O mieszkaniu.

Odpisałam:

„Kontakt przez pełnomocnika.”

Odpowiedź przyszła natychmiast.

„Nie rób z tego wojny.”

Przez dłuższą chwilę patrzyłam na te słowa.

Potem odłożyłam telefon.

To Michał miał szczególny talent do podpalania pokoju i obrażania się, kiedy ktoś przynosił gaśnicę.

Po godzinie napisał ponownie.

„Natalia jest teraz moją żoną. Będziesz musiała zaakceptować, że będzie obecna przy dziecku.”

Tym razem ręce zaczęły mi drżeć.

Nie dlatego, że był z Natalią.

Ta część mnie już nie interesowała.

Ale moje dziecko nie było nagrodą pocieszenia w jego nowym małżeństwie.

Napisałam:

„Kwestie dotyczące opieki zostaną ustalone zgodnie z prawem i dobrem dziecka.”

Odpisał:

„Nie będziesz używała córki przeciwko mnie.”

Zamknęłam oczy.

Przez pięć lat pracy z pacjentami po ciężkich urazach nauczyłam się jednej rzeczy: ludzie często przypisują innym własne intencje.

Michał myślał kategoriami kontroli.

Dlatego zakładał, że ja również.

Nie chciałam zabrać mu córki.

Chciałam tylko wiedzieć, czy człowiek, który być może dopuścił się fałszerstwa, może być bezpiecznym ojcem.

*

W poniedziałek sytuacja przyspieszyła.

Policja zabezpieczyła zapis z kancelarii notarialnej.

Na nagraniu kobieta podszywająca się pode mnie przyjechała samochodem Michała.

Ale nie wysiadła z niego sama.

Drugą osobą był mężczyzna.

Nie Michał.

Robert Kwiecień.

Kiedy Paweł pokazał mi zdjęcie z monitoringu, poczułam, jak wszystkie fragmenty układanki przesuwają się w nowe miejsca.

— Natalia i Robert zrobili to bez Michała?

— Możliwe.

— Ale skąd mieli moje dokumenty?

— Nadal nie wiemy.

— I dlaczego zabezpieczenie dotyczyło długu jego firmy?

— Bo jeżeli chcieli wyprowadzić pieniądze, potrzebowali źródła, z którego można je najpierw pozyskać.

Paweł narysował na kartce prosty schemat.

Pożyczka trafiała formalnie do spółki Michała.

Jej część natychmiast wypłacano na podstawie fikcyjnych faktur firmie konsultingowej powiązanej z Natalią.

Stamtąd pieniądze szły dalej.

Za granicę.

— Czyli Michał mógł być idiotą, a nie wspólnikiem.

— Jedno nie wyklucza drugiego — odpowiedział Paweł. — Podpisał niektóre dokumenty pożyczkowe.

— Wiedział o hipotece na domu mamy?

— Tego jeszcze nie wiemy.

Dowiedzieliśmy się cztery godziny później.

Michał zadzwonił do Pawła.

Nie do mnie.

Chciał natychmiastowego spotkania.

Spotkaliśmy się w kancelarii o siedemnastej.

Kiedy wszedł do sali konferencyjnej, wyglądał inaczej niż w dniu rozwodu.

Nie było idealnie ułożonych włosów.

Nie było pewnego siebie uśmiechu.

Miał podkrążone oczy.

— Co zrobiłaś? — zapytał mnie.

Paweł natychmiast się wyprostował.

— Panie Wysocki—

— Pytam ją.

Spojrzałam na Michała.

— Zgłosiłam fałszerstwo.

Jego twarz pobladła.

— Dlaczego?

Przez sekundę myślałam, że źle usłyszałam.

— Pytasz, dlaczego zgłosiłam sfałszowanie mojego podpisu?

— Nie rozumiesz sytuacji.

— To mi ją wyjaśnij.

Usiadł.

Pierwszy raz od lat widziałam, że jego dłonie się trzęsą.

— Firma miała problem.

— To wiem.

Spojrzał na Pawła.

— Ile jej powiedziałeś?

— Wszystko, co dotyczy jej interesu prawnego.

— Michał — powiedziałam. — Czy wiedziałeś, że dom mojej matki został użyty jako zabezpieczenie?

Milczał.

I tym razem cisza należała do niego.

— Wiedziałeś.

— Nie tak, jak myślisz.

Poczułam, jak gniew podchodzi mi do gardła.

— Istnieje jakaś dobra wersja odpowiedzi „tak”?

— Natalia powiedziała, że zabezpieczenie będzie tymczasowe.

Roześmiałam się bez humoru.

— Natalia powiedziała?

— Miała kontakt z funduszem. Zapewniała, że potrzebujemy tylko dodatkowego zabezpieczenia na kilka tygodni.

— Na domu mojej matki.

— Mieliśmy to zdjąć po refinansowaniu.

— Bez jej wiedzy.

— Emilia—

— I bez mojej zgody.

Spojrzał w bok.

Nie potrafił patrzeć mi w oczy.

— Powiedziała, że podpisałaś pełnomocnictwo.

Przez kilka sekund nie umiałam odpowiedzieć.

— Uwierzyłeś, że podpisałam dokument, o którym nigdy ze mną nie rozmawiałeś?

— Wcześniej dawałem ci dokumenty.

— Których nie podpisałam.

Jego twarz zmieniła się.

Zrozumiał.

— Co?

— Pamiętasz papiery przy śniadaniu? — zapytałam. — Powiedziałam, że przeczytam je wieczorem. Nie podpisałam.

Michał zbladł jeszcze bardziej.

— Natalia powiedziała, że znalazła podpisany komplet w moim gabinecie.

— Skłamała.

W pokoju zrobiło się cicho.

Michał przetarł twarz.

— Boże.

Nie było mi go żal.

Jeszcze nie.

— To nie wszystko — powiedział Paweł.

Michał podniósł wzrok.

Na ekranie pojawiło się zdjęcie Roberta Kwietnia.

Reakcja była natychmiastowa.

— Co on ma z tym wspólnego?

Spojrzałam na Pawła.

Czyli Michał go znał.

— Kim jest? — zapytałam.

Michał wyglądał, jakby ktoś uderzył go w brzuch.

— Byłym partnerem Natalii.

— Biznesowym?

Nie odpowiedział.

— Michał.

— Byli razem.

— Kiedy?

— Kilka lat temu.

— Wiedziałeś, że nadal mają wspólną spółkę?

Teraz spojrzał na mnie.

— Jaką spółkę?

Paweł obrócił laptop.

Dokument rejestracyjny.

Lizbona.

Nazwiska.

Data.

Michał czytał.

Jego twarz stawała się coraz bardziej nieruchoma.

— To niemożliwe.

— Pół miliona z pieniędzy zabezpieczonych między innymi domem Teresy trafiło na konto tej spółki — powiedział Paweł.

— Nie.

— Mamy potwierdzenie.

— Nie.

Michał wstał tak gwałtownie, że krzesło uderzyło o ścianę.

— Ona powiedziała, że płacimy wykonawcy w Portugalii.

— Macie projekt w Portugalii? — zapytałam.

Nie odpowiedział.

Bo nie mieli.

Michał wyjął telefon.

Paweł zatrzymał go.

— Nie dzwoń do niej.

— Jest moją żoną.