— Co odkryłeś?
— Że twój narzeczony miał długi. Duże. I ludzi, którzy chcieli odzyskać pieniądze.
— Ile?
— Prawie dwa miliony.
— Skąd?
— Hazard, nieudane inwestycje, chwilówki dla firm. Wszystko.
To nie Damian był hazardzistą.
Marcin nim był.
— Więc przerzucił swoją historię na ciebie.
Damian uśmiechnął się gorzko.
— To jego ulubiona metoda.
— Dlaczego ojciec mi nie powiedział?
— Chciał mieć dowody.
— A potem umarł.
— Tak.
— Czy Marcin miał z tym coś wspólnego?
Damian spojrzał mi w oczy.
— Nie znalazłem żadnego dowodu.
To nie było uspokajające.
— Co jest na pendrivie?
— Wszystko, co zebrałem wtedy. I wszystko, co zbierałem przez ostatnie pół roku.
— Pracowałeś z Marcinem.
— Udawałem.
— Spółka jest na ciebie.
— Bo chciał słupa.
— Pieniądze też przyjmowałeś.
— I dlatego możesz mnie znienawidzić. Ale dzięki temu mogłem śledzić przepływy.
— Mogłeś przyjść do mnie.
— Nie wiedziałem, komu w twojej firmie można ufać.
To zdanie zatrzymało mnie.
— Co masz na myśli?
Damian pochylił się.
— Marcin nie zrobił tego sam.
— Rutkowski.
— On przygotowywał dokumenty. Ale ktoś w Arvenie zatwierdzał transakcje.
— Kto?
— Twój dyrektor finansowy.
Nie chciałam uwierzyć.
— Krzysztof?
Krzysztof Maj.
Pracował z moim ojcem.
Był na jego pogrzebie.
Po śmierci ojca trzymał mnie za ramię i powiedział: „Teraz pilnujemy firmy dla ciebie”.
Damian skinął głową.
— Krzysztof Maj.
Pendrive zawierał nagrania.
Pierwsze pochodziło sprzed czterech miesięcy.
Marcin i Krzysztof siedzieli w samochodzie.
Głos Marcina:
— Po rozwodzie Alicja będzie zajęta sobą. Wtedy przenosimy resztę.
Krzysztof:
— Musimy mieć podpis.
Marcin:
— Rutkowski zrobi podpis.
Kolejne nagranie.
— A dziewczyna?
— Natalia nic nie rozumie. Powiemy jej, że to zabezpieczenie dziecka.
Trzecie.
— Jeśli Alicja zacznie grzebać?
Długa cisza.
Potem głos Krzysztofa:
— To samo co z jej ojcem.
Wyłączyłam nagranie.
Nie mogłam oddychać.
Damian natychmiast powiedział:
— Nie wiem, co to znaczy.
— Ja też nie.
Ale oboje wiedzieliśmy, że to kłamstwo.
Rozumieliśmy aż za dobrze.
Policja zatrzymała Krzysztofa jeszcze tego samego wieczoru.
Rutkowskiego znaleziono następnego dnia w pensjonacie pod Radomiem.
Marcin nadal się ukrywał.
Podczas przesłuchania Krzysztof zaprzeczał wszystkiemu.
Dopóki nie usłyszał nagrania.
Wtedy poprosił o adwokata.
Dopiero następnego ranka zaczął mówić.
Nie zamordowali mojego ojca.
Przynajmniej nie znaleziono na to dowodu.
Prawda była inna, choć również bolesna.
Ojciec odkrył, że Krzysztof wyprowadzał pieniądze z jednej ze spółek zależnych. Zamierzał go zwolnić i zawiadomić organy ścigania.
W dniu śmierci doszło między nimi do gwałtownej kłótni.
Ojciec źle się poczuł.
Krzysztof wyszedł.
Nie wezwał pomocy.
Przez dwadzieścia siedem minut.
Kiedy sekretarka znalazła ojca, było za późno.
Krzysztof przez sześć lat żył z wiedzą, że być może te dwadzieścia siedem minut zdecydowało o wszystkim.
Marcin poznał jego tajemnicę.
I wykorzystał ją.
Szantażował go.
Tak powstało ich partnerstwo.
Nie z przyjaźni.
Ze strachu i chciwości.
Marcin dostał dostęp do firmy.
Krzysztof dostał gwarancję milczenia.
A kiedy pojawiła się Natalia i ciąża, Marcin postanowił przyspieszyć plan.
Chciał rozwodu.
Chciał pieniędzy.
Chciał Arveny.
I najwyraźniej wierzył, że mnie również można będzie po prostu usunąć z drogi.
Tydzień po scenie w salonie jubilerskim siedziałam w swoim gabinecie, kiedy zadzwonił nieznany numer.
Odebrałam.
— Cześć, Alicja.
Marcin.
Tomasz, siedzący naprzeciwko mnie, natychmiast zrozumiał.
Włączyłam głośnik.
— Gdzie jesteś?
— Tęskniłaś?
— Ani przez sekundę.
Zaśmiał się.
— Zawsze musiałaś mieć ostatnie słowo.
— Czego chcesz?
— Dogadać się.
Spojrzałam na Tomasza.
— W sprawie czego?
— Ja znikam. Ty wycofujesz zawiadomienie.
— To nie działa w ten sposób.
— Wszystko działa, jeśli zapłacisz odpowiedniej osobie.
— Ty powinieneś to wiedzieć.
Cisza.
Trafiłam.
— Myślisz, że wygrałaś, bo zablokowałaś kilka kart?
— Nie. Myślę, że wygrałam, kiedy przestałam wierzyć w twoje kłamstwa.
Jego głos stwardniał.
— Bez mnie nie byłabyś tym, kim jesteś.
Prawie się roześmiałam.
Oto sedno Marcina.
Nie pieniądze.
Nie romans.
Nie nawet oszustwo.
On naprawdę wierzył, że cudzy sukces staje się jego własnością, jeśli stoi wystarczająco blisko.
— Arvena istniała przed tobą.
— Ale to ja dałem ci pewność siebie.
— Mój ojciec dał mi fundament. Moi ludzie dali mi zaufanie. Ja wykonałam pracę. Ty dostałeś kartę dodatkową.
Tomasz spuścił wzrok, ukrywając uśmiech.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Spotkajmy się — powiedział Marcin.
— Po co?
— Mam dokumenty twojego ojca.
Spojrzałam na Damiana, który właśnie wszedł do gabinetu.
Pokręcił głową.
Kłamstwo.
— Gdzie?
— Powiem, jeśli przyjedziesz.
— Nie.
— Alicja…
— Przez osiem lat przychodziłam tam, gdzie chciałeś. Słuchałam, kiedy mówiłeś. Milczałam, kiedy przypisywałeś sobie moje osiągnięcia. Finansowałam życie, którym później imponowałeś swojej kochance. To się skończyło.
Rozłączyłam się.
Telefon zadzwonił ponownie.
Nie odebrałam.
Trzy godziny później policja namierzyła samochód Marcina.
Stał na parkingu pod Łodzią.
Pusty.
Wieczorem znaleziono go na dworcu Łódź Fabryczna.
Próbował wejść do pociągu z fałszywym dokumentem.
Nie było spektakularnego pościgu.
Nie było dramatycznej walki.