— Jan… jeśli wycofasz się teraz, stracimy wszystko.

Ojciec położył dłoń na zamkniętym segregatorze.

— Właśnie dlatego musimy porozmawiać o tym, co przede mną ukrywaliście.

CZĘŚĆ 3

Nie wiedziałam jeszcze, co znajdowało się w teczce. Wiedziałam tylko, że po raz pierwszy tego wieczoru Stefan Wysocki patrzył na swoją żonę z takim samym niedowierzaniem, z jakim ja kilka minut wcześniej patrzyłam na Michała.

Helena odsunęła krzesło, ale nie usiadła. Wciąż trzymała torebkę pod ramieniem, jakby przygotowywała się do wyjścia, którego nikt jej nie zaproponował. Na stole leżał mój pierścionek. Mały, złoty przedmiot, który jeszcze niedawno wydawał mi się obietnicą, teraz wyglądał jak dowód rzeczowy.

Ojciec nie podniósł głosu. To było w nim najbardziej charakterystyczne. Kiedy byłam dzieckiem i coś go naprawdę niepokoiło, mówił ciszej niż zwykle. Nigdy nie potrzebował krzyku, żeby inni zrozumieli, że sytuacja jest poważna.

— Stefan, nie będziemy rozmawiać o pieniądzach przy dwustu osobach. Najpierw chcę wiedzieć, czy moja córka potrzebuje pomocy lekarskiej.

— Tato, nic mi nie jest — powiedziałam.

Spojrzał na mnie uważnie.

— To ty zdecydujesz. Nie musisz teraz niczego udowadniać.

Te słowa sprawiły, że poczułam pieczenie pod powiekami. Przez ostatnią godzinę wszyscy próbowali decydować za mnie: Helena o mojej wartości, Michał o tym, czy zasługuję na obronę, goście o tym, czy warto się wtrącić. Ojciec jako pierwszy oddał mi prawo wyboru.

Poprosiłam, żebyśmy wyszli z sali. Nie chciałam kolejnego przedstawienia. Nie chciałam również, żeby ktokolwiek pomyślał, że przyjechał człowiek z pieniędzmi i teraz będziemy publicznie odgrywać scenę zemsty.

Stefan zaprowadził nas do niewielkiego gabinetu przy recepcji. Weszliśmy tam z ojcem, Piotrem, Michałem i Heleną. Jeden z pracowników klubu przyniósł wodę. Ojciec poprosił go także o zimny kompres. Gdy drzwi się zamknęły, cisza stała się cięższa niż w sali balowej.

Michał pierwszy spróbował ją przerwać.

— Zosiu, naprawdę nie chciałem, żeby tak się stało.

Nie odpowiedziałam. Wiedziałam, że nie chciał. Nikt rozsądny nie planuje, że jego narzeczona zostanie spoliczkowana podczas własnych zaręczyn. Problem polegał na tym, że kiedy już się stało, Michał wybrał wygodę zamiast mnie.

— Powiedz jej, co zrobiłeś — odezwał się Stefan.

Michał spojrzał na ojca.

— Nie teraz.

— Właśnie teraz.

Helena uniosła głowę.

— Stefan, nie będziesz rozliczał naszego syna przed obcymi ludźmi.

Ojciec zmarszczył brwi.

— Moja córka nie jest obcą osobą.

— Nie o nią mi chodziło.

— To dobrze. Bo najwyższy czas, żebyście zaczęli mówić wprost.

Stefan otworzył teczkę. Na pierwszej stronie widniała nazwa spółki Domański Inwestycje oraz dokument dotyczący finansowania Wysocki Development. Znałam nazwę firmy ojca, ale nie wiedziałam, że współpracuje z rodziną Michała. Ojciec od lat prowadził kilka przedsiębiorstw związanych z nieruchomościami, produkcją i inwestycjami. Nigdy nie ukrywał przede mną, że dobrze mu się powodzi. Nie opowiadał jednak o każdym kontrakcie, a ja nie pytałam o rzeczy, które nie dotyczyły mojego życia.

Stefan przesunął dokument w moją stronę.

— Zofia, twój ojciec jest naszym największym inwestorem.

Spojrzałam na Jana.

— Wiedziałeś?

— O współpracy tak. O tym, że Michał jest synem Stefana, dowiedziałem się dopiero kilka miesięcy temu.

— I nic mi nie powiedziałeś?

— Powiedziałem ci, że znam jego ojca z interesów. Nie chciałem, żebyś czuła, że musisz oceniać Michała przez pryzmat mojej pracy.

Przypomniałam sobie tę rozmowę. Ojciec rzeczywiście zapytał kiedyś, czy mój narzeczony jest synem Stefana Wysockiego, a potem powiedział, że zna rodzinę zawodowo. Nie drążyłam tematu. W tamtym czasie byłam przekonana, że Michał i ja budujemy coś własnego, niezależnego od naszych rodziców.

— A oni wiedzieli, kim jesteś? — zapytałam.

Stefan spuścił wzrok.

— Ja wiedziałem.

Helena odwróciła się gwałtownie.

— Co?

— Wiedziałem, że Zofia jest córką Jana. Michał też wiedział.

Poczułam, jak zimno rozchodzi mi się po plecach.

— Michał?

Nie spojrzał mi w oczy.

— Dowiedziałem się po jakimś czasie.

— Kiedy?

— Przed zaręczynami.

To były zaledwie trzy słowa, ale wystarczyły, żeby wszystko, co pamiętałam z ostatnich miesięcy, zaczęło układać się w inny obraz. Jego pytania o ojca. Ciekawość dotycząca rodzinnej firmy. Nagle zrozumiałam, dlaczego tak bardzo zależało mu, żebym zaprosiła rodziców na kolację u Wysockich, choć wcześniej zapewniał, że nie przywiązuje wagi do rodzinnych układów.

— Dlaczego mi nie powiedziałeś?

— Nie chciałem, żebyś pomyślała, że to ma znaczenie.

— A miało?

Milczał zbyt długo.

Stefan przetarł twarz dłonią.

— Michał, odpowiedz.

— Na początku nie wiedziałem. Poznaliśmy się normalnie. Potem dowiedziałem się od taty, ale to niczego nie zmieniło.

Chciałam mu wierzyć. Przez dwa lata kochałam człowieka, który pamiętał, jaką herbatę piję, który przynosił mi jedzenie, kiedy pracowałam do późna, który potrafił siedzieć obok mnie w milczeniu, gdy miałam trudny dzień. Nie mogłam w jednej chwili uznać, że wszystko było kłamstwem. A jednak jego milczenie w sali balowej sprawiło, że każde wspomnienie stało się podejrzane.

Ojciec zamknął teczkę.

— Nie będziemy dziś rozstrzygać, co Michał czuł. Zosia nie jest zobowiązana do wysłuchiwania wyjaśnień.

Helena, która dotąd patrzyła na męża, nagle zwróciła się do mnie.