Czułam mdłości.
— A drugi podpis?
Spojrzał na mnie.
— Nie pochodził z tego samego źródła.
— Skąd pan wie?
— Bo kiedy Henryk poprosił mnie o rozszerzenie zabezpieczenia, odmówiłem.
— Nagle dostał pan sumienia?
Nie zaprzeczył.
— Bałem się.
— Czego?
— Elżbieta przed śmiercią zagroziła, że ujawni stare sprawy. Wiedziałem, że jeśli drugi raz zrobimy coś podobnego, wszystko może wrócić.
— A pierwszym razem jakoś panu to nie przeszkadzało.
— Nie mam usprawiedliwienia.
— Kto podpisał aneks?
— Nie wiem. Ale wiem, kto dostarczył go do dokumentacji.
Czekałam.
— Paweł.
Całe ciało zesztywniało.
— Mój brat?
— Tak.
— Twierdził, że nie wiedział o mieszkaniu.
Dariusz pokręcił głową.
— Dostarczył kopertę osobiście.
— Czy wiedział, co jest w środku?
— Nie mogę tego potwierdzić.
— Ale pan może?
— Tak.
— I zaakceptował pan dokument?
— Przeszedł przez innego pośrednika. Ja zobaczyłem kopię później.
— Dlaczego nic pan nie zrobił?
Spojrzał na swoje dłonie.
— Bo wtedy samo ujawnienie pierwszego dokumentu pogrążyłoby również mnie.
Poczułam gorzki śmiech w gardle.
Każdy w tej historii miał dokładnie ten sam powód.
Milczenie chroniło ich przed konsekwencjami.
Do momentu, kiedy konsekwencje spadły na mnie.
*
Po spotkaniu zadzwoniłam do Pawła.
— Przyjedź do kancelarii.
— Co się stało?
— Przyjedź.
Pojawił się czterdzieści minut później.
Kiedy zobaczył Dariusza, zatrzymał się w drzwiach.
— Co on tu robi?
— Powiedział, że to ty dostarczyłeś aneks z moim mieszkaniem.
Paweł pobladł.
— Co?
— Kopertę.
— Tak, zaniosłem kopertę.
— Co było w środku?
— Nie wiem.
— Nie otworzyłeś?
— Tata powiedział, że to dokumenty dotyczące zabezpieczenia sprzętu.
— I znowu nie sprawdziłeś.
— Nie.
— Dlaczego?
Krzyknęłam pierwszy raz od początku całej sprawy.
— DLACZEGO, PAWLE?
Cofnął się.
— Bo mu ufałem!
— A mnie?
Milczenie.
— Mnie ufałeś na tyle, żeby wziąć moje pieniądze. Moje nazwisko. Moje bezpieczeństwo. Ale nie na tyle, żeby zadzwonić i zapytać, czy wiem, co się dzieje?
— Masz rację.
— Nie chcę mieć racji!
Głos mi się załamał.
— Chciałam mieć brata.
Paweł usiadł.
Patrzył w podłogę.
— Wiem.
— Nie, nie wiesz.
— Wiem więcej, niż myślisz.
Wyjął telefon.
— Wczoraj znalazłem starą wiadomość głosową od mamy.
Spojrzałam na niego.
— Jaką?
— Nagranie z mojego starego telefonu. Zostało w kopii zapasowej.
Włączył.
Usłyszałam głos mamy.
Słabszy niż go pamiętałam.
„Paweł, proszę cię, nie pozwól ojcu wciągnąć Marty w twoje sprawy. Ona już za dużo bierze na siebie. Jeśli firma nie daje sobie rady, musicie znaleźć inne rozwiązanie. Nie jej kosztem.”
Nagranie trwało dwadzieścia kilka sekund.
Paweł zatrzymał.
— Kiedy to było?
— Osiem miesięcy przed jej śmiercią.
Patrzyłam na niego.
— Czyli wiedziałeś.
— Wiedziałem, że mama nie chce, żebyś pomagała firmie.
— To jeszcze gorzej.
— Tak.
Nie próbował się bronić.
I chyba właśnie dlatego nie potrafiłam go nienawidzić tak łatwo, jak chciałam.
— Po jej śmierci tata powiedział, że mama przesadzała. Że ty kiedyś zrozumiesz, że rodzina musi dzielić ryzyko.
— A ty chciałeś w to wierzyć.
— Tak.
— Dlaczego?
Popatrzył na mnie z oczami pełnymi łez.
— Bo gdybym przestał wierzyć jemu, musiałbym przyznać, że zmarnowałem piętnaście lat, próbując stać się człowiekiem, którym chciał, żebym był.
*
Ojciec zgodził się na spotkanie dopiero wtedy, kiedy Tomasz poinformował jego pełnomocnika, że posiadamy korespondencję, archiwalne dokumenty matki oraz materiał dotyczący Dariusza Kaczmarka.
Przyszedł do kancelarii dwa dni później.
Sam.
Wyglądał starzej.
Usiadł naprzeciwko mnie.
Paweł był obok.
— Więc to ma być sąd rodzinny? — zapytał ojciec.
— Nie — powiedziałam. — Po prostu ostatnia rozmowa, w której nie możesz zmienić tematu.
Tomasz położył przed nim kopię wiadomości.
„Marta nie zgodzi się, jeśli zapytamy.”
Ojciec nawet na nią nie spojrzał.
— Znasz to?
— Tak.
— Czyli wiedziałeś, że nie wyraziłam zgody.
— Wiedziałem, że będziesz protestować.
— To samo.
— Nie.
— Dla normalnych ludzi tak.
— Marta—
— Gdzie są czterdzieści dwa tysiące?
Milczał.
— Powiedz.
W końcu odchylił się.
— Spłaciłem zaległość Pawła.
Paweł zamknął oczy.
— Jaką zaległość? — zapytał.
— Podatkową.
— Nigdy mi nie powiedziałeś.
— Bo ją załatwiłem.
Paweł zaśmiał się gorzko.
— Oczywiście.
Ojciec spojrzał na niego ostro.
— Nie udawaj niewinnego. Ratowałem ciebie.
— Nie. Utrzymywałeś mnie w przekonaniu, że wszystko działa.
— Bo nie umiałeś sam.
Paweł pobladł.
Przez chwilę myślałam, że odpowie krzykiem.
Nie zrobił tego.
— Może — powiedział. — Ale gdybym dziesięć lat temu raz upadł, nauczyłbym się wstawać. Ty nigdy mi nie pozwoliłeś.
Ojciec patrzył na niego, jakby słuchał obcego języka.
— Zrobiłem dla ciebie wszystko.
— Właśnie.
Jedno słowo.
Wystarczyło.
Odwróciłam się do ojca.
— A mieszkanie?
— Firma potrzebowała zabezpieczenia.
— Kto podpisał aneks?
Nie odpowiedział.
— Ty?
Milczał.
— Kto?
Jego wzrok przesunął się na Pawła.
Paweł zesztywniał.
— Nie patrz na mnie.
— Sam przyniosłeś dokumenty.
— Bo powiedziałeś, że są legalne.