Nie krzyknął.

Nie musiał.

Trent przełknął ślinę.

Jego chwyt osłabł.

— Kolego, to sprawa między mną a moją żoną.

Głos załamał mu się na ostatnim słowie.

Gabriel spojrzał na rękę wciąż spoczywającą na szyi Heleny.

Jego szczęka drgnęła.

— Byłą żoną.

Trent próbował się roześmiać.

— Nie wtrącaj się.

Gabriel uniósł wzrok.

— To ostatni raz, kiedy proszę.

Trent chyba dopiero wtedy zrozumiał, że człowiek stojący przed nim nie negocjuje.

Palce puściły Helenę.

Gabriel natychmiast stanął między nimi.

Jeden z jego ludzi odsunął Trenta kilka kroków.

Nie było bójki.

Nie było widowiska.

Tylko gwałtowna utrata kontroli po jednej stronie i całkowita cisza po drugiej.

— Nazwisko? — zapytał Gabriel.

Trent prychnął.

— Pieprz się.

Gabriel spojrzał na człowieka stojącego za nim.

— Sprawdź.

— Tak.

Trent rozejrzał się.

Dopiero teraz chyba zauważył, że nikt już się nie śmieje.

Że ochroniarze galerii stali daleko.

Że dwaj mężczyźni z otoczenia Gabriela nie wyglądali jak przypadkowi ochroniarze.

— Kim ty jesteś? — zapytał.

Gabriel odpowiedział spokojnie:

— Człowiekiem, którego nie powinieneś był zmuszać do zapamiętania twojej twarzy.

Trent zbladł.

Helena znała ten ton.

Gabriel używał go wtedy, kiedy sprawa była już dla niego zakończona.

Spojrzał na jednego ze swoich ludzi.

— Wezwij policję. Przekaż nagrania monitoringu. Nakaz zbliżania się jest aktywny.

Trent zamrugał.

— Policję?

Gabriel spojrzał na niego chłodno.

— Rozczarowany?

To było niemal zabawne.

Trent najwyraźniej spodziewał się przemocy.

Gabriel wybrał coś znacznie gorszego dla jego dumy.

Publiczne zatrzymanie.

Dokumenty.

Świadków.

Nagrania.

Konsekwencje, których nie da się zastraszyć.

Dopiero wtedy Gabriel odwrócił się do Heleny.

Zmiana była natychmiastowa.

Ramiona lekko opadły.

Głos stał się niższy.

Spokojniejszy.

— Helena.

Stała pod witryną, masując szyję.

Nie płakała.

Łzy zużyła trzy lata temu.

— Upuściłam kawę — powiedziała.

Gabriel spojrzał na brązową plamę na podłodze.

Potem znowu na nią.

— Kupię ci drugą.

Helena prawie się uśmiechnęła.

Gabriel podniósł rękę, ale zatrzymał ją kilka centymetrów od jej twarzy.

Czekał.

Helena skinęła głową.

Dopiero wtedy dotknął jej policzka.

Lekko.

— Coś jeszcze boli?

— Duma.

— Tego nie leczy lekarz.

— Niestety.

Gabriel przyjrzał się czerwonym śladom na jej szyi.

Jego oczy pociemniały.

— Jedziemy.

Wyciągnął ramię.

Helena je przyjęła.

Za nimi Trent zaczął krzyczeć, że wszystko jest nieporozumieniem.

Nie odwróciła się.

Po raz pierwszy w życiu odeszła od niego, a on nie mógł zrobić absolutnie nic.

CZĘŚĆ 2

W czarnym SUV-ie było cicho.

Helena siedziała przy przyciemnionej szybie i patrzyła na przesuwającą się Warszawę.

Ręce zaczęły jej drżeć dopiero teraz.

Nienawidziła tego.

Nienawidziła, że ciało nadal pamiętało Trenta lepiej, niż chciała.

Gabriel otworzył chłodzony schowek.

Wyjął zimny kompres.

— Przyłóż.

Helena przycisnęła go do szyi.

Skrzywiła się.

Gabriel natychmiast zabrał go z jej dłoni i ułożył tak, żeby nie naciskał bezpośrednio na krtań.

— Powinienem był być obok.

— Byłeś pięćdziesiąt metrów dalej.

— To było za daleko.

— Nie możesz pilnować mnie przez całą dobę.

— Mogę.

Helena spojrzała na niego.

— Zwariowałabym.

Gabriel nie uśmiechnął się.

Przez chwilę jechali w milczeniu.

Potem Helena zapytała:

— Co zrobisz Trentowi?

Gabriel nie odpowiedział od razu.

— To zależy od ciebie.

Spojrzała na niego zaskoczona.

— Ode mnie?

— To twoja sprawa. Nie moja.

— Jeszcze rok temu powiedziałbyś coś zupełnie innego.

— Rok temu byłbym głupszy.

Helena patrzyła na niego długo.

Gabriel kontynuował:

— Policja ma nagrania. Świadków. Nakaz sądowy. Jeżeli chcesz, mój prawnik zajmie się resztą.

— A jeśli nie chcę, żeby twoi ludzie się do niego zbliżali?

— Nie zbliżą się.

Powiedział to natychmiast.

Bez negocjacji.

Helena poczuła coś dziwnego.

Nie ulgę.

Coś większego.

Kontrolę.

Trent przez lata odbierał jej decyzje.

Gabriel właśnie oddał jej jedną, choć mógł przejąć wszystko.

Ale zanim zdążyła odpowiedzieć, telefon Gabriela zawibrował.

Spojrzał na ekran.

Jego twarz się zmieniła.

— Co?

— Trent nie pojawił się dziś w galerii przypadkiem.

Helena znieruchomiała.

— Skąd wiesz?

Gabriel odwrócił telefon.

Na ekranie widniało zdjęcie.

Trent przy stoliku w restauracji.

Naprzeciwko niego siedział mężczyzna, którego Helena znała.

I którego nigdy nie spodziewała się zobaczyć przy swoim byłym mężu.

— To niemożliwe — wyszeptała.

Gabriel patrzył na nią uważnie.

— Znasz go.

Helena skinęła głową.

— To mój brat.

CZĘŚĆ 3

Przez kilka sekund w samochodzie nie było słychać nic poza równym szumem opon.

Helena wpatrywała się w ekran.

Mężczyzna na zdjęciu siedział bokiem.

Krótko ostrzyżone włosy.

Granatowa marynarka.

Zegarek, który dostał od ojca na trzydzieste urodziny.

Nie mogło być pomyłki.

Daniel.

Jej starszy brat.

Człowiek, który trzy lata wcześniej pomógł jej wynieść walizki z domu Trenta.

Człowiek, który zawiózł ją do prawnika.

Człowiek, który siedział obok niej na rozprawie rozwodowej.

— Kiedy zrobiono to zdjęcie? — zapytała.

Gabriel spojrzał na wiadomość.

— Dwa dni temu.

— Gdzie?

— Restauracja przy alei Jana Pawła.

Helena oddała mu telefon.

— Nie rozumiem.

Gabriel milczał.

— Powiedz coś.

— Nie wiem jeszcze wystarczająco dużo.

— Ty zawsze wiesz.

— Nie zawsze.

— Gabriel.