— Może podpisywałaś dużo dokumentów podczas wizyty?
— Nie ten.
Przesunęła kartkę w moją stronę.
— I właśnie dlatego nie wiem już, czy chodzi tylko o kłamstwa.
*
Julia nie wróciła tego dnia do Tomasza.
Pojechała do swojej siostry.
Nie namawiałam jej ani do odejścia, ani do zostania.
To musiała być jej decyzja.
Ja chciałam tylko jednego: odzyskać własną przeszłość.
Następnego dnia zadzwoniłam do kliniki, w której leczyliśmy się z Tomaszem.
Placówka nadal działała, choć pod inną nazwą.
Poprosiłam o swoją dokumentację.
Procedura trwała kilka dni.
Kiedy otrzymałam kopię, usiadłam przy kuchennym stole po tym, jak chłopcy zasnęli.
Czytałam strona po stronie.
Moje wyniki.
Hormony.
USG.
Zalecenia.
Notatki z konsultacji.
Na jednej stronie znalazłam zdanie, którego nigdy wcześniej nie widziałam:
„Pacjentka nie została poinformowana przez partnera o wyniku jego wcześniejszego badania; podczas konsultacji partner prosi o omówienie problemu bez szczegółowego przedstawiania parametrów w jej obecności.”
Czytałam je kilka razy.
Lekarz zanotował to.
Ktoś wiedział.
Ktoś widział, że siedzę obok męża i nie znam prawdy.
Poczułam gniew także wobec kliniki, choć dokumentacja nie wyjaśniała całego kontekstu. Zadzwoniłam następnego dnia z prośbą o wyjaśnienie.
Lekarz, który nas wtedy prowadził, już tam nie pracował.
Konsultantka powiedziała, że mogą udostępnić tylko moje dane oraz informacje dotyczące wspólnych konsultacji, nie prywatne wyniki Tomasza.
To wystarczyło.
Nie potrzebowałam jego parametrów.
Potrzebowałam dowodu, że nie wymyśliłam przeszłości.
I właśnie go dostałam.
Wieczorem zadzwonił Tomasz.
Nie odbierałam przez dwa dni.
Za trzecim razem zrobiłam to.
— Czego chcesz?
— Musimy porozmawiać.
— Nie musimy.
— Julia wyprowadziła się przeze mnie.
— Nie przeze mnie?
Zamilkł.
— Wiesz, co mam na myśli.
— Nie. Wyjaśnij.
— Pokazałaś jej te stare sprawy.
— Niczego jej nie pokazałam. To ona pokazała dokumenty mnie.
— Ale opowiedziałaś jej swoją wersję.
— Moją wersję?
— Marta, minęło tyle lat.
— Wyniki zmieniły się od upływu czasu?
— Nie rozumiesz sytuacji.
— To mi ją wyjaśnij.
Usłyszałam jego oddech.
— Wstydziłem się.
Pierwszy raz przyznał to wprost.
Nie odpowiedziałam.
— Miałem trzydzieści kilka lat — mówił. — Wszyscy wokół zakładali rodziny. Ojciec ciągle pytał o wnuki. Koledzy żartowali. Dostałem wynik i poczułem się…
Urwał.
— Jak?
— Jakbym był wadliwy.
Przymknęłam oczy.
Rozumiałam wstyd.
Naprawdę.
To właśnie czyniło jego wybór jeszcze gorszym.
— Więc postanowiłeś, że wadliwa będę ja.
— Nie powiedziałem tego.
— Nie musiałeś. Pozwoliłeś, żebym przez lata tak myślała.
— Chciałem ci powiedzieć.
— Kiedy?
Milczenie.
— Po rozwodzie?
— Wszystko się skomplikowało.
— Nie. Wszystko było bardzo proste. Miałeś wynik. Ja byłam twoją żoną. Powinieneś był mi go pokazać.
— Bałem się, że odejdziesz.
— A potem sam ode mnie odszedłeś, mówiąc, że to przeze mnie nie możesz mieć dzieci.
Nie odpowiedział.
— Dlaczego, Tomasz?
Tym razem jego głos stwardniał.
— Bo miałem dość bycia traktowanym jak pacjent.
— Ja byłam traktowana jak pacjent przez siedem lat.
— Ty lepiej to znosiłaś.
Nie wierzyłam, że to powiedział.
— Czyli skoro lepiej znosiłam ból, mogłeś dołożyć mi swój?
— Nie przekręcaj.
— A Julia?
Znowu cisza.
— Co z Julią?
— Dlaczego zrobiłeś jej to samo?
— Nie zrobiłem.
— Powiedziałeś jej, że leczenie jest potrzebne przez nią.
— To bardziej skomplikowane.
— Sfałszowałeś jej podpis?
Usłyszałam gwałtowny wdech.
— Co?
— Na dokumencie z kliniki.
— Nie wiem, o czym mówisz.
— Julia wie.
— Marta, trzymaj się z dala od mojego małżeństwa.
I wtedy zrozumiałam, że rozmowa dobiegła końca.
— Z przyjemnością.
Rozłączyłam się.
*
Przez następne dwa tygodnie Tomasz próbował kontaktować się z Julią.
Wiem o tym tylko dlatego, że sama mi powiedziała.
Nie odpowiadała.
Skonsultowała dokument z kliniką. Okazało się, że formularz był częścią pakietu, który Tomasz zabrał do domu, żeby „spokojnie uzupełnić dane”.
Julia nie oskarżyła go od razu o sfałszowanie podpisu. Najpierw poprosiła o kopie całej dokumentacji dotyczącej jej leczenia.
To, co znalazła, było dla niej ważniejsze niż jeden podpis.
Podczas pierwszej konsultacji lekarz wyraźnie zanotował, że głównym czynnikiem utrudniającym poczęcie były parametry Tomasza.
Julia nigdy tego nie usłyszała.
Według niej Tomasz po każdej wizycie tłumaczył zalecenia w sposób, który przenosił ciężar na nią.
To nie zmieniało faktu, że ciąża była chciana.
Nie zmieniało też miłości Julii do dziecka.
Zmieniało jednak jej spojrzenie na męża.
W trzydziestym czwartym tygodniu ciąży zgodziła się z nim spotkać.
Poprosiła, żebym przyszła.
Odmówiłam.
— To wasza rozmowa.
— On powie, że wszystko źle zrozumiałam.
— Masz dokumenty.
— Chcę, żeby przyznał przy tobie, co zrobił.
Nie chciałam.
Przez cztery lata budowałam życie, w którym Tomasz był przeszłością.
Nie miałam ochoty ponownie wchodzić do jego świata.
Ale potem Julia powiedziała:
— Nie proszę cię, żebyś walczyła za mnie. Proszę, żebyś nie pozwoliła mu drugi raz zmienić historii.
To mnie przekonało.
Spotkaliśmy się w domu Krystyny.
Była tam również ona.
Tomasz przyjechał ostatni.
Kiedy zobaczył mnie przy stole, zatrzymał się w drzwiach.
— To ma być sąd?
Julia siedziała naprzeciwko mnie.