Michał zamknął oczy.
Przypomniał sobie jej słowa z gabinetu mediatora.
Nigdy nie odrzuca się własnych dzieci dla czegoś, czego jeszcze nawet nie sprawdziłeś.
— Zabierasz dziewczynki?
— Zgodnie z ugodą mam prawo zdecydować o miejscu ich pobytu podczas mojego czasu opieki. Ty sam właśnie podpisałeś zgodę na wyjazd.
Wtedy sobie przypomniał.
Dokument.
Jeden z kilku.
Anna kilka tygodni wcześniej powiedziała, że planuje dłuższy pobyt u swojej siostry w Gdańsku, później być może wyjazd służbowy do Pragi. Michał podpisał zgodę niemal bez czytania.
— Dokąd lecicie?
— Na razie do mojej siostry.
— Anna, zaczekaj.
— Na co?
Nie miał odpowiedzi.
Na wynik badania?
Na przeprosiny?
Na to, żeby pozwoliła mu wrócić do roli ojca po kilku miesiącach zachowywania się tak, jakby ojcostwo można było zawiesić?
— Dokument, który mi wysłałaś…
— Zobaczyłeś.
Nie było to pytanie.
— Wiedziałaś o Tomaszu?
— Wiedziałam, że jego nazwisko było w formularzu.
— Dlaczego nic nie powiedziałaś wcześniej?
Anna długo milczała.
— Próbowałam.
Michał przełknął ślinę.
— Mogłaś przyjść i powiedzieć mi prosto w twarz.
— Tak jak ty przyszedłeś do mnie i powiedziałeś prosto w twarz, że zdradzasz mnie z Karoliną?
To uciszyło go skuteczniej niż krzyk.
— Anka…
— Nie chcę się kłócić. Naprawdę nie chcę. Ten etap mojego życia właśnie się skończył.
— Lekarz twierdzi, że ciąża jest starsza.
— Rozumiem.
— Karolina mówi, że nie wie, kto jest ojcem.
Po drugiej stronie rozległ się tylko spokojny oddech.
Michał oczekiwał triumfu.
„A nie mówiłam?”
Drwiny.
Satysfakcji.
Nie dostał niczego.
— Przykro mi — odpowiedziała Anna.
To było gorsze.
— Przykro ci?
— Nie z powodu Karoliny. Z powodu tego, co zrobiłeś, wierząc, że dziecko jest chłopcem i że dzięki temu zaczynasz „prawdziwe życie”.
Michał poczuł pieczenie w gardle.
— Chcę porozmawiać z dziewczynkami.
— Są obok.
Usłyszał szelest.
Po chwili odezwała się Zuzanna.
— Halo?
— Cześć, skarbie.
— Cześć.
Nie „tato”.
Tylko „cześć”.
— Dokąd lecicie?
— Mama powiedziała, że najpierw do cioci Marty.
— Będziesz do mnie dzwoniła?
Dziewczynka zamilkła.
— Ty wcześniej nie dzwoniłeś.
Te cztery słowa przecięły go głębiej niż wszystko, co wydarzyło się w gabinecie.
— Wiem.
— Musimy iść.
— Zuzia…
— Pa.
Połączenie się zakończyło.
Michał stał nieruchomo.
Joanna oparła się o ścianę kilka kroków dalej.
— Odleciały?
— Jeszcze nie.
— To jedź na lotnisko.
Spojrzał na siostrę.
— Po co?
— Żeby je zatrzymać.
— A potem?
Joanna nie odpowiedziała.
— Mam powiedzieć córkom, żeby zostały, bo dziecko Karoliny może nie być moje? Mam je przywieźć z powrotem jako plan awaryjny?
Siostra pobladła.
Michał schował telefon.
— Nie.
Wrócił do gabinetu.
Karolina siedziała sama. Jego rodzice stali przy oknie.
Lekarz wyszedł.
— Gdzie Tomasz? — zapytał Michał.
— Nie wiem.
— Spróbuj jeszcze raz.
— Naprawdę nie wiem.
— Kiedy ostatni raz z nim rozmawiałaś?
— Kilka tygodni temu.
— Przede mną?
— Tak.
— Po tym, jak powiedziałaś mi, że dziecko jest moje?
Karolina nie odpowiedziała.
Michał skinął głową.
— Zadzwoń.
— Michał…
— Teraz.
— Nie będziesz mi rozkazywał.
Po raz pierwszy odezwał się Henryk.
— Zadzwoń do niego.
Karolina spojrzała na starszego mężczyznę.
Henryk nie podniósł głosu.
Nie musiał.
Przez trzydzieści lat prowadzenia firmy nauczył się mówić w sposób, po którym ludzie wiedzieli, że dyskusja dobiegła końca.
Karolina wyjęła telefon.
Wybrała numer.
Włączyła głośnik.
Pierwszy sygnał.
Drugi.
Trzeci.
Tomasz odebrał.
— Karolina?
Sam ton jego głosu wystarczył.
Nie brzmiał jak człowiek zaskoczony telefonem od przypadkowej znajomej.
Brzmiał jak ktoś czekający.
— Tomek… jestem z Michałem.
Cisza.
Michał zamknął oczy.
Tomasz powiedział tylko:
— Rozumiem.
— Nie — odezwał się Michał. — Nie rozumiesz. Przyjedź.
— Michał…
— Czy spałeś z Karoliną?
Joanna odwróciła wzrok.
Barbara płakała bezgłośnie.
Po drugiej stronie telefonu zapadła cisza.
— Tak — powiedział Tomasz.
Michał poczuł dziwną ulgę.
Najgorsze podejrzenie zostało nazwane.
Teraz przynajmniej nie trzeba było udawać.
— Kiedy?
— To nie jest rozmowa przez telefon.
— Miesiąc.
Tomasz westchnął.
— Styczeń. I początek lutego.
Karolina zamknęła oczy.
Lekarz powiedział, że wiek ciąży wskazywał właśnie na ten okres.
— Wiedziałeś, że jest w ciąży?
— Tak.
Michał poczuł, że ziemia znowu usuwa mu się spod nóg.
— Od kiedy?
— Od lutego.
— A więc wiedziałeś, zanim ja w ogóle zacząłem się z nią spotykać.
Tomasz milczał.
— Odpowiedz.
— Tak.
Henryk uderzył otwartą dłonią w parapet.
Barbara aż drgnęła.
Michał mówił teraz bardzo spokojnie.
— I pozwoliłeś jej powiedzieć mi, że jestem ojcem.
— To nie było takie proste.
— To zawsze jest zdanie ludzi, którzy robią coś podłego.
Karolina zerwała się.
— Przestań udawać ofiarę!
Wszyscy spojrzeli na nią.
Jej twarz była mokra od łez, ale nie wyglądała już na przestraszoną.
Wyglądała na wściekłą.