— Natalia popełniła błąd. Czy naprawdę zamierzasz pozwolić, żeby jeden błąd zrujnował jej życie?
Joanna odwróciła głowę.
— Jeden?
— Jest twoją siostrą.
— Poprosiła człowieka o włamanie do mojego samochodu.
Krystyna zbladła.
Marek podniósł wzrok.
— Co?
— A wczoraj chciała znaleźć kogoś do podpalenia mojej firmy.
Tym razem oboje zamilkli.
Joanna przyglądała się ich twarzom.
Zaskoczenie wyglądało prawdziwie.
Przynajmniej w tej jednej kwestii.
— Kłamiesz — wyszeptała Krystyna.
— Są nagrania.
— Kto ci to powiedział?
— Człowiek, któremu zapłaciła.
Marek odsunął krzesło.
— Gdzie jest Natalia?
— Myślałam, że wy mi powiecie.
Krystyna chwyciła telefon.
Dzwoniła.
Raz.
Drugi.
Trzeci.
Bez odpowiedzi.
Joanna obserwowała ją bez satysfakcji.
Najtrudniejsze nie było odkrycie, że rodzice potrafili zrobić coś strasznego dla Natalii.
Najtrudniejsze było zobaczenie, że nawet kiedy dowiadywali się, do czego zdolna była ich młodsza córka, pierwszą reakcją pozostawał strach o nią.
Nie o Joannę.
Nie o ludzi pracujących w firmie.
O Natalię.
Marek nagle wstał.
— Musimy ją znaleźć.
— Policja ją znajdzie.
— Policja?!
— Tak.
Krystyna spojrzała na Joannę z przerażeniem.
— Zgłosiłaś własną siostrę?
— Nie. Zgłosiły ją jej własne działania.
— Możesz wycofać zeznania.
Paweł odezwał się pierwszy raz.
— Pani Malinowska, to nie działa w ten sposób.
— Nie pytałam pana.
Joanna patrzyła na matkę.
— Mamo, czy ty naprawdę nie rozumiesz?
— Rozumiem, że od początku chciałaś ją ukarać za to, że potrzebowała pomocy.
I wtedy coś w Joannie pękło.
Nie gwałtownie.
Cicho.
Jak nitka naciągana przez lata.
— Wiecie, czego najbardziej się bałam, kiedy zaczynałam firmę?
Rodzice milczeli.
— Nie bankructwa. Nie klientów. Nie tego, że zabraknie mi pieniędzy. Bałam się, że wyjdzie na jaw, że nie jestem tak dobra, jak wszyscy myślą. Przez lata pracowałam dwa razy więcej, bo uważałam, że każdą rzecz muszę sobie zasłużyć.
Krystyna zacisnęła usta.
— A Natalia?
Joanna kontynuowała.
— Natalia nigdy nie musiała zasługiwać. Wystarczyło, że chciała.
— Była bardziej wrażliwa.
— Nie. Była bardziej chroniona.
Marek odwrócił wzrok.
— Każde jej potknięcie łapaliście, zanim spadła. A kiedy ja się męczyłam, mówiliście: „Joanna sobie poradzi”. Wiecie, jaki jest efekt?
Podeszła bliżej stołu.
— Ja rzeczywiście nauczyłam się sobie radzić. A Natalia nauczyła się, że ktoś zawsze zapłaci rachunek.
Krystyna zaczęła płakać.
Joanna poczuła ukłucie odruchowej winy.
Jeszcze miesiąc wcześniej podeszłaby, objęła matkę i zaczęła łagodzić sytuację.
Teraz została na miejscu.
Marek usiadł.
— Nie chciałem cię skrzywdzić.
— Zdemolowałeś moją firmę.
— Chciałem cię przestraszyć.
— To ma mnie uspokoić?
— Myślałem, że ubezpieczenie pokryje straty.
Joanna aż się roześmiała.
— Czyli jednak wiedziałeś, że mam polisę.
Ojciec zamilkł.
Joanna natychmiast zauważyła własne słowa.
— Skąd?
Marek potarł czoło.
— Natalia wiedziała.
— Jak?
— Nie wiem.
— Skąd Natalia wiedziała o ubezpieczeniu?
— Powiedziała tylko, że nie zostaniesz bez niczego.
Paweł i Joanna wymienili spojrzenia.
To miało znaczenie.
Dwa miesiące wcześniej, po próbie włamania do samochodu, Joanna zmieniła polisę.
Szczegóły znały cztery osoby.
Ona.
Paweł.
Jej księgowa.
I broker ubezpieczeniowy.
— Czy Natalia mówiła coś o Grupie Vistula? — zapytała Joanna.
Marek zmarszczył brwi.
— Jakiej grupie?
Nie wiedział.
A więc przynajmniej plan relokacji pozostał tajemnicą.
Joanna wyszła z domu rodziców z jedną pewnością.
Zniszczenie kuchni nie było końcem czegoś.
Było początkiem.
Następnego dnia obsłużyli bankiet dla sześciuset osób.
Klient nie zauważył katastrofy.
Kuchnia Vistuli pracowała od świtu.
Dorota zarządzała zespołem, a Joanna poruszała się między stanowiskami jak przez dobrze znany mechanizm.
Kiedy ostatnie dania opuściły zaplecze, pracownicy spontanicznie zaczęli bić brawo.
Joanna nie wytrzymała.
Odwróciła się i otarła oczy.
Dorota objęła ją.
— Firma to nie ściany — powiedziała.
Joanna zapamiętała te słowa.
Dwa dni później otrzymała informację, że Natalia zgłosiła się na policję w towarzystwie adwokata.
Zaprzeczyła wszystkiemu.
Twierdziła, że Tomasz Ptak próbuje ją szantażować.
Zaprzeczyła zleceniu włamania.
Zaprzeczyła rozmowie o podpaleniu.
W sprawie podpisu Joanny stwierdziła, że była przekonana, iż siostra świadomie zgodziła się na zabezpieczenie pożyczki.
Pytana o dowód zgody wskazała ojca.
Krąg się zamknął.
Natalia twierdziła, że Marek wiedział.
Marek twierdził, że Natalia zapewniała go o zgodzie Joanny.
Krystyna twierdziła, że nie wiedziała nic o finansowaniu, ale później przyznała, że uczestniczyła w kilku rozmowach.
Każdy przesuwał odpowiedzialność o jedno krzesło dalej.
Tymczasem Nordis wystąpił oficjalnie z żądaniem zapłaty.
Kwota z odsetkami przekroczyła cztery miliony sto tysięcy złotych.
Paweł natychmiast zakwestionował poręczenie.
Rozpoczęła się ekspertyza grafologiczna.
Oryginały podpisów zabezpieczono.
Joanna sądziła, że najgorsze ma już za sobą.
Myliła się.
Tydzień po włamaniu zadzwoniła do niej księgowa, Monika.
— Musisz przyjechać.
— Co się stało?
— Znalazłam coś.
— Możesz powiedzieć przez telefon?
— Wolę nie.
Monika czekała w swoim biurze z otwartymi dokumentami bankowymi.
— Sprawdzałam stare przelewy ze względu na sprawę z Nordis.
— I?
— Pamiętasz spółkę Margo Consulting?
Joanna pokręciła głową.
— Dostawca?
— Nie. Osiem lat temu twoja firma zapłaciła jej sto osiemdziesiąt tysięcy złotych.
Joanna zmarszczyła brwi.