— I chciał pieniędzy?

— Tak.

— Ile?

— Dwieście tysięcy.

Helena parsknęła.

— Nie miałby nawet odwagi wymówić takiej kwoty trzy lata temu.

— Teraz ma.

Gabriel zapytał:

— Pokazał ci coś?

Daniel skinął głową.

— Jedną fakturę.

— Masz kopię?

— Zdjęcie.

Podał telefon.

Gabriel przejrzał dokument.

Jego twarz stała się nieruchoma.

— Znasz to? — zapytała Helena.

— Tak.

— I?

— To nie Vektor jest najważniejszy.

Daniel patrzył na niego.

— Wiedziałem.

— Co wiedziałeś?

— Nazwa na dole.

Helena pochyliła się.

Na dokumencie widniała firma transportowa.

Marciniak Logistics.

Spojrzała na Gabriela.

— Twoja.

— Tak.

— Więc Trent szantażował Daniela dokumentem dotyczącym ciebie?

Gabriel nie odpowiedział od razu.

— Wygląda na to, że tak.

Helena poczuła kolejną falę zimna.

— Czy ty pierzesz pieniądze przez tę firmę?

Daniel zesztywniał.

Gabriel spojrzał Helenie prosto w oczy.

— Nie.

— Mówisz prawdę?

— Tak.

— A dokument?

— Podrobiony albo wykorzystany bez wiedzy moich ludzi.

— Możesz to sprawdzić?

— Już sprawdzam.

Jeden z jego telefonów zawibrował.

Gabriel odebrał.

— Mów.

Słuchał kilkanaście sekund.

Jego twarz stwardniała.

— Gdzie?

Kolejna pauza.

— Zabezpiecz wszystko. Nikogo nie wypuszczaj.

Rozłączył się.

Helena czekała.

— Co?

Gabriel spojrzał na Daniela.

— Wasz dyrektor finansowy zniknął.

Daniel pobladł.

— Kiedy?

— Dwie godziny temu.

— To niemożliwe.

— Zabrał laptop i dwa dyski.

Helena usiadła.

— A Trent?

Gabriel spojrzał na nią.

— Trent nie wymyślił tego sam.


Wieczorem wszyscy znaleźli się w domu Gabriela pod Konstancinem.

Helena nie lubiła nazywać tego miejsca rezydencją, choć dokładnie tym było.

Wysokie ogrodzenie.

Kamery.

Ochrona.

Dom z szarego kamienia, którego wnętrze było zaskakująco proste.

Daniel siedział przy stole.

Gabriel stał przy oknie.

Helena trzymała w dłoniach herbatę.

— Wyjaśnijcie mi jedną rzecz — powiedziała. — Dlaczego Trent?

Gabriel odpowiedział:

— Bo był zdesperowany.

— To wiem.

— Człowieka z długami łatwo kupić.

Daniel dodał:

— I znał Helenę.

— Więc ktoś wykorzystał go, żeby dostać się do mnie?

— Albo do mnie — powiedział Daniel.

Gabriel pokręcił głową.

— Do obu.

Helena spojrzała na niego.

— Kto?

— Jeszcze nie wiem.

— Znowu.

— Wiem.

— Nienawidzę tego zdania.

— Ja też.

Daniel odchylił się na krześle.

— A dyrektor finansowy?

— Paweł Rosiński — powiedział Gabriel. — Pracował dla Vektora siedem lat. Dwa lata temu zaczął pojawiać się przy firmach transportowych należących do mnie.

— Dlaczego nikt tego nie wykrył?

Gabriel spojrzał na Daniela.

— Dobre pytanie.

Daniel uniósł ręce.

— Nie kontroluję waszych struktur.

— Ale kontrolujesz Vektor.

— Tylko księgowo.

Helena zauważyła, że obaj zaczynają wchodzić w ton, który za chwilę przerodzi się w konflikt.

— Stop.

Spojrzeli na nią.

— Znajdźmy Trenta.

Gabriel odpowiedział:

— Policja go zatrzymała.

— Nadal?

— Tak.

— Więc porozmawiajmy z nim.

Daniel pokręcił głową.

— Nie możesz.

— Mogę złożyć zeznania.

— To nie rozmowa.

Helena spojrzała na Gabriela.

— Możesz zorganizować kontakt?

Gabriel zastanowił się.

— Legalnie.

— Tak.

— Z prawnikiem.

— Tak.

— Bez moich ludzi.

Helena uniosła brew.

— Właśnie tak.

— Dobrze.

Daniel patrzył na nich z niedowierzaniem.

— Naprawdę?

Helena odwróciła się.

— Co?

— On się ciebie słucha.

Gabriel spojrzał chłodno.

Helena niemal się roześmiała.

— Nie. On wie, kiedy nie warto się kłócić.

— To nie to samo?

— Absolutnie nie.


Następnego dnia Trent wyglądał inaczej.

Siedział po drugiej stronie stołu w pokoju przesłuchań.

Bez kurtki.

Bez dawnej pewności siebie.

Z obrońcą obok.

Helena przyszła z prawniczką.

Gabriel czekał na korytarzu.

Trent spojrzał na jej szyję.

Nie powiedział „przepraszam”.

Oczywiście.

— Przyszłaś się nacieszyć?

Helena usiadła.

— Przyszłam zapytać o Rosińskiego.

Jego twarz drgnęła.

To wystarczyło.

— Nie wiem, kto to.

— Kłamiesz.

— Masz nowego faceta, który robi za ciebie wszystko, a nadal myślisz, że jesteś mądra?

Helena poczuła dawny impuls.

Chęć tłumaczenia się.

Bronienia.

Udowadniania.

Zignorowała go.

— Kto ci dał fakturę?

Trent spojrzał na prawnika.

Ten powiedział:

— Mój klient nie będzie odpowiadał na pytania dotyczące innych spraw bez odpowiednich ustaleń z prokuratorem.

Helena skinęła głową.

— Rozumiem.

Wstała.

Trent aż się poruszył.

— To wszystko?

— Tak.

— Nie chcesz wiedzieć?

Odwróciła się.

To było dokładnie to.

Trent nie znosił utraty kontroli.

Potrzebował, żeby ktoś go potrzebował.

Helena wzruszyła ramionami.

— Jeśli nie powiesz ty, powie ktoś inny.

Ruszyła do drzwi.

— Poczekaj.

Zatrzymała się.

Trent zacisnął szczękę.

— Rosiński znalazł mnie.

Helena odwróciła się powoli.

— Kiedy?

— Miesiąc temu.

— Skąd cię znał?

— Nie znał.

— Więc?

— Wiedział, że byłem twoim mężem.

Helena poczuła, jak żołądek się ściska.

— Po co mu to było?

Trent uśmiechnął się paskudnie.

— Bo wiedział, kim jest twój nowy chłopak.

— Co chciał?

— Żebym sprawdził, czy Marciniak coś ci powiedział o firmach.

Helena spojrzała na niego.

— I zgodziłeś się.

— Zapłacił.

Oczywiście.

— A Daniel?

— Miał dostęp do papierów.