Potem Michał został prezesem.

Później jego ojciec zmarł, a Krystyna zaczęła pojawiać się częściej.

Potem każde moje osiągnięcie zaczęło być przedstawiane jako coś, co zawdzięczam nazwisku męża.

Awansowałam na dyrektorkę operacyjną po siedmiu latach pracy, ale Krystyna mówiła ludziom:

— Michał dał Annie stanowisko.

Nie dał.

Gdy objął funkcję prezesa, byłam już zastępczynią dyrektora.

To ja wdrożyłam system kontroli temperatury, który zmniejszył straty o prawie jedną trzecią.

To ja uratowałam największy kontrakt firmy podczas kryzysu transportowego.

A jednak z czasem sama zaczęłam mówić ciszej o swoich sukcesach.

Żeby nie drażnić męża.

Telefon zawibrował.

Michał.

Tym razem odebrałam.

— Gdzie jesteś?

— W domu.

— Dlaczego nie przyjechałaś?

— Rozmawiałam z policją.

Cisza.

— O czym?

— O tym, co się wydarzyło.

— Co dokładnie im powiedziałaś?

To pytanie było kolejnym sygnałem.

— Prawdę.

— Jaką prawdę?

— Dlaczego się denerwujesz?

— Moja matka prawie umarła!

— Właśnie dlatego powinieneś chcieć, żeby policja ustaliła, co było w zupie.

Po drugiej stronie usłyszałam jego oddech.

— Anna, posłuchaj. Restauracje popełniają błędy. Nie rób z tego czegoś większego.

— Jeszcze godzinę temu nie wiedziałeś, co spowodowało jej reakcję.

— Lekarz mówił o alergii.

— Krystyna ma alergię na nerkowce?

Znowu cisza.

Dłuższa.

— Nie wiem.

— Ja mam.

— Wiem.

Wypowiedział te dwa słowa cicho.

Poczułam, jak dłoń zaciska mi się na telefonie.

— Dobranoc, Michał.

— Nie rozłączaj się.

Rozłączyłam.

Potem zamknęłam drzwi na dodatkowy zamek.

*

O drugiej w nocy obudził mnie dźwięk klucza.

Michał wszedł do mieszkania.

Nie spałam już, kiedy otworzył drzwi sypialni.

— Dlaczego zamknęłaś się przede mną?

— To również moje mieszkanie.

— Jestem twoim mężem.

Usiadłam.

— Jak czuje się Krystyna?

— Lepiej.

Nie zdjął płaszcza.

— Policja zabrała dokumenty z restauracji.

Obserwował moją twarz, jakby czekał na reakcję.

— Dobrze.

— Dobrze?

— Tak.

— Aniu, ktoś mógł popełnić zwykły błąd. Jeśli zaczniesz oskarżać ludzi…

— Kogo?

Urwał.

— Nikogo.

— Więc dlaczego mówisz o oskarżeniach?

Michał odwrócił wzrok.

— Jestem zmęczony.

— Ja też.

Ruszył do drzwi, ale zatrzymałam go.

— Dlaczego odebrałeś mi dziś rano uprawnienia finansowe?

Zastygł.

— To nie ma związku.

— Odpowiedz.

— Audyt.

— Jaki audyt?

— Wewnętrzny.

— Jestem dyrektorką operacyjną. Dlaczego nikt mnie nie poinformował?

— Bo dotyczy ciebie.

Tym razem to ja zamilkłam.

Michał odwrócił się powoli.

— Są nieprawidłowości w wydatkach twojego działu.

— Jakie?

— Jutro dostaniesz dokumenty.

— Ile?

— Co?

— Ile pieniędzy rzekomo brakuje?

— Anna…

— Ile?

— Około osiemset tysięcy złotych.

Zaśmiałam się.

Nie dlatego, że było zabawnie.

To był odruch człowieka, któremu właśnie powiedziano coś tak absurdalnego, że mózg nie znajduje innej reakcji.

— Osiemset tysięcy?

— Przelewy były zatwierdzane twoim loginem.

— To niemożliwe.

— System mówi inaczej.

Wtedy wszystkie elementy zaczęły układać się w obraz, którego nie chciałam oglądać.

Cofnięty dostęp.

Zupa.

Paulina.

Znikający paragon.

Nieprawidłowości finansowe.

— Od kiedy trwa audyt?

— Kilka tygodni.

— I nic mi nie powiedziałeś?

— Chciałem cię chronić.

— Przed czym?

Nie odpowiedział.

— Michał, przed czym chciałeś mnie chronić?

Spojrzał na mnie z czymś przypominającym żal.

— Przed konsekwencjami.

Wyszedł.

Nie spałam do rana.

*

O siódmej zadzwoniłam do Joanny Krawiec, naszej dyrektorki finansowej.

Znałyśmy się od dziewięciu lat.

— Potrzebuję odpowiedzi na jedno pytanie — powiedziałam.

— Aniu, nie powinnam…

— Czy trwa audyt mojego działu?

Długa cisza.

— Tak.

— Od kiedy?

— Od trzech tygodni.

— Dlaczego mnie nie poinformowałaś?

— Michał zabronił.

— Masz dokumenty?

— Mam kopie.

— Spotkajmy się poza firmą.

— Nie mogę.

W jej głosie usłyszałam strach.

— Joanna?

— Wczoraj dostałam wypowiedzenie.

Usiadłam na brzegu łóżka.

— Za co?

— Oficjalnie restrukturyzacja.

— Nieoficjalnie?

— Bo zaczęłam zadawać pytania.

Spotkałyśmy się godzinę później w niewielkiej kawiarni niedaleko Błoń.

Joanna przyszła z laptopem.

Nie zamówiła kawy.

— Te przelewy wyglądają jak twoje — powiedziała. — Login, token autoryzacyjny, wszystko.

— Ale?

— Godziny.

Odwróciła ekran.

Pierwsza transakcja: 23:47.

Druga: 01:12.

Trzecia: 04:36.

— W tych godzinach nigdy nie pracuję.

— Wiem.

— Skąd logowania?

— Z adresu IP należącego do sieci firmowej.

— Które biuro?

Joanna spojrzała na mnie.

— Piętro zarządu.

Poczułam ucisk w żołądku.

— Michał?

— Nie wiem. Na tym piętrze pracuje kilkanaście osób.

— Paulina.

— Między innymi.

Joanna otworzyła kolejny dokument.

— Pieniądze szły do trzech firm konsultingowych. Wszystkie powstały w ciągu ostatniego roku.

— Właściciele?

— Podstawione osoby albo pełnomocnicy. Ale znalazłam wspólny adres korespondencyjny.

Pokazała mi ulicę w Tarnowie.

Znałam ją.

— To kancelaria Krystyny.

Joanna skinęła głową.

Świat jakby zwęził się do ekranu laptopa.

— Dlaczego Michał miałby wyprowadzać pieniądze z własnej firmy?

— Logistar nie jest jego.

Spojrzałam na nią.

— Co?