— Nie. Rozmowa.
— Z moją byłą żoną?
— Z dwiema kobietami, które okłamywałeś w identyczny sposób.
Krystyna zamknęła oczy.
Tomasz spojrzał na matkę.
— Ty też?
— Usiądź, synku.
— Nie mów do mnie jak do dziecka.
— Więc przestań zachowywać się jak dziecko, które tłucze szybę i szuka kogoś, kogo można obwinić.
Pierwszy raz słyszałam, żeby Krystyna odezwała się do niego w taki sposób.
Tomasz usiadł.
Julia położyła przed nim kopię starego wyniku.
Potem nowego.
Potem wiadomości do Krystyny.
Na końcu formularz ze swoim podpisem.
— Wyjaśnij mi to.
Tomasz patrzył na dokumenty.
— Nie będę rozmawiał o prywatnych sprawach przy Marcie.
— Marta przez siedem lat była częścią tych prywatnych spraw.
— To przeszłość.
— Dla ciebie.
Julia przesunęła pierwszy wynik.
— Wiedziałeś o tym, kiedy byłeś z Martą?
— Tak.
Jedno słowo.
Po ośmiu latach.
Tak.
Poczułam, że zaciskam palce pod stołem.
— Powiedziałeś jej?
— Nie od razu.
— Kiedykolwiek?
Tomasz spojrzał na mnie.
— Nie.
Nie poczułam ulgi.
Myślałam, że może kiedy wreszcie to przyzna, coś we mnie pęknie albo przeciwnie — poskłada się.
Nie stało się nic.
Siedziałam i patrzyłam na człowieka, który przez siedem lat był moim mężem, i nagle wydawał mi się zaskakująco mały.
Julia mówiła dalej.
— Dlaczego?
— Wstydziłem się.
— A później?
— Później było już za późno.
— Na prawdę nie jest za późno, dopóki człowiek żyje.
Tomasz potarł czoło.
— Łatwo ci mówić.
Julia niemal się roześmiała.
— Mnie?
Położyła obie dłonie na brzuchu.
— Przez miesiące pozwalałeś mi wierzyć, że moje ciało zawodzi. Brałam leki. Płakałam po nocach. Pytałam, czy nadal będziesz mnie kochał, jeśli nie dam ci dziecka. Pamiętasz, co powiedziałeś?
Tomasz milczał.
— „Nie jestem taki jak ludzie, którzy odchodzą przez problemy z płodnością.”
Spojrzała na mnie.
Nie musiała nic dodawać.
Tomasz pobladł.
— Nie chciałem cię skrzywdzić.
— Chciałeś chronić siebie.
— To nie to samo.
— Właśnie to samo.
Krystyna zaczęła płakać.
— Przepraszam was obie.
Tomasz odwrócił się do niej.
— Mamo, przestań.
— Nie. Przez lata przestawałam za każdym razem, kiedy mi kazałeś.
Spojrzała na mnie.
— Powinnam była powiedzieć Marcie.
Potem na Julię.
— I powinnam była powiedzieć tobie.
— Nie miałaś obowiązku zdradzać jego dokumentacji — odpowiedziałam. — Miałaś obowiązek nie pomagać mu robić ze mnie winnej.
Krystyna skinęła głową.
— Wiem.
Tomasz zerwał się z krzesła.
— Wszyscy teraz będziecie udawać świętych?
Julia nawet się nie poruszyła.
— Usiądź.
— Nie będziesz mi rozkazywać.
— W takim razie wyjdź.
Zatrzymał się.
— To dom mojej matki.
Krystyna otarła twarz.
— Julia ma rację.
Tomasz spojrzał na nią z niedowierzaniem.
— Wyrzucasz mnie?
— Proszę cię, żebyś wyszedł, jeśli nie potrafisz rozmawiać bez atakowania innych.
Przez chwilę myślałam, że naprawdę odejdzie.
Zamiast tego usiadł.
I wtedy Julia zadała pytanie, którego się nie spodziewałam.
— Dlaczego zaprosiłeś Martę na baby shower?
Tomasz spojrzał na nią.
— Mama ją zaprosiła.
— Za twoją zgodą.
— Chciałem pokazać, że nie mam urazy.
— A toast?
Nie odpowiedział.
— Przygotowałeś go wcześniej?
— Nie.
— Kłamiesz.
Julia wyjęła telefon.
— Widziałam wiadomość do twojego kolegi. Dzień przed przyjęciem napisałeś: „Jutro wreszcie zamknę Marcie usta. Zobaczy, że problem nigdy nie był po mojej stronie.”
Poczułam, jak robi mi się zimno.
Nie wiedziałam o tej wiadomości.
Krystyna również nie.
— Tomasz… — wyszeptała.
Julia położyła telefon na stole.
— Zaprosiłeś ją po to, żeby ją upokorzyć.
— To był żart.
— Nie.
Tym razem odezwałam się ja.
Tomasz spojrzał na mnie.
— Przez lata zastanawiałam się, dlaczego tak bardzo zależało ci, żebym uwierzyła, że zawiodłam. Teraz rozumiem.
— Niczego nie rozumiesz.
— Rozumiem wystarczająco. Bałeś się prawdy o sobie tak bardzo, że potrzebowałeś, żeby ktoś inny ją za ciebie nosił.
Nie odpowiedział.
— Najpierw ja. Potem Julia.
— Nie jestem potworem.
— Nikt tego nie powiedział.
— Właśnie tak na mnie patrzycie.
— Patrzymy na konsekwencje twoich decyzji.
Tomasz wstał.
Tym razem nikt go nie zatrzymywał.
Przy drzwiach odwrócił się do Julii.
— To też jest moje dziecko.
Julia zesztywniała.
— Nigdy nie powiedziałam inaczej.
— Nie możesz mnie od niego odsunąć.
— Nie zamierzam karać dziecka za to, co zrobiłeś. Ale nie będę też udawać, że nic się nie wydarzyło.
— Chcesz rozwodu?
Julia długo na niego patrzyła.
— Chcę prawdy. A potem zdecyduję.
Wyszedł.
Drzwi zamknęły się cicho.
Nie było wielkiego finału.
Żadnego krzyku.
Żadnego rozbitego talerza.
Tylko trzech kobiet siedzących przy stole i cisza po człowieku, który przez lata kontrolował opowieść, a teraz po raz pierwszy nie mógł zdecydować, jak zostanie opowiedziana.
*
Julia urodziła córkę pięć tygodni później.
Nazwali ją Lena.
Tomasz był przy porodzie.
Julia zdecydowała, że niezależnie od ich małżeństwa ma prawo uczestniczyć w narodzinach własnego dziecka.
Nie pogodzili się.