Aleksander poczuł, jak grunt usuwa mu się spod nóg.
— Hotel…
— W budynku mieścił się prywatny gabinet doktora Czarneckiego. Bałam się, że coś jest nie tak. Lekarz chciał zrobić dodatkowe badania. Kamila wiedziała o wizycie, bo dzień wcześniej pytała mnie, dlaczego odwołałam wspólny lunch.
Aleksander zamknął oczy.
Zdjęcia przedstawiały Martę wchodzącą do hotelu z lekarzem.
Kadr został dobrany tak, by wyglądał jak spotkanie kochanków.
— Dlaczego nie skontaktowałaś się ze mną później?
Tym razem w jej twarzy pojawił się gniew.
— Skontaktowałam się.
Aleksander spojrzał na nią.
— Co?
— Pisałam. Dzwoniłam. Przyszłam pod biuro. Wysłałam list przez kancelarię.
— Niczego nie dostałem.
— W takim razie zapytaj ludzi, którzy kontrolowali dostęp do ciebie.
Michał.
Kamila.
Jego ówczesny szef ochrony, Robert Bielski.
Aleksander poczuł mdłości.
— Kiedy zorientowałaś się, że wiadomości do mnie nie docierają?
— Kiedy przyszłam do twojego biura w czwartym miesiącu ciąży. Robert powiedział, że ma od ciebie wyraźne polecenie, żeby mnie nie wpuszczać.
— Nigdy takiego polecenia nie wydałem.
Marta patrzyła na niego długo.
— Teraz już ci wierzę.
Te słowa powinny przynieść ulgę.
Nie przyniosły.
Bo jej następne zdanie było znacznie gorsze.
— Ale wtedy nie miałam żadnego powodu, żeby wierzyć.
*
Aleksander nie próbował dotknąć dzieci.
Nie poprosił nawet, żeby mógł podejść bliżej.
Po raz pierwszy od dawna zrozumiał, że pieniądze, nazwisko i wpływy nie dają mu prawa do niczego.
— Zrobię test DNA, jeśli tego chcesz — powiedziała Marta. — Nie dlatego, że muszę ci coś udowadniać. Dla dzieci.
— Zrobię wszystko zgodnie z twoimi warunkami.
— Nie obiecuj wszystkiego. Zacznij od jednej rzeczy.
— Jakiej?
— Znajdź prawdę.
Aleksander skinął głową.
Już miał odejść, kiedy Marta powiedziała:
— Jest jeszcze coś.
Weszła do domu i po chwili wróciła z kopertą.
W środku znajdowała się kopia faktury.
Nazwa firmy: Radecki Consulting.
Kwota: 480 tysięcy złotych.
Podpis zatwierdzający: Michał Wysocki.
— Znalazłam to trzy dni przed tym, jak oskarżyłeś mnie o kradzież — powiedziała Marta. — Oryginał zniknął z systemu.
— Skąd masz kopię?
— Wydrukowałam ją.
Aleksander przyjrzał się dokumentowi.
— Wiedzieli, że ją masz?
— Michał wiedział, że coś znalazłam. Kamila wiedziała, że mu nie ufam.
Wszystko zaczynało układać się w logiczną całość.
Nie oznaczało to jednak, że była kompletna.
— Dlaczego zachowałaś tylko jedną kopię?
Marta pokręciła głową.
— Nie tylko jedną.
Spojrzał na nią.
— Miałam cały segregator.
— Gdzie jest?
— Zniknął tej samej nocy, kiedy wyrzucono mnie z domu.
*
Igor potraktował informację o Robercie Bielskim poważnie.
Były szef ochrony Aleksandra odszedł z pracy dwa miesiące po rozwodzie. Oficjalnie wyjechał do Niemiec.
Nie wyjechał.
Mieszkał pod Łodzią i prowadził niewielką firmę ochroniarską.
Igor znalazł też przelew na sto osiemdziesiąt tysięcy złotych, który Robert otrzymał krótko po odejściu.
Nadawcą była spółka zarejestrowana na Cyprze.
Beneficjentem rzeczywistym okazał się podmiot powiązany z Michałem.
— Mamy go — powiedział Aleksander.
— Nie — odpowiedział Igor. — Mamy powód, żeby zadawać pytania. To nie to samo.
Aleksander docenił ostrożność.
Rok wcześniej wydał wyrok, zanim poznał prawdę.
Nie zamierzał popełnić tego błędu ponownie.
Spotkanie z Robertem odbyło się w małej restauracji przy trasie.
Kiedy były ochroniarz zobaczył Aleksandra, chciał wyjść.
Igor zastąpił mu drogę.
— Nikt cię nie zatrzymuje — powiedział spokojnie. — Ale jeśli wyjdziesz, następna rozmowa może odbyć się w mniej przyjemnych okolicznościach.
Robert usiadł.
Pocił się.
— Czego chcecie?
Aleksander położył przed nim kopię przelewu.
— Prawdy.
Robert zbladł.
Przez kilka minut zaprzeczał.
Potem Igor pokazał mu nagranie z korytarza.
Robert przestał mówić.
— Kamila kazała mi wyłączyć część kamer — powiedział w końcu. — Powiedziała, że robi to na polecenie pana Michała.
— A ty uwierzyłeś?
— Zapłacili mi.
Aleksander poczuł wstyd za to, jak bardzo proste było wyjaśnienie.
— Listy Marty?
Robert spojrzał w stół.
— Miałem je przechwytywać.
— Ile?
— Nie wiem. Kilka.
— Była w ciąży.
— Wiem.
Aleksander zerwał się z krzesła.
Igor natychmiast położył mu dłoń na ramieniu.
Nie po to, żeby go bronić.
Żeby przypomnieć mu, po co tu przyszedł.
Aleksander usiadł.
— Wiedziałeś?
Robert przełknął ślinę.
— Przyszła raz osobiście. Było już widać.
— I powiedziałeś jej, że nie chcę jej widzieć.
Robert skinął głową.
— Takie dostałem polecenie.
— Od kogo?
— Od pana Michała.
Aleksander milczał.
— A segregator?
Robert pobladł jeszcze bardziej.
— Jaki segregator?
Igor nachylił się.
— Robert. To był ostatni moment, żeby nie kłamać.
Mężczyzna zamknął oczy.
— Zabrałem go z samochodu pani Marty.
— Gdzie jest?
— Dałem go Michałowi.
— Co w nim było?
— Nie zaglądałem.
Aleksander nie uwierzył.
Robert to zauważył.
— Naprawdę. Ale Michał powiedział wtedy coś dziwnego.
— Co?
— Że jeśli te dokumenty zobaczy audytor, wszyscy pójdą na dno.
*
Test DNA potwierdził ojcostwo z prawdopodobieństwem przekraczającym 99,99 procent.
Aleksander siedział w samochodzie przed laboratorium i patrzył na wynik.
Antoni Wysocki.
Lena Wysocka.
Jego dzieci.