— Michał jest prezesem. Rodzina Majewskich ma trzydzieści dwa procent udziałów. Pozostałe należą do funduszu i mniejszych akcjonariuszy. Jeśli audyt wykaże defraudację na poziomie operacyjnym, odpowiedzialność spadnie na ciebie. Zarząd może ogłosić, że prezes wykrył problem i zareagował.

— Czyli wychodzi na bohatera.

— Dokładnie.

— A ja?

Joanna zamknęła laptop.

— Ty zostajesz kobietą, która okradła firmę męża.

Pomyślałam o Krystynie mówiącej, że ambitna kobieta pomniejsza męża.

Nagle jej słowa przestały brzmieć jak zwykła złośliwość.

— Potrzebuję tych plików.

— Skopiowałam je.

Podała mi niewielki pendrive.

— Dlaczego mi pomagasz?

Joanna patrzyła przez okno.

— Bo dwa tygodnie temu Paulina przyszła do mojego gabinetu i zapytała, czy da się zmienić historię autoryzacji przelewów.

— Co jej odpowiedziałaś?

— Że nie bez pozostawienia śladu.

— I?

— Następnego dnia Michał zaczął mówić o mojej „utracie zaufania zarządu”.

*

Pojechałam do szpitala.

Nie po to, żeby zobaczyć Michała.

Chciałam porozmawiać z Krystyną.

Przed jej salą siedział mój mąż.

Kiedy mnie zobaczył, wstał.

— Wreszcie.

— Chcę zobaczyć twoją matkę.

— Śpi.

— Poczekam.

— Anna, wróć do domu.

— Dlaczego?

— Bo mama cię oskarża.

— O co?

— Twierdzi, że wiedziałaś, iż coś jest nie tak z jedzeniem.

Prawie się uśmiechnęłam.

— Sama zabrała mi zupę.

— Powiedziała, że ją sprowokowałaś.

— Przy dwunastu świadkach?

Michał zacisnął usta.

— Nie pogarszaj sytuacji.

— Dla kogo?

Drzwi sali otworzyły się.

Pielęgniarka wyszła, a przez moment zobaczyłam Krystynę.

Była przytomna.

Nasze spojrzenia się spotkały.

W jej oczach nie było nienawiści.

Był strach.

— Ania — powiedziała słabo.

Michał wszedł między nas.

— Mamo, odpoczywaj.

— Chcę z nią porozmawiać.

— Nie teraz.

Krystyna podniosła głos na tyle, na ile mogła.

— Powiedziałam, że chcę z nią porozmawiać.

Michał spojrzał na nią.

Po raz pierwszy zobaczyłam, jak jego matka milknie pod wpływem jednego spojrzenia syna.

To było dziwne.

Krystyna nigdy się go nie bała.

A jednak teraz odwróciła wzrok.

— Później — powiedziała.

Wyszłam.

Dziesięć minut później dostałam wiadomość z nieznanego numeru.

„Nie wracaj dziś do mieszkania. K.”

*

Wynajęłam pokój w hotelu pod nazwiskiem panieńskim.

Wieczorem aspirant Lis zadzwoniła.

— Mamy wstępne wyniki.

Usiadłam.

— Co znaleziono?

— Nerkowce.

Zamknęłam oczy.

— Dużo?

— Ilość wskazuje, że nie była to przypadkowa obecność śladowa. Ale jest coś jeszcze.

— Co?

— Lekarze znaleźli u pani Majewskiej lek, którego nie powinna mieć w organizmie.

— Jaki?

— Nie chcę omawiać szczegółów przez telefon. Czy może pani jutro przyjechać na komendę?

— Tak.

— I proszę zachować ostrożność.

Połączenie się zakończyło.

Siedziałam w ciemnym pokoju.

Moja dłoń powędrowała odruchowo na brzuch.

Czternaście tygodni.

Dziecko.

Michał nie wiedział.

I pierwszy raz pomyślałam, że być może ta tajemnica uratowała nie tylko mnie.

*

Następnego ranka policja przekazała mi informację, która zmieniła kierunek śledztwa.

W organizmie Krystyny wykryto silny lek uspokajający, niewystępujący w składzie zupy.

Nie była to dawka śmiertelna, ale w połączeniu z reakcją alergiczną mogła znacząco pogorszyć jej stan.

— Czy pani Majewska przyjmuje taki lek? — zapytała aspirant Lis.

— Nie wiem.

— Twierdzi, że nie.

— Czyli ktoś dodał go do jedzenia?

— Tego jeszcze nie możemy stwierdzić.

— A nerkowce?

— Restauracja ma dokumentację zamówienia. Oryginalnie zupa miała zostać przygotowana bez produktów zawierających nerkowce. Osoba odbierająca zamówienie przekazała kuchni osobny pojemnik z dodatkiem.

— Paulina?

Policjantka nie odpowiedziała bezpośrednio.

— Monitoring restauracji jest zabezpieczony.

Zrozumiałam.

— Widzieli ją.

— Nie mogę tego potwierdzić na tym etapie.

— A Michał?

— Pani Zawadzka, proszę nie prowadzić własnego śledztwa.

Prawie powiedziałam, że już jest na to za późno.

*

Po wyjściu z komendy zadzwonił prawnik zarządu Logistaru.

Zostałam zawieszona.

Powodem były podejrzenia dotyczące nieautoryzowanych transakcji.

Informacja miała pozostać poufna.

Dwie godziny później lokalny portal biznesowy opublikował artykuł:

„Dyrektorka Logistaru podejrzana o nieprawidłowości finansowe”.

Nie podano nazwiska.

Nie było potrzeby.

Stanowisko wystarczało.

Telefon zaczął dzwonić.

Nie odbierałam.

Potem pojawił się SMS od Krystyny.

„Przyjedź. Sama.”

Adres wskazywał na jej dom w Tarnowie.

Pojechałam.

Nie powiedziałam Michałowi.

Powiadomiłam tylko Natalię, dokąd jadę.

Krystyna siedziała w salonie pod kocem. Wyglądała o dziesięć lat starzej niż trzy dni wcześniej.

— Zamknij drzwi — powiedziała.

Zrobiłam to.

Przez chwilę patrzyłyśmy na siebie.

— Nienawidziłaś mnie — powiedziałam.

— Nadal nie jesteś żoną, jakiej chciałam dla Michała.

Prawie parsknęłam.

— Dobrze wiedzieć, że pobyt w szpitalu nie zmienił wszystkiego.

— Ale nie chciałam, żeby cię skrzywdził.

Zamarłam.

— Co?

Krystyna odwróciła wzrok.

— Michał ma problemy.

— Jakie?

— Finansowe.

— Wiem o przelewach.

Jej głowa poderwała się.

— Skąd?

— To nieważne.

— Bardzo ważne.

— Krystyna, co wiesz?

Przez moment walczyła sama ze sobą.

— Rok temu zainwestował prywatnie ogromne pieniądze w projekt magazynów automatycznych. Bez zgody zarządu. Projekt upadł.

— Ile stracił?

— Kilka milionów.

Zabrakło mi powietrza.

— Skąd miał te pieniądze?

— Nie miał.

Wszystko stało się jasne.

— Firma.