Katarzyna wyjaśniła, że rodzina przyjechała do jej ojca w lipcu 1992 roku. Franciszek pomógł im przenieść się na północ kraju i rozpocząć życie pod innym nazwiskiem.

— Dlaczego nigdy nie zgłosili, że żyją?

— Bali się.

— Przez dwadzieścia lat?

Katarzyna zawahała się.

— Nie tylko Radeckiego.

List wyjaśniał więcej.

Helena pisała w 1999 roku, że dzieci dorastają i chcą znać prawdę o ojcu.

Ojcu.

Nie o rodzicach.

Majewski od razu zauważył różnicę.

— Tomasz nie dołączył do nich.

Katarzyna pokręciła głową.

— Nie.

Helena i dzieci dotarli do Warszawy.

Tomasz po trzech dniach wrócił po dokumenty.

I zniknął naprawdę.

*

Poszukiwania Tomasza rozpoczęły się od nowa.

Tym razem Anna skoncentrowała się na dniach 17–18 lipca 1992 roku.

Rower Adama odnaleziono wtedy przy drodze, ale nikt nie połączył go z Kaczmarkiem. Zapis w starym policyjnym rejestrze mówił o „porzuconym rowerze bez znaczenia dla postępowania”.

Znalazł go Jerzy Borowski.

Majewski zaklął pod nosem, czytając raport.

Rower leżał niecałe dwa kilometry od starej stodoły Nowaków.

Tomasz najprawdopodobniej wracał po księgę.

Dotarł do niej.

Skoro księgę znaleziono pod fundamentami, musiał ją tam ukryć albo wiedzieć, gdzie była.

Co wydarzyło się później?

Roman w końcu zgodził się powiedzieć więcej.

Anna położyła przed nim zdjęcie Tomasza.

— Nie chroni pan już Radeckiego. On nie żyje. Borowski też nie żyje. Jeśli wie pan, co stało się z Tomaszem, to jest ostatnia chwila, żeby powiedzieć prawdę.

Roman zaczął płakać.

Nie gwałtownie.

Po prostu opuścił głowę, a po jego twarzy popłynęły łzy.

— Widziałem go tamtej nocy.

Majewski nie odezwał się.

— Przy starej stodole?

— Tak.

Roman powiedział, że Tomasz przyszedł około jedenastej.

Nie był sam.

Radecki czekał.

Borowski również.

— A pan?

— Radecki kazał mi przyjechać.

— Dlaczego?

— Bo chciał, żebym przekonał Tomasza.

Tomasz odmówił oddania księgi.

Powiedział, że jej już nie ma.

Radecki nie uwierzył.

Doszło do kłótni.

Ale według Romana nikt nie planował zabójstwa.

— Co się stało?

Roman zamknął oczy.

— Tomasz uciekł.

Pobiegł w stronę lasu.

Borowski ruszył za nim.

Radecki krzyczał, żeby go zatrzymał.

Roman został przy stodole.

Po kilku minutach usłyszał krzyk.

Potem ciszę.

— Znaleźli go?

— Tak.

— Żył?

Roman zacisnął dłonie.

— Żył.

Majewski pochylił się.

— Co z nim zrobili?

— Nic.

— Roman.

— Mówię prawdę. Nic.

Tomasz spadł ze stromego brzegu starego wyrobiska. Złamał nogę i nie mógł wstać.

Borowski chciał wezwać pomoc.

Radecki odmówił.

Bał się, że Tomasz natychmiast opowie policji wszystko.

— Zostawiliście rannego człowieka w lesie?

Roman pokręcił głową.

— Nie.

— Więc?

— Tomasz powiedział coś, co zmieniło wszystko.

— Co?

Roman spojrzał na Majewskiego.

— Powiedział, że księga jest już w miejscu, którego nigdy nie znajdziemy, i że jeśli nie wróci do rodziny, kopia zostanie wysłana.

Radecki uwierzył.

Przestraszył się.

I wtedy zaproponował układ.

*

Tomasz miał zniknąć.

Naprawdę.

Nie wracać do Brzezin, nie kontaktować się z dawnymi znajomymi i nigdy nie ujawniać dokumentów.

W zamian Radecki miał zostawić Helenę i dzieci w spokoju.

— Tomasz się zgodził? — zapytała Anna.

— Tak.

— Dlaczego miałby ufać człowiekowi, który mu groził?

— Bo nie miał wyboru.

Roman twierdził, że zabrali Tomasza do lekarza w innym powiecie pod fałszywym nazwiskiem. Potem Radecki zorganizował mu wyjazd.

— Dokąd?

— Na Śląsk. Chyba.

— Chyba?

— Nie wiem dokładnie. Po tamtej nocy Radecki przestał mi ufać.

Majewski poczuł rozczarowanie.

Mieli dowód, że Helena i dzieci przeżyli.

Mieli relację, według której Tomasz również przeżył noc.

Ale nadal nie wiedzieli, gdzie ktokolwiek z nich znajdował się obecnie.

Wtedy Anna przypomniała sobie trzecią fotografię z koperty Katarzyny.

Na odwrocie znajdowała się pieczątka fotografa.

Gdańsk.

2003 rok.

Na zdjęciu widniała Helena z trzema dorosłymi dziećmi.

Brakowało Michała.

Katarzyna nie wiedziała dlaczego.

Ale obok Heleny stał mężczyzna, którego Majewski początkowo uznał za przypadkowego znajomego.

Dopiero po powiększeniu fotografii zauważył jego dłoń.

Brakowało fragmentu małego palca.

Roman wspomniał podczas pierwszego śledztwa, że Tomasz stracił część palca w wypadku przy pile, gdy miał dziewiętnaście lat.

Majewski patrzył na fotografię bez słowa.

— To on — powiedziała Anna.

Tomasz żył w 2003 roku.

I ponownie był z rodziną.

*

Odnalezienie ich zajęło trzy miesiące.

Nazwiska zostały zmienione.

Helena Kaczmarek od 1992 roku funkcjonowała jako Helena Kowal.

Zofia była Zofią Kowal.

Paweł i Aniela również przyjęli nowe nazwisko.

Michał zrobił to samo, lecz później wyjechał do Niemiec.

Adres Heleny prowadził do niewielkiego domu niedaleko Wejherowa.

Majewski nie chciał jechać.

Przez dwa dni przekonywał sam siebie, że powinien zostać w Brzezinach i pozwolić Annie dokończyć sprawę.

Ostatecznie pojechał.

Drzwi otworzyła kobieta po sześćdziesiątce.

Majewski rozpoznał ją natychmiast.

Helena patrzyła na niego kilka sekund.

Potem powiedziała:

— Wiedziałam, że kiedyś ktoś przyjedzie.

Nie zaprosiła ich od razu.

Najpierw spojrzała na samochód stojący przy drodze.

Ten gest wystarczył, by Majewski zrozumiał, że nawet po dwudziestu latach pozostał w niej dawny odruch.

Sprawdzanie.

Upewnianie się.

Dopiero potem otworzyła drzwi szerzej.