tym zdaniem.
Teraz usłyszał w nim coś bardzo znajomego.
Rodzina Wrońskich od lat potrafiła oddzielać uczucia od interesów, ludzi od nazwiska, córki od „następcy”.
— Właśnie przez całe życie wszystko oddzielaliśmy — powiedział. — Może dlatego dziś stoimy tutaj.
Odwrócił się do Karoliny.
— Chcę testu ojcostwa, kiedy będzie można go wykonać bezpiecznie.
— A jeśli dziecko jest twoje?
Michał nie odpowiedział od razu.
To było pytanie, którego kilka godzin wcześniej w ogóle by sobie nie zadawał.
Jeśli dziecko rzeczywiście było jego, nadal pozostawało jego dzieckiem.
Niezależnie od kłamstw matki.
Niezależnie od tego, czy było chłopcem.
I wtedy po raz pierwszy zauważył absurd sytuacji.
Jeszcze tego ranka powiedział Annie, że „przynajmniej coś dobrego” wynikło z rozwodu, ponieważ będzie miał syna.
Jakby Zuzanna i Lena były czymś gorszym.
Spojrzał Karolinie prosto w oczy.
— Jeśli jest moje, będę jego ojcem. Ale to nie oznacza, że będziemy razem.
Karolina przestała płakać.
— Co?
— Koniec.
— Nie możesz tak po prostu—
— Mogę. Dzisiaj przekonałem się, jak łatwo można zakończyć jedenastoletnie małżeństwo kilkoma podpisami. Naszego związku nie trzeba nawet rozwodzić.
— Michał, zrobiłam to, bo cię kochałam.
— Nie. Zrobiłaś to, bo wybrałaś dla swojego dziecka ojca, który bardziej ci odpowiadał.
Karolina otworzyła usta, ale nic nie powiedziała.
Michał wyszedł.
*
Tego wieczoru apartament w centrum Poznania wyglądał inaczej niż poprzedniego dnia.
Nie zmienił się ani jeden mebel.
Te same skórzane krzesła.
Ta sama szara kanapa.
Ten sam ekspres do kawy, który wybrał z Karoliną dwa tygodnie wcześniej.
A jednak mieszkanie sprawiało wrażenie dekoracji przygotowanej do przedstawienia, które właśnie odwołano.
W sypialni wisiały ubrania Karoliny.
Na komodzie stało zdjęcie z ich weekendu w Sopocie.
Na półce leżał katalog wózków dziecięcych.
Michał wyjął z lodówki wodę i usiadł w ciemności.
Telefon zawibrował.
Matka.
Nie odebrał.
Potem ojciec.
Następnie Joanna.
Później Karolina.
W końcu wiadomość od Zuzanny.
„Doleciałyśmy.”
Jedno słowo sprawiło, że wyprostował się natychmiast.
Napisał:
„Dziękuję, że dałaś znać. Kocham was.”
Patrzył długo na ekran.
Odpowiedzi nie było.
Nie miał prawa jej wymagać.
Otworzył galerię zdjęć.
Przewijał fotografie córek.
Zuzanna z aparatem ortodontycznym.
Lena bez przedniego zęba.
Wspólne wakacje w Zakopanem.
Pierwszy dzień szkoły.
Urodziny.
Zdjęcie z przedstawienia, na którym nie był, bo Karolina poprosiła go wtedy o pomoc przy przeprowadzce.
Zatrzymał palec.
Data fotografii.
Ta sama noc, którą pamiętał bardzo dobrze.
Anna napisała mu wtedy: „Zuzia pytała o ciebie do ostatniej chwili”.
Odpisał: „Nie mogłem.”
Mógł.
Po prostu wybrał coś innego.
Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
Karolina.
Nie chciał otwierać.
Zapukała mocniej.
— Wiem, że jesteś!
Po chwili usłyszał:
— Michał, proszę.
Otworzył.
Stała z walizką.
— Co robisz?
— Nie mam gdzie jechać.
— Masz mieszkanie.
— Wynajęłam je.
— W takim razie hotel.
Spojrzała na niego z niedowierzaniem.
— Wyrzucasz ciężarną kobietę na ulicę?
— Nie. Mówię dorosłej kobiecie, która ma pieniądze, samochód i rodzinę, że nie może mieszkać w moim domu.
— To również miał być mój dom.
— Miał.
Karolina weszła mimo niego.
— Nie zamierzam pozwolić, żeby jeden błąd zniszczył wszystko.
— Jeden?
— Tak, jeden. Spałam z Tomaszem, zanim byliśmy razem.
— I przez kolejne miesiące kłamałaś o ojcostwie.
— Bo wiedziałam, czego chcesz!