— Czyli Rosiński chciał przez ciebie dotrzeć do mnie i mojego brata.
Trent wzruszył ramionami.
— Wszyscy czegoś chcą.
— Dlaczego zaatakowałeś mnie w galerii?
Milczał.
— Tego ci nie kazał.
Trent spojrzał jej w oczy.
I wtedy Helena zrozumiała.
To nie była część planu.
To był Trent.
Zwykły, mały, wściekły Trent, który dostał okazję wrócić do dawnej roli.
— Nie mogłeś znieść, że już się ciebie nie boję.
Jego twarz stwardniała.
— Nadal się boisz.
Helena podeszła bliżej stołu.
— Moje ciało czasem się boi.
Zrobiła pauzę.
— Ja nie.
Trent odwrócił wzrok.
Po raz pierwszy nie miał odpowiedzi.
Informacje od Trenta pozwoliły znaleźć Rosińskiego.
Nie dzięki ludziom Gabriela.
Dzięki policji.
Ukrywał się w mieszkaniu wynajętym na fałszywe nazwisko.
Na dyskach znaleziono dokumenty świadczące o wieloletnim wyprowadzaniu pieniędzy z Vektora i kilku firm transportowych.
Rosiński tworzył fikcyjne faktury, wprowadzał fałszywych kontrahentów i wykorzystywał nazwiska legalnych przedsiębiorstw jako przykrywkę.
Marciniak Logistics pojawiał się w systemie, ale bez wiedzy Gabriela.
Daniel rzeczywiście nie wiedział o przestępstwie.
Co gorsza, Rosiński planował obciążyć właśnie jego.
Na komputerze znaleziono przygotowany zestaw dokumentów wskazujących, że to Daniel zatwierdzał przelewy.
Gdyby plan się udał, zostałby głównym podejrzanym.
Helena przeczytała raport i spojrzała na brata.
— Dlatego spotkałeś się z Trentem.
Daniel skinął głową.
— Chciałem wiedzieć, co ma.
— Czemu mi nie powiedziałeś?
— Bo myślałem, że cię chronię.
Helena zamknęła oczy.
— Wszyscy mężczyźni w moim życiu mają tę samą wadę.
Gabriel, stojący przy oknie, uniósł brew.
— Wszyscy?
— Wszyscy.
Daniel parsknął.
— Nawet on?
— Szczególnie on.
Gabriel przyjął to bez protestu.
Helena spojrzała na brata.
— Nie potrzebuję, żebyście decydowali, co mogę wiedzieć.
Daniel skinął głową.
— Wiem.
— Nie. Dopiero się uczysz.
— To prawda.
Trent został oskarżony o naruszenie zakazu zbliżania się, napaść i próbę przymuszenia Heleny do wyjścia z galerii.
Prokurator zaproponował ugodę w zamian za zeznania w sprawie Rosińskiego.
Helena nie sprzeciwiała się.
Nie chciała zemsty.
Chciała końca.
Gabriel nie skomentował decyzji.
Dopiero wieczorem, gdy siedzieli w kuchni, zapytała:
— Jesteś zły?
— Nie.
— Chciałbyś, żeby dostał więcej.
— Tak.
— Ale?
— To nie ja decyduję.
— Bardzo dojrzale.
— Nie przesadzaj.
Uśmiechnęła się.
Gabriel postawił przed nią herbatę.
Ślady na szyi zaczęły żółknąć.
Ból przy przełykaniu prawie zniknął.
— Wiesz, czego się najbardziej boję? — zapytała.
Gabriel usiadł naprzeciwko.
— Czego?
— Że któregoś dnia przestaniesz się pytać.
— O co?
— Czego chcę.
Jego twarz nie zmieniła się.
— Dlaczego miałbym?
— Bo jesteś przyzwyczajony, że ludzie wykonują twoje polecenia.
— Ty nie wykonujesz.
— Właśnie.
— Dlatego jesteś tu nadal.
Helena spojrzała na niego.
— To miało być romantyczne?
— Nie.
— Szkoda.
Gabriel milczał chwilę.
— Mogę spróbować.
— Nie.
— Dobrze.
Roześmiała się.
Kilka miesięcy później Trent został skazany.
Nie na dziesięciolecia.
Nie na dramatyczny koniec.
Na realną karę, dozór po wyjściu i bezwzględny zakaz kontaktowania się z Heleną.
Rosiński dostał znacznie poważniejsze zarzuty.
Daniel stracił jednego dużego klienta, ale zachował firmę i reputację.
Gabriel przeprowadził audyt swoich przedsiębiorstw.
Trzech pracowników zwolniono.
Dwóch stanęło przed sądem.
Helena dowiedziała się o wszystkim.
Nie po fakcie.
Na bieżąco.
To była część umowy między nią a Gabrielem.
Żadnych sekretów dotyczących jej bezpieczeństwa.
Żadnego „chroniłem cię”.
Żadnego podejmowania decyzji za jej plecami.
Gabriel zgodził się.
Nie dlatego, że lubił zasady.
Dlatego, że Helena była jedyną osobą, której warunki traktował równie poważnie jak własne.
Wiosną wrócili do tej samej galerii.
Gabriel uważał, że nie powinna.
Helena właśnie dlatego chciała.
— To tylko budynek — powiedziała.
— Nie musisz niczego udowadniać.
— Wiem.
— Więc po co?
Helena spojrzała na wejście.
— Bo nie chcę, żeby moje ostatnie wspomnienie z tego miejsca należało do Trenta.
Gabriel skinął głową.
Nie dyskutował.
Weszli.
Te same światła.
Ta sama muzyka.
Ten sam zapach kawy.
Helena poczuła napięcie w karku.
Ale nie zawróciła.
Przeszli obok witryny, przy której Trent przycisnął ją do szkła.
Nikt nie zwrócił na nich uwagi.
To było dobre.
Helena zatrzymała się przy espresso standzie.
— Kawa?
Gabriel spojrzał na nią.
— Upuściłaś poprzednią.
— Pamiętam.
— Obiecałem nową.
— Minęły cztery miesiące.
— Nie określiłem terminu.
Kupił dwie.
Helena wzięła kubek.
Tym razem ręka jej nie drżała.
Usiedli przy stoliku.
— Wiesz — powiedziała — kiedyś myślałam, że bezpieczeństwo to ktoś silniejszy stojący obok.
Gabriel nie odpowiedział.
— Potem myślałam, że bezpieczeństwo to brak Trenta.
Spojrzała na kawę.
— Teraz chyba rozumiem, że to możliwość wyboru.
Gabriel przyglądał jej się.
— Wyboru czego?
— Czy zostać. Czy odejść. Czy powiedzieć nie. Czy powiedzieć tak.
Podniosła wzrok.
— I świadomość, że nikt mnie za to nie ukarze.
Gabriel odstawił filiżankę.
— To dość niski standard.
— Po złym małżeństwie niski standard potrafi wyglądać jak luksus.
Przez chwilę milczeli.
Potem Gabriel powiedział:
— Helena.
— Tak?
— Jeżeli kiedykolwiek poczujesz, że przy mnie nie możesz odejść, powiedz mi.