— Najpierw pożyczył. Tak to nazywał. Mówił, że odda, zanim ktokolwiek zauważy.
— A potem?
— Potrzebował kolejnych pieniędzy, żeby ukryć pierwsze.
Usiadłam naprzeciwko niej.
— I pozwoliłaś mu?
— Jest moim synem.
— To nie jest odpowiedź.
Krystyna spuściła oczy.
— Pomogłam mu założyć spółki.
Poczułam gniew tak silny, że zrobiło mi się gorąco.
— A potem postanowiliście obciążyć mnie.
— Nie.
— Przelewy wykonano moim loginem!
— To był pomysł Michała.
— Ale wiedziałaś.
Milczenie wystarczyło.
Wstałam.
— Jesteście obrzydliwi.
— Aniu, poczekaj.
— Po co mnie tu wezwałaś?
Krystyna zaczęła płakać.
Nigdy wcześniej nie widziałam jej płaczącej.
— Bo zupa miała być dla ciebie.
— Wiem.
— Nie rozumiesz.
Spojrzałam na nią.
— To powiedz.
— Michał wiedział o twojej alergii.
Serce zaczęło mi walić.
— Co dokładnie wiedział?
— Wszystko.
— Skąd ty wiedziałaś o zupie?
Krystyna zacisnęła palce na kocu.
— Widziałam wiadomość od Pauliny. Napisała do niego rano: „Mieszanka gotowa. Po tym będzie wyglądało naturalnie.”
Nie mogłam się poruszyć.
— Dlaczego przyszłaś do biura?
— Chciałam zobaczyć, co robią.
— I zjadłaś zupę?
— Nie wierzyłam, że Michał naprawdę mógłby…
Urwała.
W jej twarzy pojawił się wstyd.
— Myślałam, że chodzi tylko o to, żebyś źle się poczuła. Żebyś trafiła do szpitala, a w tym czasie audyt…
— Żeby przedstawili mnie jako niestabilną?
Skinęła głową.
— Potem zobaczyłam, że nie chcesz jeść. Byłam zła. Na ciebie. Na niego. Na siebie. Chciałam udowodnić, że przesadzasz.
— Prawie umarłaś.
— Wiem.
— Dlaczego oskarżyłaś mnie na korytarzu?
Krystyna zakryła twarz.
— Byłam półprzytomna. Zobaczyłam cię i… nie wiem.
Nie wierzyłam jej całkowicie.
Ale wierzyłam w jej strach.
— Masz tę wiadomość?
— Michał ją usunął.
— Skąd wiesz?
— Sprawdziłam.
— Więc nie masz dowodu.
Krystyna podniosła wzrok.
— Mam coś lepszego.
Wstała powoli i podeszła do komody.
Wyjęła mały dyktafon.
— Od miesięcy nagrywałam nasze rozmowy dotyczące pieniędzy.
Patrzyłam na urządzenie.
— Dlaczego?
— Bo nawet matka może kochać syna i jednocześnie wiedzieć, że pewnego dnia będzie potrzebowała ochrony przed tym, kim się stał.
Podała mi dyktafon.
Wtedy na podjeździe rozległ się dźwięk samochodu.
Krystyna pobladła.
Podeszła do okna.
— To Michał.
*
Nie uciekłyśmy.
Nie było sensu.
Schowałam dyktafon do kieszeni.
Michał wszedł bez pukania.
— Wiedziałem, że tu będziesz.
Jego głos był spokojny.
Zbyt spokojny.
Krystyna stanęła między nami.
— Zostaw ją.
— Mamo, idź na górę.
— Nie.
— Powiedziałem: idź na górę.
— To mój dom.
Michał uśmiechnął się.
— I moje pieniądze go utrzymują.
Krystyna drgnęła.
Spojrzałam na męża.
— Przestań.
— Ty się nie wtrącaj.
— Jestem twoją żoną. Chyba jeszcze pamiętasz.
— Właśnie dlatego tu jestem.
Podszedł bliżej.
— Musimy zakończyć ten cyrk.
— Jaki?
— Wycofasz oskarżenia.
— Nie złożyłam żadnych.
— Powiesz policji, że podejrzewasz przypadkowe zanieczyszczenie jedzenia. A zarządowi, że bierzesz odpowiedzialność za nieprawidłowości proceduralne.
Zaśmiałam się krótko.
— Chcesz, żebym przyznała się do kradzieży?
— Nie do kradzieży. Do zaniedbań.
— A osiemset tysięcy?
— Firma odzyska pieniądze.
— Skąd?
Nie odpowiedział.
— Z kolejnych ukradzionych pieniędzy?
Twarz Michała stwardniała.
Krystyna szepnęła:
— Powiedziałam jej.
Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam prawdziwego Michała.
Nie krzyczał.
Nie rzucił niczym.
Po prostu spojrzał na własną matkę z lodowatą pogardą.
— Ty głupia kobieto.
Krystyna cofnęła się.
— Prawie przez ciebie umarłam.
— Przez własną potrzebę robienia przedstawienia.
— Ta zupa była dla Anny.
— Nie wiesz, o czym mówisz.
— Widziałam wiadomość Pauliny.
Michał zbladł.
To wystarczyło.
— Co było w mieszance? — zapytałam.
— Nie mam pojęcia.
— Kłamiesz.
— Udowodnij.
Dotknęłam kieszeni.
Nie zauważył.
— A lek uspokajający?
Tym razem jego reakcja była minimalna.
Ale była.
— Jaki lek?
— Ten znaleziony we krwi twojej matki.
Michał spojrzał na Krystynę.
— Bierzesz leki?
— Nie.
— Widocznie bierzesz.
— Michał…
— To absurd.
Telefon w mojej kieszeni zawibrował.
Wiadomość od Natalii.
„Policja jedzie. Zostań tam.”
Nie wiedziałam, skąd wiedziała, że ich potrzebujemy.
Potem przypomniałam sobie, że przed wyjazdem wysłałam jej lokalizację i napisałam: „Jeśli nie odezwę się za godzinę, zadzwoń do aspirant Lis.”
Minęła godzina.
Michał podszedł do mnie.
— Wracamy do Krakowa.
— Nie.
— Anna.
— Nie jadę z tobą.
— Przestań zachowywać się jak dziecko.
Wtedy powiedziałam coś, czego nie planowałam.
— Jestem w ciąży.
Cisza, która zapadła, była niemal fizyczna.
Krystyna otworzyła usta.
Michał patrzył na mnie bez ruchu.
— Co?
— Czternasty tydzień.
Jego twarz przeszła przez kilka emocji.
Szok.
Niedowierzanie.
A potem coś, co mnie przeraziło najbardziej.
Kalkulację.
— Dlaczego mi nie powiedziałaś?
— Bałam się twojej reakcji.
— Jestem ojcem.
— Biologicznie.
Krystyna usiadła ciężko.
Michał zacisnął pięści.
— Chcesz odebrać mi dziecko?
— Chcę je chronić.
— Przede mną?
— Tak.
To jedno słowo zabolało go bardziej niż wszystko wcześniej.
— Po wszystkim, co dla ciebie zrobiłem?