— Nie chodzi tylko o złość. Chodzi o to, że państwo traktowaliście mnie jak część planu, którego nikt mi nie wyjaśnił.
— To nie było tak proste.
— Właśnie dlatego nie zamierzam rozmawiać o tym przez telefon.
Zakończyłam rozmowę, zanim zdążył przejść do spraw firmy. Nie chciałam być pośredniczką między nim a ojcem. Jeśli Stefan miał coś do wyjaśnienia, powinien zrobić to wobec ludzi, z którymi zawierał umowy.
Kilka dni później Marta poprosiła mnie o spotkanie. Tym razem przyszła z czymś więcej niż wiadomością z rodzinnej grupy. Powiedziała, że po kłótni rodziców zaczęła przeglądać stare dokumenty, ponieważ pomagała kiedyś w administracji rodzinnej firmy i pamiętała pewne niejasności.
— Nie chcę robić z siebie detektywa — zastrzegła. — Ale znalazłam coś, co powinnaś pokazać ojcu.
Wyjęła kopię korespondencji między Stefanem a jednym z doradców finansowych. Nie była to pełna dokumentacja, raczej kilka wydruków, które Marta znalazła w segregatorze przeznaczonym do archiwizacji. W jednej wiadomości pojawiało się sformułowanie dotyczące „ustabilizowania relacji z inwestorem poprzez zacieśnienie więzi rodzinnych”. W innej doradca sugerował, że planowane małżeństwo Michała może „pozytywnie wpłynąć na atmosferę negocjacji”.
Poczułam mdłości.
— Czy Michał o tym wiedział?
— Nie ma go w kopii. Nie wiem.
Nie chciałam wyciągać wniosków na podstawie kilku zdań. Ale wiedziałam już, że Stefan nie tylko prywatnie cieszył się z naszego związku. Ktoś w jego otoczeniu rozważał go jako element strategii biznesowej.
Zadzwoniłam do ojca. Poprosił, żebyśmy przekazały dokumenty Piotrowi i nie rozpowszechniały ich dalej. Marta zgodziła się, choć widziałam, że jest zdenerwowana.
— Nie chcę zaszkodzić tacie — powiedziała. — Chcę tylko wiedzieć, czy mówił nam prawdę.
To zdanie sprawiło, że spojrzałam na nią inaczej. Do tej pory widziałam w niej przede wszystkim siostrę Michała, część rodziny, która mnie skrzywdziła. Teraz zobaczyłam młodą kobietę, która również zaczynała odkrywać, że dorośli wokół niej podejmowali decyzje, ukrywając ich prawdziwe znaczenie.
— Nie musisz wybierać między rodziną a prawdą — powiedziałam.
Marta uśmiechnęła się smutno.
— U nas zawsze tak to wyglądało.
Tego wieczoru ojciec przyjechał do mnie z Piotrem. Usiedliśmy przy stole, na którym kilka dni wcześniej leżały kwiaty od Michała. Piotr przejrzał dokumenty Marty i powiedział, że mogą mieć znaczenie dla oceny sposobu prowadzenia negocjacji, ale same w sobie nie dowodzą, że doszło do jakiegokolwiek naruszenia prawa.
— Nie będziemy budować teorii na podstawie wyrwanych z kontekstu wiadomości — zaznaczył.
Ojciec przytaknął.
— Najpierw pełna dokumentacja.
Zapytałam, czy Stefan rzeczywiście mógł liczyć na to, że nasze małżeństwo wpłynie na decyzje Jana.
Ojciec spojrzał na mnie z czymś, co przypominało smutek.
— Mógł tak myśleć. Ale nigdy nie uzależniałem decyzji inwestycyjnych od twojego życia prywatnego.
— Czy powiedziałeś mu to?
— Wielokrotnie.
Przez chwilę milczałam.
— A jeśli Michał wiedział, że jego ojciec ma taki plan?
— Wtedy będziesz musiała zdecydować, co to oznacza dla waszego związku. Ja nie mogę podjąć tej decyzji za ciebie.
Wiedziałam, że ma rację, ale chciałam, żeby ktoś dał mi prostą odpowiedź. Powiedział, że Michał jest winny albo niewinny, że powinnam odejść albo zostać. Dorosłość okazała się mniej romantyczna, niż sądziłam. Polegała między innymi na tym, że nawet najbardziej kochający rodzice nie mogą oszczędzić człowiekowi konieczności podjęcia własnych decyzji.
W piątek rano dostałam wiadomość od Heleny.
„Zofio, chciałabym się z tobą spotkać. Wiem, że nie mam prawa niczego żądać. Proszę tylko o możliwość przeproszenia cię osobiście”.
Przez długi czas patrzyłam na ekran. Pierwszym odruchem było odrzucenie prośby. Nie chciałam kolejnego spotkania, podczas którego ktoś będzie tłumaczył mi, że źle zrozumiałam jego intencje. Ale jednocześnie czułam, że potrzebuję powiedzieć Helenie kilka rzeczy bez obecności dwustu gości, bez Michała i bez ojca.
Zgodziłam się na spotkanie w neutralnym miejscu. Wybrałam niewielką kawiarnię niedaleko mojego mieszkania. Poprosiłam, żeby przyszła sama.
Zjawiła się punktualnie. Miała na sobie prosty ciemny płaszcz i nie nosiła zwykle widocznej biżuterii. Wyglądała na starszą niż podczas przyjęcia. Przez chwilę zastanawiałam się, czy to rzeczywiste zmęczenie, czy po prostu pierwszy raz widzę ją bez starannie przygotowanej maski.
Usiadła naprzeciwko mnie.
— Dziękuję, że przyszłaś.
Nie odpowiedziałam. Czekałam.
Helena spojrzała na moje dłonie.
— Chcę cię przeprosić za to, że cię uderzyłam. Nie miałam prawa tego zrobić. Ani razu, ani dwa razy. Nie ma na to usprawiedliwienia.
Były to pierwsze słowa, które zabrzmiały jak rzeczywiste przyjęcie odpowiedzialności. Nie zawierały zastrzeżenia, że nie wiedziała, kim jest mój ojciec.
— Dlaczego pani to zrobiła? — zapytałam.
Helena przez chwilę szukała odpowiedzi.
— Bałam się.
— Czego?
— Że stracimy wszystko, co budowaliśmy przez całe życie.
Poczułam, jak wraca we mnie gniew.
— A ja miałam za to zapłacić?
— Nie powinnam była przenosić tego na ciebie.