Siostra skinęła głową.

Filip zaprotestował, ale obiecałam mu, że spotkamy się w domu.

Dopiero gdy drzwi samochodu się zamknęły, odwróciłam się do Krystyny.

— Wiedziałaś?

Jej twarz drgnęła.

— O czym?

— Nie rób tego.

Przez lata uważałam Krystynę za jedną z niewielu osób z rodziny Tomasza, które naprawdę były dla mnie dobre.

Po rozwodzie dzwoniła do mnie w urodziny. Kiedy zmarł mój ojciec, przyszła na pogrzeb. Nigdy nie mówiła źle o synu, ale też nie próbowała przekonywać mnie do powrotu.

Dlatego przyjęłam jej zaproszenie.

Teraz widziałam przed sobą kobietę, która czegoś się bała.

— Co było w tych wynikach?

Krystyna spuściła wzrok.

— Nie powinnam ci tego mówić.

— Powinnaś była powiedzieć osiem lat temu.

— Tomasz był moim synem.

— A ja byłam jego żoną.

— Wiem.

— Wiedziałaś?

Długo milczała.

W końcu skinęła głową.

Poczułam, jak wszystko we mnie nieruchomieje.

— Od kiedy?

— Od pierwszego badania.

Nie odpowiedziałam.

Nie mogłam.

Krystyna zaczęła mówić szybko, jakby przez lata przygotowywała wyjaśnienie.

Tomasz miał bardzo złe wyniki nasienia. Lekarz zalecił kolejne badania, konsultację u androloga i omówienie metod wspomaganego rozrodu. Nie oznaczało to absolutnej niemożności zostania ojcem, ale szanse na naturalne poczęcie były znacznie niższe.

— Dlaczego ty o tym wiedziałaś?

— Zadzwonił do mnie po wizycie. Był załamany.

— A mnie powiedział, że wszystko jest w normie.

Krystyna otarła policzek.

— Bał się.

— Czego?

— Że odejdziesz.

Patrzyłam na nią, nie rozumiejąc.

— Więc żeby zatrzymać żonę, pozwolił jej wierzyć, że to ona jest problemem?

— Nie od razu. Mówił, że ci powie.

— Przez ile lat?

Nie odpowiedziała.

— Krystyno, przez ile lat wiedziałaś?

— Prawie trzy.

Trzy lata.

Przez trzy lata siedziała ze mną przy świątecznych stołach.

Przez trzy lata słyszała pytania krewnych o dzieci.

Przez trzy lata widziała, jak zmieniam lekarzy, dietę, grafik pracy i całe życie.

Nigdy nie powiedziała ani słowa.

— Dlaczego zaprosiłaś mnie dzisiaj?

To pytanie wyraźnie ją zaskoczyło.

— Chciałam, żebyście zakończyli ten konflikt.

— Jaki konflikt? Rozwiedliśmy się cztery lata temu.

— Tomasz nadal o tobie mówi.

— W jaki sposób?

Krystyna zacisnęła usta.

I wtedy zrozumiałam.

— Nadal opowiada ludziom, że przeze mnie nie mieliśmy dzieci?

Nie zaprzeczyła.

Zaśmiałam się krótko, bez cienia rozbawienia.

— Dlatego chciałaś pojednania. Nie dla mnie. Chciałaś, żebym siedziała tutaj i swoim milczeniem potwierdziła jego wersję.

— Nie.

— W takim razie dlaczego nie przerwałaś mu, kiedy wygłaszał ten toast?

Krystyna spojrzała w stronę ogrodu.

Nie miała odpowiedzi.

Ruszyłam do samochodu.

— Marta, proszę. Julia jest w ciąży.

Zatrzymałam się.

— Wiem.

— Nie rób niczego pochopnie.

Odwróciłam się powoli.

— Co dokładnie miałabym zrobić?

— Ona nie powinna się teraz denerwować.

To zdanie zabolało bardziej, niż powinno.

Nawet teraz najważniejsze było chronienie świata Tomasza.

— Przez siedem lat nikt nie martwił się, jak ja się czuję.

Wsiadłam do samochodu.

Nie pojechałam jednak od razu do domu.

Siedziałam kilka minut za kierownicą, patrząc przed siebie.

Telefon zawibrował.

Wiadomość od nieznanego numeru.

„Tu Julia. Proszę, nie blokuj mnie. Muszę z tobą porozmawiać. Nie o Tomaszu. O dokumentach.”

Nie odpowiedziałam.

Pięć minut później przyszło zdjęcie.

Karta z kliniki.

Nazwisko: Tomasz Wysocki.

Data sprzed ośmiu lat.

Pod spodem parametry badania i uwaga lekarza.

Nie rozumiałam wszystkich skrótów, ale rozumiałam ostatnie zdanie:

„Wskazana dalsza diagnostyka męskiego czynnika niepłodności.”

Pod zdjęciem Julia napisała:

„To nie wszystko.”

*

Spotkałyśmy się dwa dni później.

Nie chciałam zapraszać jej do domu. Chłopcy byli tam ze mną, a poza tym potrzebowałam neutralnego miejsca.

Wybrałyśmy niewielką kawiarnię na obrzeżach Poznania.

Julia przyszła bez Tomasza.

Wyglądała inaczej niż podczas przyjęcia. Nie miała makijażu, włosy związała niedbale, a pod oczami widać było ciemne cienie.

Położyła na stole grubą szarą kopertę.

— Znalazłam ją miesiąc temu — powiedziała.

— Miesiąc?

— Tak.

— I nic nie powiedziałaś?

— Nie wiedziałam, czym jest.

Wyjęła dokumenty.

Były tam wyniki kilku badań Tomasza, zalecenia specjalistów, karta konsultacji oraz korespondencja z kliniką.

Niektóre kartki pamiętałam.

Nie dlatego, że je wcześniej widziałam.

Pamiętałam daty.

W tych dniach Tomasz wracał do domu i mówił mi, że jego wyniki są dobre.

Na jednej z kart znajdowała się data naszych szóstych urodzin małżeństwa.

Tego wieczoru poszliśmy do restauracji.

Dał mi srebrny naszyjnik i powiedział:

„Nie martw się. Lekarz twierdzi, że ze mną wszystko dobrze. Musimy tylko znaleźć odpowiedź po twojej stronie.”

Teraz miałam przed sobą wynik wykonany rano tego samego dnia.

Nie był dobry.

Poczułam mdłości.

— Jest jeszcze coś — powiedziała Julia.

Wyjęła kolejną kartkę.

Nie pochodziła z tamtych lat.

Była świeża.

Sprzed dziewięciu miesięcy.

Spojrzałam na nią.

— Co to jest?

— Jego badanie.

— Dlaczego robił je dziewięć miesięcy temu?

Julia położyła ręce na stole.

— Bo staraliśmy się o dziecko od ponad roku.

Zaczynałam rozumieć.

— Powiedział ci, że problem jest po twojej stronie?

Skinęła głową.