Dlatego przez ostatnie miesiące Sabina namawiała Artura, żebym „odcięła się od biznesu”.

Dlatego Krystyna powtarzała, że po rozwodzie powinnam sprzedać udziały rodzinie.

I dlatego Artur tego ranka przed sądem powiedział, żebym nie oczekiwała ani złotówki od „jego rodziny”.

Oni wszyscy zapomnieli o jednym.

Firma nie należała tylko do nich.

Nigdy nie należała.

W dużej mierze należała do mnie.

W poniedziałek zwołałam nadzwyczajne zgromadzenie wspólników.

Po raz pierwszy od rozwodu wróciłam do Warszawy sama.

Dziewczynki zostały z Anną.

Sala konferencyjna znajdowała się na najwyższym piętrze siedziby Wysocki Meble. Z okien było widać fragment miasta i szare październikowe niebo.

Kiedy weszłam, siedzieli już wszyscy.

Artur.

Henryk.

Krystyna.

Damian.

Dyrektor finansowy.

Radca prawny spółki.

Mecenas Kosiński wszedł ze mną.

Krystyna spojrzała na niego i skrzywiła się.

— To spotkanie rodzinne.

Usiadłam.

— Nie. To spotkanie właścicieli firmy.

— Marianno…

— Posiadam czterdzieści trzy procent. Henryk dwadzieścia cztery. Artur trzydzieści trzy. Damian nie posiada ani jednego udziału. Więc jeśli ktoś tutaj nie powinien uczestniczyć bez zaproszenia, to on.

Damian zaczerwienił się.

— Wciąż jestem członkiem rodziny.

Spojrzałam na niego.

— W takim razie powinieneś był lepiej traktować jej majątek.

Kosiński położył na stole segregator.

Damian pierwszy stracił pewność siebie.

Artur wyglądał na wyczerpanego. W ciągu tygodnia jakby postarzał się o kilka lat. Nie czułam satysfakcji.

Czułam pustkę.

To był człowiek, z którym spędziłam szesnaście lat.

Ojciec trojga — jak się później potwierdziło — biologicznie jego córek.

Tak.

Zrobiliśmy badania.

Klara, Kamila i Zosia były córkami Artura.

Tylko Maja pochodziła z nielegalnie wykorzystanej próbki Henryka.

Ironia była niemal okrutna.

Artur, którego matka przekonała, że jest niemal bezpłodny, miał trzy biologiczne córki.

A chłopiec, dla którego porzucił je wszystkie, nie miał z nim żadnego pokrewieństwa.

Kosiński rozpoczął od dokumentów dotyczących Damiana.

Jedna faktura.

Druga.

Fałszywe zlecenia.

Poręczenia.

Przelewy.

Po piętnastu minutach Damian wstał.

— To bzdury.

— Proszę usiąść — powiedział Kosiński.

— Nie jestem oskarżonym.

— Jeszcze nie.

Wtedy Damian popełnił błąd.

Spojrzał na Krystynę.

Nie na prawnika.

Nie na brata.

Na matkę.

I zobaczyłam, że ona też była zamieszana.

— Jak dużo wiedziałaś? — zapytałam.

Krystyna uniosła podbródek.

— O czym?

— Nie róbmy tego.

— Nie podoba mi się twój ton.

Prawie się uśmiechnęłam.

— Przez lata sądziłaś, że możesz kontrolować mnie tonem. Moją ciążę. Moje dzieci. Moje małżeństwo. Firmę. Dzisiaj to się kończy.

Artur odezwał się cicho:

— Mamo, odpowiedz.

Krystyna spojrzała na niego jak na zdrajcę.

— Wszystko, co robiłam, robiłam dla tej rodziny.

— Sfałszowałaś zgodę mojej żony na użycie nasienia ojca?

Zapadła cisza.

Henryk wbił wzrok w stół.

Krystyna powiedziała:

— Nie fałszowałam niczego osobiście.

Nie odpowiedziała przecząco.

Artur pobladł.

— Zapłaciłaś klinice?

— Zapłaciłam za rozwiązanie problemu.

— Moja żona była problemem?

— Nie. Ty byłeś.

To go uciszyło.

Krystyna odwróciła się do mnie.

— Artur potrzebował syna.

— Nie potrzebował.

— Ty tego nie rozumiesz.

— Doskonale rozumiem. Trzy moje córki były jego biologicznymi dziećmi, a ty zachowywałaś się tak, jakby nie istniały. Czwarta jest wynikiem czegoś, na co nigdy nie wyraziłam zgody, i ją też traktowałaś jak rozczarowanie. Nie chodziło ci o rodzinę. Chodziło ci o chłopca.

Jej twarz stwardniała.

— Nazwisko musi przetrwać.

— Nazwisko może nosić każdy. Charakteru nie da się odziedziczyć sygnetem.

Damian uderzył dłonią w stół.

— Czy możemy wrócić do firmy?

Odwróciłam się w jego stronę.

— Oczywiście.

Podałam dyrektorowi finansowemu podpisaną uchwałę.

Henryk spojrzał na dokument.

Artur również.

Dzięki pełnomocnictwu Henryka miałam tego dnia poparcie reprezentujące sześćdziesiąt siedem procent udziałów.

Wystarczająco.

— Od tej chwili — powiedziałam — Damian Wysocki nie ma prawa wstępu do zakładów, dostępu do systemów ani reprezentowania spółki w jakiejkolwiek formie. Wszystkie dokumenty związane z jego fakturami zostają przekazane do audytu i organów ścigania.

— Nie możesz!

— Mogę.

— Artur!

Brat spojrzał na niego.

Artur nie poruszył się.

— Ona ma rację.

Damian wyglądał, jakby dostał w twarz.

— Po wszystkim, co dla ciebie zrobiłem?

Artur zaśmiał się bez humoru.

— Podrobiłeś badanie DNA.

— Bo chciałeś syna!

— Chciałem.

Artur powiedział to bez obrony.

Bez próby wybielenia się.

— I przez to okazałem się idiotą.

Spojrzał na mnie.

— I gorszym ojcem, niż kiedykolwiek przypuszczałem.

Nie odpowiedziałam.

Nie zamierzałam nagradzać go za późną samoświadomość.

Krystyna wstała.

— To wszystko jest śmieszne. Marianna wykorzystuje rodzinny kryzys, żeby przejąć przedsiębiorstwo.

— Krystyno — odezwał się Henryk.

— Nie wtrącaj się.

— Firma istnieje dzięki niej.

Krystyna zastygła.

Przez szesnaście lat nigdy nie słyszałam, żeby Henryk powiedział jej to wprost.

— Gdyby Marianna nie zainwestowała pieniędzy swoich rodziców, zamknęlibyśmy warsztat jeszcze przed narodzinami Klary — ciągnął. — To ona zdobyła pierwsze kontrakty. To ona stworzyła działy, które dziś zarabiają. To ona ma największy pojedynczy pakiet udziałów. Przestań mówić o tej firmie jak o czymś, co daliśmy jej z łaski.

Krystyna spojrzała na męża z czystą nienawiścią.

— A teraz bronisz jej, bo urodziła ci dziecko?

Henryk pobladł.