Marta pochyliła się nad telefonem.
— Panie Tomaszu, proszę się nie rozłączać. Chcemy ustalić możliwość oficjalnego złożenia zeznań.
Mężczyzna milczał.
— Mam wiadomości — powiedział w końcu. — Screeny. Nagranie jednej rozmowy też.
— Dlaczego ją pan nagrał?
— Bo po pierwszym włamaniu zaczęła straszyć, że jeżeli coś powiem, zgłosi policji, że ją szantażowałem. Więc następną rozmowę nagrałem.
Joanna zamknęła oczy.
Jej siostra.
Człowiek, którego przez trzydzieści lat usprawiedliwiano słowami „Natalia taka już jest”.
To zdanie wracało do niej przez całe życie.
Natalia zapomniała o urodzinach matki.
Natalia taka już jest.
Natalia pożyczyła pieniądze i nie oddała.
Natalia taka już jest.
Natalia obraziła Joannę podczas przyjęcia rodzinnego.
Nie bierz tego do siebie. Natalia taka już jest.
Najwyraźniej przez lata nikt nie zauważył, że każde kolejne „taka już jest” stawało się zgodą na następny krok.
Aż dotarli tutaj.
Do próby zniszczenia firmy.
Do sfałszowanego podpisu.
Do rozmowy o podpaleniu.
Policja zabrała rodziców na komisariat.
Nie zostali zatrzymani na stałe tego ranka, ale poinformowano ich, że sprawa będzie prowadzona.
Krystyna przed wyjściem podeszła do Joanny.
— Naprawdę chcesz zniszczyć własną rodzinę?
Joanna spojrzała na rozsypane szkło za jej plecami.
— Mamo, rozejrzyj się.
Krystyna nie odpowiedziała.
— Ja tego nie zrobiłam.
— Stałaś tutaj i się uśmiechałaś.
— Bo chciałam, żebyś wreszcie zrozumiała.
— Co?
Matka otworzyła usta.
Joanna czekała.
— Że rzeczy można odbudować. Rodziny nie.
Joanna poczuła smutek tak ciężki, że niemal fizyczny.
— Powinnaś była pomyśleć o tym przed wejściem tutaj.
Krystyna odeszła.
Tego samego popołudnia działalność „Pracowni Smaku Joanna” została tymczasowo przeniesiona do zaplecza produkcyjnego Vistuli.
Pracownicy spędzili dziewięć godzin na odtwarzaniu harmonogramów i przygotowywaniu jutrzejszego bankietu.
Joanna pracowała razem z nimi.
Nie chciała myśleć.
Krojenie, liczenie, sprawdzanie dostaw, telefonowanie do klientów — wszystkie te czynności tworzyły bezpieczny rytm.
O dwudziestej trzeciej Dorota postawiła przed nią kubek herbaty.
— Jedź do domu.
— Jeszcze dwie listy.
— Ja je zrobię.
— Dorota…
— Joanna. Od dziewięciu lat nigdy nie pozwalasz nam zostać samym z problemem. Dzisiaj pozwól nam zostać z jednym za ciebie.
To prawie złamało jej głos.
— Dziękuję.
W samochodzie płakała pierwszy raz.
Nie nad urządzeniami.
Nie nad pieniędzmi.
Nad tym, że zupełnie obcy z jej rodzinnego punktu widzenia ludzie potrafili okazać jej więcej lojalności niż osoby, które przez całe życie mówiły o „więzach krwi”.
W domu czekał na nią Paweł.
— Musimy porozmawiać.
— Teraz?
— Niestety.
Położył laptop na stole.
— Nordis odpowiedział na nasze pismo. Wysłali skany całej dokumentacji.
— I?
— Twój podpis jest na trzech dokumentach, nie jednym.
Joanna usiadła.
— Jakich?
— Poręczeniu. Oświadczeniu majątkowym. I zgodzie na ustanowienie zabezpieczenia na udziałach dawnej działalności.
— Ale moja firma nie jest już…
— Wiem. Dokumenty dotyczą starej struktury przedsiębiorstwa. Dlatego restrukturyzacja, którą przeprowadziliśmy dwa miesiące temu, ma ogromne znaczenie.
— Czy oni mogą coś zrobić?
— Mogą próbować. Ale aktywa, które obecnie należą do spółki operacyjnej, nie mogą automatycznie odpowiadać za zobowiązanie wynikające z fałszywego dokumentu.
— Automatycznie?
— Nie chcę udawać, że sprawa będzie prosta. Będziemy musieli wykazać fałszerstwo. Ale pozycja jest znacznie lepsza niż siedem miesięcy temu.
Joanna patrzyła na ekran.
— Kto dostarczył te dokumenty Nordisowi?
Paweł odchylił laptop.
Na formularzu znajdowało się nazwisko osoby pośredniczącej.
Marek Malinowski.
Joanna czytała je tak długo, aż litery zaczęły się rozmywać.
— Ojciec.
— Tak.
— Natalia mogła podpisać za mnie, a on tylko zanieść dokumenty.
— Mogła.
— Albo on wiedział.
— Mógł.
Joanna wstała.
— Chcę usłyszeć to od niego.
— Nie jedź tam.
— Nie będę robiła sceny.
— Joanna.
— Potrzebuję wiedzieć.
Paweł spojrzał na nią przez chwilę.
— W takim razie nie idź sama.
Pojechali do domu rodziców razem.
Światło paliło się w salonie.
Krystyna otworzyła drzwi i na widok Pawła natychmiast zesztywniała.
— Prawnik? Do własnych rodziców?
Joanna weszła bez odpowiedzi.
Marek siedział przy stole.
Wyglądał na starszego niż rano.
Przed nim stała filiżanka zimnej kawy.
— Muszę cię o coś zapytać.
Marek spojrzał na Pawła.
— Bez świadków.
— On zostaje.
— To rodzinne sprawy.
— Już nie.
Joanna położyła wydruk przed ojcem.
— Dostarczyłeś to Nordisowi.
Nie zaprzeczył.
— Dlaczego?
— Natalia potrzebowała finansowania.
— Jest tam mój podpis.
— Widzę.
— Nie mój.
Krystyna usiadła obok męża.
— Joanna, nie dramatyzuj.
Paweł popatrzył na nią z niedowierzaniem.
Joanna nawet nie odwróciła głowy.
— Wiedziałeś, że podpis jest fałszywy?
Marek długo milczał.
W końcu powiedział:
— Natalia zapewniała, że się zgodziłaś.
Joanna prawie straciła oddech.
— Kiedy?
— Co?
— Kiedy rzekomo się zgodziłam?
— Powiedziała, że rozmawiałyście.
— A ty uwierzyłeś, że poręczę prawie cztery miliony i nawet ci o tym nie wspomnę?
— Natalia pokazała mi wiadomości.
— Jakie wiadomości?
Marek spojrzał na żonę.
Ten szybki ruch oczu powiedział Joannie więcej niż odpowiedź.
— Pokaż.
— Nie mam ich.
— Oczywiście.
Krystyna uderzyła dłonią w stół.