Mężczyźni odjechali po kilkudziesięciu minutach. Policjanci spisali dane, przyjęli informację o podejrzeniu fałszerstwa i wyjaśnili, jakie kroki trzeba wykonać formalnie.

Kiedy zostaliśmy sami, mama usiadła przy kuchennym stole.

Przed nią stygnęła herbata, której nawet nie dotknęła.

— Wiedziałam, że jest egoistą — powiedziała. — Nie wiedziałam, że jest zdolny do czegoś takiego.

Usiadłam naprzeciwko.

— Ja też nie.

Spojrzała na mnie długo.

— Dlaczego nie płaczesz?

Pytanie zaskoczyło mnie.

— Co?

— Od kiedy dowiedziałaś się o tej kobiecie, prawie nie płakałaś.

Pokręciłam głową.

— Płakałam.

— W łazience. W nocy. Tak, żebym nie słyszała.

Zamilkłam.

Mama znała mnie zbyt dobrze.

— Boję się — powiedziała. — Nie o dom. O ciebie.

— Mamo—

— Jesteś osiem miesięcy w ciąży. Właśnie dostałaś rozwód. Twój były mąż za kilka godzin bierze ślub z kobietą, z którą cię zdradzał. A ty zamiast się rozsypać, robisz dochodzenie jak policjant.

Patrzyłam na dłonie.

— Gdybym się rozsypała, on wygrałby czas.

— To nie jest konkurs.

— Dla Michała wszystko jest konkursem.

Mama westchnęła.

— A dla ciebie?

Podniosłam wzrok.

— Dla mnie chodzi o to, żeby moja córka nie przyszła na świat w rzeczywistości zbudowanej na jego kłamstwach.

Pierwszy raz wypowiedziałam to na głos.

I nagle wiedziałam, że to była prawda głębsza niż zemsta.

Przez sześć miesięcy zastanawiałam się, dlaczego Michał zdradził mnie właśnie wtedy, gdy oczekiwaliśmy dziecka, o które staraliśmy się prawie dwa lata.

Czy przestałam być dla niego atrakcyjna?

Czy byłam zbyt zmęczona?

Zbyt skupiona na ciąży?

Zbyt zwyczajna?

Każde takie pytanie stawiało jego decyzję w centrum mojego świata.

W końcu zrozumiałam, że powinnam zadać inne.

Jakiego człowieka chcę wpuścić do życia swojej córki?

Odpowiedź zmieniła wszystko.

*

O trzynastej siedzieliśmy w kancelarii Pawła.

Na stole leżały kopie przelewów, umów, zestawień bankowych i dokumentów firmowych.

Paweł zadzwonił do notariusza.

Po niespełna dziesięciu minutach jego twarz zmieniła się.

— Kiedy? — zapytał.

Słuchał.

— Jest pan absolutnie pewien?

Kolejna cisza.

— Proszę niczego nie usuwać. Będziemy potrzebowali zapisu z monitoringu, księgi wejść i kopii dowodów tożsamości.

Odłożył telefon.

— Kto był w kancelarii? — zapytałam.

— Nie ty.

— To wiem.

— Kobieta przedstawiła się twoim imieniem i nazwiskiem.

Czułam, jak skóra na karku napina mi się z przerażenia.

— Jak wyglądała?

Paweł obrócił laptop w moją stronę.

Notariusz przesłał zdjęcie z kamery znajdującej się przy recepcji.

Obraz był niewyraźny.

Ale wystarczająco wyraźny.

Kobieta miała jasne włosy schowane pod czapką, duże okulary i długi płaszcz.

Twarzy nie rozpoznałabym na ulicy.

Torebkę jednak znałam.

Granatowa skóra.

Srebrna klamra w kształcie półksiężyca.

Dałam identyczną Natalii trzy lata wcześniej na jej trzydzieste urodziny.

Jeszcze wtedy przychodziła do naszego domu jako znajoma Michała.

Poczułam mdłości.

— To ona.

— Torebka nie wystarczy jako dowód.

— Wiem.

— Ale monitoring z zewnątrz może pokazać samochód.

Telefon Pawła zadzwonił ponownie.

Tym razem odebrał, słuchał kilkanaście sekund i zapisał coś na kartce.

— Mamy numer rejestracyjny.

Nie zapytałam nawet.

Znałam odpowiedź.

Auto Michała.

Oparłam głowę o fotel.

Zamknęłam oczy.

O szesnastej miał poślubić Natalię.

Kilka godzin wcześniej dowiedziałam się, że być może wspólnie podszyli się pode mnie, żeby zastawić nieruchomość mojej matki.

— Zawiadomienie składamy dzisiaj — powiedział Paweł.

— Tak.

— Emilia, muszę ci coś powiedzieć.

Otworzyłam oczy.

— Jeszcze?

— To, że ich samochód pojawił się pod kancelarią, wiąże ich ze sprawą. Ale największy problem może być gdzie indziej.

Przesunął w moją stronę wyciąg.

Jedna z pożyczek została wypłacona sześć tygodni wcześniej.

Prawie milion złotych.

Część pieniędzy trafiła do spółki Michała.

Reszta została przelana na prywatny rachunek.

Nazwisko właścicielki:

Natalia Zawadzka.

— Czyli wiedziała.

— Albo sama brała udział.

Przewinęłam wzrokiem cyfry.

— Po co jej te pieniądze?

— Nie wiem.

— Możemy sprawdzić?

— Już sprawdzamy.

Wstałam powoli.

Paweł spojrzał na zegarek.

— Gdzie idziesz?

— Na obiad.

Patrzył na mnie tak, jakbym właśnie powiedziała, że zamierzam lecieć na Księżyc.

— Na obiad?

— Jestem w ósmym miesiącu ciąży, od szóstej rano wypiłam pół kawy i zjadłam jednego banana. Jeśli mam dziś walczyć z ludźmi, którzy próbują okraść moją rodzinę, nie zamierzam robić tego na pusty żołądek.

Pierwszy raz tego dnia Paweł się uśmiechnął.

— Dobrze. To rozsądne.

— A potem jedziemy na policję.

— Oczywiście.

Zatrzymałam się przy drzwiach.

— I chcę wiedzieć, gdzie Michał bierze ślub.

— Emilia.

— Nie zamierzam robić sceny.

— To zdanie zwykle wypowiadają ludzie tuż przed zrobieniem sceny.

— Nie pojadę tam.

Spojrzałam przez ramię.

— Chcę tylko wiedzieć.

*

Michał i Natalia mieli pobrać się w Pałacu Pod Baranami podczas niewielkiej ceremonii cywilnej dla trzydziestu osób.

Dowiedziałam się tego nie od Pawła, ale od wspólnej znajomej, która zadzwoniła do mnie po czternastej.

— Emilka, nie wiedziałam, że to dzisiaj — powiedziała Agnieszka.

Brzmiała na autentycznie zawstydzoną.

— Ja też nie. Do rana.

— To jest chore.

— Jest wygodne.

— Jak możesz mówić tak spokojnie?

Prawie się roześmiałam.